To wynik moich eksperymentów, całkiem udany. Żywiłam się tym przez długi czas... I mogę jeszcze dodać, że mojej koleżance (z zawodu mięsnej kucharce) bardzo posmakowało to danie :)
Pycha. Ja lubię, gdy warzywa są tak nie do końca wysmażone, lekko jeszcze chrupiące. Nie eksperymentować z przyprawami, bo raz dodałam gałki muszkatołowej i wyszło takie sobie.
To super potrawa na zimowe wieczory lub przyjęcia z bliskimi osobami, którym w trakcie naszego gotowania ślinka będzie ciekła, gdy poczują zapachy wydostające się z naszej kuchni. Świetnie smakuje z sałatką z zieleniny i grzankami.
Zdziwiłam się szczerze, że w Polsce dynia, mimo jej obfitości, jest traktowana po macoszemu i mało kto wie, co z nią robić. Mam nadzieję, że stary przepis mojej rodziny przypadnie Wam do gustu:)