Pierwszy raz jadłam marynowany czosnek. W sumie przypomina mi marynowana dynię ;) Co do sałatki to zrobiłam z czarnymi oliwkami - ma wtedy fajny, monochromatyczny wygląd, ale smakowo mnie nie powaliła. Czegoś mi brakowało... pomyślałam: pomidory suszone. I zrobiłam upgrade do sałatki wg. Kordonii: http://puszka.pl/przepis/5193-makaronowa_salatka_wloska_z_suszonymi_pomidorami.html - mi bardziej odpowiadała.
Dziś pierwszy raz całkowicie samodzielnie zrobiłam placki z jabłkami. Wyszły przeeeeeeeepyszne! Proporcje są idealne - dodałam płaską łyżkę cynamonu. Udało mi się też wszystkie dosmażyć tak, żeby w środku, między jabłkami, nie było surowego ciasta! :D Ja generalnie mam problemy ze smażeniem, bo bardzo rzadko to robię, więc to dokonanie ;)
Dla tych co mają podobne problemy kilka rad: olej musi być b.dobrze rozgrzany (po wrzuceniu kawałka chleba od razu musi zacząć "bulgotać"), nie robimy na raz zbyt dużo placków (na dużą patelnię kładłam po 4 na raz), po nałożeniu gaz nie powinien być za duży (średni palnik miałam ustawiony w połowie między min i max), placki odwracamy na drugą stronę dopiero kiedy są naprawdę dobrze rumiane i widać przy brzegach, że ciasto przestaje być surowe. Powodzenia :)
Tak, plastikowe pojemniki też mogą być... przynajmniej niektóre. Mam takie, które nadają się do mikrofali, zamrażarki, zmywarek... Mikrofala oznaczona jest kwadratem z falami w środku. Ale zazwyczaj i tak robię w sporej miseczce przykrytej talerzykiem, jakoś tak wolę.
PS: Zaintrygowałaś mnie i zrobiłam przegląd swoich pudełek. Na jednym obok ikonki mikrofali jest dopisane "400W", czyli że można używać, ale tylko do takiej mocy.
No dobra, zrobiłam (4 czubate łyżki słonecznika, 1/2 szkl. płatków owsianych, 2 szkl. wody, sól) i mam mieszane uczucia. Jest to ciekawe urozmaicenie, zwł. jeśli ktoś ma dosyć słodkości, ale raczej nie moja ulubiona wersja płatków. W sumie dziwne, bo za prażonym słonecznikiem i owsianką przepadam.
Nie, cukier na pewno nie był powodem. Moim zdaniem mogłaś dać zbyt mało dojrzałe i ew. za małe banany. One powinny być wręcz przejrzałe (ale nie zepsute!), takie że mało kto byłby już skłonny je zjeść.
Kamcia, proponuję żeby następnym razem (jeśli się jeszcze kompletnie nie zniechęciłaś ;) ktoś to ciasto robił z tobą. Innym okiem banany wybierze, inną ręką dodatków machnie. Fajnie by było gdyby ci jednak wyszło, bo jest naprawdę ekstra. To moje popisowe ciasto, za którym dosłownie wszyscy szaleją. A jak ci znów nie wyjdzie to chyba ci normalnie pocztą kawałek wyśle ;)
O rety, ja nawet nie wiedziałam co to znaczy wekować ;) Jeśli chodzi o konserwowanie przez gotowanie to zdecydowanie NIE! Nie wolno! Zalewa jest gorąca i to wystarczy. Kiszonki robi się inaczej niż dżemy itp. Zresztą weźmy pod uwagę, że tradycyjnie robione były przecież w beczkach. A jak wyobrażacie sobie wekowanie beczek? ;D
W przepisie niczego nie brakuje - tak jak jest napisane: lekko zakręcone słoiki trzymamy w cieple 2-4 dni, dokręcamy mocno i to wszystko. Naprawdę :)
Sprawdziłam jakiś czas temu czy da się to ciasto zrobić z samej krupczatki. Efekt: NIE, mowy nie ma! Krupczatka to bardziej b.drobna kaszka niż mąka i "ciasto" nie ma w ogóle spoitości, za nic nie chce się trzymać. Więc, drogie dzieci, nie próbujcie tego same w domu ;) I pamiętajcie: krupczatka może być tylko dodatkiem.
Nie no, jest przecież napisane "Zamknąć słoiki" :) Nie chcesz chyba żeby ci tam kurz i jakieś śmietki wpadły, nie? :D Dlatego je zakręcamy, ale nie na siłę, żeby z kolei gazy mogły się wydostać, a "buzująca" zalewa ew. wyciec. Solidnie dokręcamy dopiero po 2-4 dniach. Ot cała tajemnica :)
Gamoń, ja zazw. daję 0,5 l wrzątku i 0,5 l wody w temp. pokojowej - a czasem tej drugiej ciut więcej niż wrzątku, bo przy równych ilościach średnia temp. jest jednak wyższa niż 50'. Ale generalnie tak jak jest w przepisie - woda ma być taka "aby nie za łatwo było wsadzić łapkę".
Cukru możesz dać odrobinę, jeśli ma ci to pomóc. Ale naprawdę nie trzeba go dawać dużo. W jakimś gospodarstwie eko widziałam jak robili kilkanaście kg chleba i dodawali tylko kilka łyżeczek cukru.
Podsmażane brokuły (obojętne czy podamy je z makaronem czy wykorzystamy inaczej) są po prostu bezbłędne. Nie tylko przepyszne, ale też nadają się do tego warzywa nieco starsze, które straciły jędrność i są już nawet lekko "piekące" w smaku. Ostatnio miałam z takimi do czynienia na wyjeździe i naprawdę nie sądziłam że wyjdzie nam z tego dobry obiad, a wyszedł przepyszny! Ostry posmak zupełnie znikł i nikt by nie powiedział że to starszawe brokuły były :)
To danie święci triumfy. Każdy jest zachwycony, że takie to pyszne, a jednocześnie proste. Polecam :D
Wiecie co? Wyszło! Na szklankę wody dałam 10 migdałów + łyżka słodu ryżowego (neutralny w smaku) + szczypta soli dla zrównoważenia smaku. Naprawdę mi smakuje :) Nawet do picia się nadaje, o gotowaniu płatków/kaszki nie wspominając.
Miałam wątpliwości czy ręczny blender "chwyci" taką małą ilość migdałów, ale razem ze słodem i odrobiną wody bez problemu się zmiksowało. Po odczekaniu na dnie osiadło tylko troszkę grubszych "paproszków" migdałowych.
Dobre, kiedy skończy się Alpro - tak jak mi dzisiaj ;)
Naprawdę przyzwoite. Nie jakieś tam wybitne, ale naprawdę smaczne. Mi bardzo pasowało z kaszą jęczmienną i surówką z sałaty lodowej z winegretem. Trafione połączenie :)
Kiedy był jeszcze sezon na pomidory zrobiłam drugą partię, tzw. "partię 3/4" bo dodałam tylko 3/4 z podanej ilości czosnku, soli i cukru. Wyszła łagodniejsza i smakowała również tym z delikatniejszym podniebieniem :) Chociaż może być bardziej podatna na psucie, jeśli dłużej postoi otwarta. Z drugiej strony po paru miesiącach również wersja z oryginalnymi proporcjami zrobiła się łagodniejsza. Wersję 3/4 warto więc robić do bieżącego spożycia, a na zimę zwykłą.
Generalnie bardzo polecam - wszyscy, którzy próbowali, zachwalają :)
Wow, to jest... genialne! Widziałam na wegedzieciaku, że sporo ludzi chwaliło, ale i tak nie spodziewałam się takich pyszności :) Tym bardziej ze połączenie składników jest dosyć... oryginalne. A tu niespodzianka! Kwaśny smak ogórków genialnie łączy się ze słodyczą marchewki i cebuli oraz z aromatem pieczarek.
Nie ścierałam warzyw na tarce, bo chciałam mieć konkretniejszą konsystencję. Cebule po przekrojeniu posiekałam w cienkie paski, resztę w plasterki, przy czym marchewkę dość cienko (a i tak na patelnię trafiła jako pierwsza). Same przygotowania zajęły mi ok. pół godz., bo warzyw jest jednak dużo, ale zdecydowanie było warto :D Do tego 2 kopiaste łyżeczki koncentratu, sól, pieprz i palce lizać! :)
Tak vegemusiem, dlatego w Puszce oprócz diety wegańskiej funkcjonuje coś takiego jak dieta wegańska+miód. No bo niby gdzie taki przepis zakwalifikować - do diety lakto-wege czy ovo-wege? Dokładnie wyjaśniłam to zresztą w "pomocy/ faq" :)
Tak jak planowałam, zrobiłam naleśniki pól na pół z mąki razowej i białej. Wyszły świetne i od tego czasu robię tylko takie :) Jeśli robimy naleśniki z jabłkami lub bananami warto dodać do ciasta trochę cynamonu - cudowny aromat :)
To jest genialny patent - że też wcześniej go nie znałam! Mrożony koperek, dodany np. do zupy, wygląda i smakuje zupełnie jak świeży. Suszony koperek niech się schowa! Uwielbiam np. zupę z soczewicy z pomidorami i koperkiem (http://puszka.pl/przepis/302-zupa_z_soczewicy.html) - teraz nie będę skazana na żałosne, zimowe "pęczki" koperku po 3 gałązki na krzyż ;)
Dziś przerobiłam na krem z porów wczorajszą kartoflankę - wystarczyło poddusić posiekanego pora, wszystko zmiksować i podgrzać. To się nazywa ekspresowa zupa! :D
Ojjj, Pola, to moja wina - jako admin określam dla przepisów rodzaj diety, a że sama takich kotletów nie używam, to zapomniałam, że w nich jest białko jajka. Ale na pewno możesz je zastąpić granulatem - mój Wojtek kiedyś robił z niego kotlety, więc musi wyjść :) Dodaj jeszcze trochę mąki sojowej, kukurydzianej lub ziemniaczanej albo zaparzone płatki owsiane, żeby całość się ładnie lepiła. No i ryz lepiej zrobić kleisty a nie sypki :) Powodzenia. A rodzaj diety już ustawiam jak należy :)
Faktycznie, dobra rzecz :) Mam 2 uwagi. Robiłam połowę porcji i 4-litrowy garnek był akurat, więc robiąc z powyższych proporcji zaopatrzcie się lepiej w solidny gar :) Adżikę próbowało już kilka osób i wszystkim smakuje, ale wg. dwóch z nich była ona za pikantna, w sensie za mocno było czuć czosnek. Jeśli więc jesteście umiarkowanymi jego wielbicielami, lepiej zmniejszcie jego ilość.
Ostatnio zrobiłam sobie oryginalne kanapki - najpierw położyłam cienkie plasterki banana, a na to dałam mus. Były świetne - kontrast smaków i konsystencji bardzo mi odpowiadał.
To już kolejna pasta z bakłażana, którą robimy. Wyszła pycha! :) Czosnek nadaje delikatnego aromatu, więc nawet tym, co nie są specjalnymi wielbicielami czosnku, powinno smakować. I tylko jednego żałuję - że bakłażan tak strasznie długo się piecze ;) A przy okazji - zamiast obierać go ze skórki lepiej, moim zdaniem, wybrać środek łyżką. Inaczej trochę miąższu odchodzi ze skórką.
Mmmmm, pycha! Odkryłam ta potrawę na nowo :) Z samym kalafiorem też pycha - jak kalafior z patelni (http://puszka.pl/przepis/2592-kalafior_z_patelni.html) tyle że z sezamem. Idę po dokładkę :)