Wyszło naprawdę dobre! Następnym razem dodam może jeszcze szczyptę soli, żeby smak był pełniejszy. Przyznam też, że pierwszy raz był traumatyczny ;) Nie dość, że nie wiedziałam jak to powinno wyglądać, to jeszcze modyfikowałam proporcje (tylko 1/2 szkl. cukru i 1/4 szkl. oleju + 1/2 szkl. wody). Ciasto wyszło dość zwięzłe - nie sądziłam, że da się do niego wmieszać jeszcze jabłka i bakalie. A jednak :) Sok z jabłek jakoś pomógł i się dało :)
Wyszło na małą tortownicę, piekłam w 180st.C przez 45 min.
Majka skarżyła się, że jej ciasto się wysypało - myślę, że to przez olej. Zastąpienie części wodą lub mlekiem prawdopodobnie "naprawia" przepis.
Zrobiłam kompot z antonówek - doskonały :) Dodałam jeszcze kawałek cynamonu (kory) do gotowania, posłodziłam delikatnie i zrezygnowałam z cytryny (w końcu antonówki są wystarczająco kwaśne ;).
Nie odsączałam cukinii bo lubię, jak jest chrupka - a wtedy tak czy siak robi się błyskiem :) Nie dodawałam też ziół bo nie miałam ochoty. Wyszło pyszne :)
Od lat robimy z mamą ogórki wg. tego przepisu - u nas to zajęcie rodzinne, jak lepienie pierogów na święta :) Zawsze świetnie się udają. Niedawno mama dzwoniła, że otworzyła pierwszy słoik (coś po miesiącu od zrobienia) i są ekstra! Musze ją niedługo odwiedzić ;)
Ostatnio znów robiłam to danie, tym razem zgodnie z przepisem i nawet na woku :) Zamiast spaghetti dałam japoński pszenny makaron - wygląda jak cienkie, krótkie spaghetti, ale jest bardziej "układny", mniej sprężysty.
Jeśli miałabym coś doradzić, to lepiej do woka wrzucać mniejsze porcje - przy powyższych ilościach można wszystko podzielić np. na pół. Inaczej trudno mieszać, nic się nie przysmaża tylko dusi, no i czas się wydłuża. Fasolkę też bym wcześniej dodawała (lub wcześniej obsmażyła/poddusiła) - 5 min. to dla niej za krótko.
xxl, sama zawsze używałam tahini kupnego, ale na pewno można zrobić je samemu. Zobacz, w Puszce nawet jest przepis, który się nazywa "tahini do hummusu": http://puszka.pl/przepis/4350-tahini_do_hummusu.html :D
Miałam wątpliwości co do tego przepisu, ale znalazłam oryginał po angielsku, wszystko się zgadzało, więc postanowiłam spróbować. Do masy dodałam nie tylko cebulę i paprykę, ale też natkę pietruszki, sporo curry i trochę soli. Omlet mi się nie rozpadł tylko dlatego, że ubrudziłam 2 patelnie - po prostu przerzuciłam go z jednej na drugą. Były delikatnie natłuszczone, więc nie było problemu, tylko więcej zmywania :/
W smaku dobre, chociaż nie rozpływa się w ustach ;) Ale i tak lepsze niż się spodziewałam! Aronia zrobiła błąd bo ewidentnie dodała drożdże piekarskie, a nie płatki drożdżowe (czyli takie nieaktywne, suszone drożdże).
Zrobiłam z połowy porcji i usmażyłam na małej patelni. Najadłam się już połową :)
Dodałam litr wody, gotowałam w sumie 15 min. (po zagotowaniu zmniejszyłam gaz na min.). Cynamonu dodałam sporo, ale imbiru tylko szczyptę, choć sporą - pierwszy raz, więc zachowałam ostrożność ;) Wyszedł świetny kompot, bez dosładzania, o bardzo fajnym aromacie :)
Ja soczewicy wcześniej nie przesmażam (więc odpada olej), ale gotuję ją właśnie z dodatkiem soli, czosnku i cytryny (lub soku z cytryny). Wychodzi pyszna - zawsze podjadam ;) Gotuję ją w taki sposób prawie do wszystkiego - robię pasty do pieczywa, mieszam z ryżem do obiadu, dodaję do farszów, do sałatek. Polecam :)
Nigdy nie robiłam z otrębami, ale na chłopski rozum to ten 1kg obejmuje też otręby. Chodzi o to, że jak nie masz mąki razowej, to ją sobie sama robisz, czyli do białej dodajesz to, co jej zabrano - znaczy otręby właśnie :)
Niestety większość panierki odpadła w czasie smażenia. Poza tym niezłe, chociaż nie powala. Może byłyby lepsze z mąką białą lub mieszaną. Macie jakieś rady?
Zrobiłam go do fasolki, ale to nie było to. Czegoś mi brakowało. Chciałam czegoś bardziej aromatycznego, o pełniejszym smaku - tak powstał sos jabłkowo-czosnkowy 5 smaków: http://www.puszka.pl/przepis/5246-sos_jablkowo-czosnkowy_5_smakow.html :)
Co prawda zamiast curry przez pomyłkę dodałam inną mieszankę indyjskich przypraw, ale wyszło super! Aromatyczne, bardzo fajne. Chili dodałam bardzo symbolicznie, bo nie lubię ostrych potraw.
Mała uwaga: olej z pestek dyni chyba nie występuje w postaci rafinowanej, a zimnotłoczonego nie powinno się dodawać do smażenia, tylko do już usmażonej potrawy. Co więcej, jak ostatnio przeczytałam, nie powinno się mieszać tłuszczy do smażenia.
O wow, z mrożeniem to ty masz rewelacyjny pomysł! Ale mrozisz same "miseczki" jak rozumiem? Bo z kremem to już chyba nie bardzo :) Wielkie dzięki za ten pomysł - jak się sprawdzi, będę przeszczęśliwa :D
Zrobiłam w innej kolejności - uprażyłam słonecznik na suchej patelni, odłożyłam go, surowe brokuły poddusiłam na niedużej ilości oleju i wymieszałam razem. Super! :) Jeśli zajadamy same, to jeszcze ociupinę bym posoliła. Jeśli np. z makaronem, to jego delikatna słoność w zupełności wystarczy.
Świetnie wygląda i smakuje, choć do całkowitego ideału brakuje mi odrobię jakiegoś smaku - następnym razem spróbuję dodać trochę gałki muszkatołowej albo przesmażonego pora. Uwielbiam potrawy z mlekiem kokosowym i brokuły, więc na pewno jeszcze nie raz do niej wrócę :D Tym bardziej że gotując ziemniaki w mikrofali robi się ją zdecydowanie szybciej, bo 15-20 min. Aha, i jak zwykle dodałam mniej wody - 2 szkl. zamiast 4. Moim zdaniem więcej wody to byłby błąd.
Wow, ale to dziwny pomysł na pierwszy rzut oka. Ale zaintrygował mnie i wiecie co? Smakowało mi! Nawet bardzo :) To jak słodzenie pomidorów bananem ;) Co zmieniłam? Pomidory dusiłam bez wody, jak na zupę krem. Później dodałam już tylko pół, a nie całą szkl. wody. Zastanawiałam się też czy zupa nie powinna zostać zmiksowana, ale nie! Ma bardzo fajną konsystencję, cebulka lekko chrupie :) Następnym razem dodam więcej pomidorów, zwł. jak znów będę miała mocno dojrzałego banana - inaczej jest za słodkie, musiałam się ratować dodatkowym koncentratem ;) Smak fajnie podkręca też odrobina chili.
Zawsze smażyłam cukinię zieloną. Ostatnio kupiłam jednak żółtą i bardzo się zawiodłam - w smaku świetna, ale po usmażeniu wygląda (podkreślam: tylko wygląda) jakby odstała kilka godzin i nieźle obeschła przez ten czas. Póki co nie rozumiem skąd różnica, ale do smażenia polecam cukinię zieloną :)
Acha, jeszcze dwie możliwe modyfikacje. Część soku z cytryny można zastąpić sokiem z pomarańczy. Oprócz octu winnego świetnie nadaje się też ocet balsamiczny - delikatna słodycz świetnie pasuje do sałaty i surówek nie zawierających słodkich składników. Niektórzy zamiast używać octu balsamico po prostu winegret dosładzają - cukrem lub słodem.
Och tak, klasyka :) Aż dziwne że kiedyś mogłam go nie znać... Można przygotować większą ilość w jakimś słoiku (ważne są proporcje, nie trzeba odmierzać oliwy i octu/soku z cytryny łyżkami), wymieszać potrząsając słoikiem, i przechowywać do tygodnia w lodówce. Musztarda jest naturalnym emulgatorem, tzn. pomaga pokonać naturalną wzajemną niechęć oliwy i octu/soku z cytryny i szybciej (łatwiej) je ze sobą wymieszać. Lubię dodatek i ziół i czosnku. Keczupu sobie nie wyobrażam, bleh ;)
Maciek i Cleo maja rację, do leczo można dodawać również inne warzywa - nie tylko cukinię, kukurydzę i pieczarki, ale też selera naciowego, bakłażana, marchewkę lub w ogóle włoszczyznę, a nawet kalafiora ;) W Puszce znajdziecie przeróżne wersje. Tyle że im więcej warzyw, tym mniej przypomina to tradycyjne leczo, a coraz bardziej ratatouille :) Nazwa niezbyt chyba w Polsce znana, ale może warto ją promować? :)