Pycha! :D Szpinak i suszone pomidory - uwielbiam to połączenie. Zrobiłam wypaczoną wersję - z mrożonego szpinaku, z odrobiną sproszkowanej papryki a nie świeżej, no i bez sera. Posoliłam też szpinak i to sporo - nie wiem, może dodając ser można to sobie darować, chociaż nie sądzę.
Co do zastępników sera: starte migdały wyglądają super, ale mają zbyt delikatny smak; płatki drożdżowe lepiej pasują smakowo, ale za to mniej atrakcyjnie wyglądają. Może należy połączyć pomysły Wojmata i Magdy i je zmieszać ;) Tak czy siak, nawet bez tych dodatków jest pycha!
A mnie niestety rozczarowały :( Głównie dlatego, że spodziewałam się czegoś przypominającego ciastka owsiane, takie chrupiące, a one przypominają raczej bardzo gęstą owsiankę... ;) Dodatek jabłek (drobno je pokroiłam) i słonecznika jest super.
Faktycznie fajne danie :) Paprykę z cebulką przysmażyłam mocniej, żeby później cukinii nie trzymać za długo i żeby była lekko chrupka. Czerwona papryka nie tylko ładnie całość ożywia kolorystycznie, ale daje też bardzo fajny, słodkawy kontrast smakowy. A tak nieufnie do tego dania podchodziłam ;) Szpinak oczywiście użyłam w liściach, a po rozmrożeniu trochę go pokroiłam.
Uwielbiam sezam i tahini, dlatego ta pasta bardzo mi smakuje :) Z tahini nawet chyba bardziej niż z sezamem zmielonym na proszek, bo tahini ma wyraźniejszy smak. No ale z pewnością nie wszyscy się ze mną zgodzą - np. mój Wojtek, który w przeciwieństwie do mnie nie lubi kanapek z awokado i gomasio. A gomasio również ma wyraźny, dość dominujący sezamowy smak :) Takim osobom polecam jednak mielony sezam (lub roztarty w makutrze) - delikatny aromat na pewno będzie im bardziej odpowiadał.
Moja ulubiona wersja: z kalafiorem, cukinią i koperkiem :) Do tego np. trochę zielonego groszku i papryki. Nie miałam pesto ani świeżego koperku, więc oprócz suszonego tymianku dałam mrożony koperek - wypas!
Użyłam majonez z makaronu wg Andy'ego (http://puszka.pl/przepis/2891-majonez_z_makaronu_wg_andy_ego.html), który sam w sobie jest idealnie czosnkowy. Z pomidorem o wiele lepsze, ma pełniejszy smak :)
Efekt przerósł moje oczekiwania, zarówno jeśli chodzi o smak jak i konsystencję! Na 3/4 szkl. świderków (nieco ubitych) dałam 1/2 szkl. mleka i 1/4 oleju. Majonez wyszedł gęsty, "puszysty". Nie sądziłam, że uzyskam taki efekt, ale podczas ubijania robił się coraz bardziej puszysty, jak prawdziwy majonez. I to pomimo, że używałam ręcznego blendera, a nie żadnych mieszadeł, które mogłyby wprowadzać do niego powietrze.
Co do smaku to czosnek jest oczywiście bardzo wyraźnie wyczuwalny. Nie do wszystkiego to pasuje i nie każdy lubi. Można go więc pominąć, a zamiast tego dodać łyżeczkę łagodnej musztardy - bardzo dobrze wpływa na ostateczny smak :)
Ci, co tęsknią za jajecznym aromatem, mogą użyć czarnej soli, która ma zapach (i, podobno, posmak) gotowanego jajka. Dlatego jest też zwana solą jajeczną.
1 szklanka oleju? To strasznie dużo :O Niestety w proporcje wczytałam się dopiero robiąc mufiny, bo chyba w ogóle bym się nie brała za ten przepis. Dodałam więc 3/4 szkl. oleju i 1/4 wody, a cukru tylko połowę. Mufiny i tak wyszły tak tłuste, że na dnie formy zostało trochę oleju, i to pomimo papierowych papilotek...
Trzeba jednak przyznać, że są przy tym naprawdę smaczne - wiórki kokosowe i inne dodatki są super! Choć ja oprócz ostrej redukcji ilości oleju jeszcze bardziej zmniejszyłabym ilość cukru ;)
Zgadzam się a Agą, pycha :D Też zrobiłam bez majeranku. Pierwszy raz w życiu ;) Brakowało mi tylko proporcji w tym przepisie. Poszukałam w necie i znalazłam przeróżne - na 0,5 kg kapusty jedni dają drugie tyle pieczarek, inni 200g. Ja wzięłam 0,5 kg i średnią cebulę i moim zdaniem tak jest super.
Druga wątpliwość to ile gotować kapustę... może to lamerskie, ale nie wiedziałam :) Znalazłam gdzieś, że 40-50 min., ale szczerze mówiąc po 20 i 40 min. była prawie taka sama. Podzielcie się własnymi doświadczeniami.
Wiesz co, po pierwsze tak było w oryginale :) Po drugie olej sezamowy też może być zimnotłoczony albo rafinowany. Tutaj użycie 2 łyżeczek jasno wskazuje, że chodzi o rafinowany, czyli nadający się do smażenia. Zimnotłoczony ma o wiele silniejszy aromat i w takiej ilości wystarczyłby do przyprawienia wanny ciecierzycy ;D
Robię podobnie, ale bez kminku (fu ;), za to bulion gotuję z dodatkiem listka laurowego i ziela angielskiego. Cebulę dodaję dużo wcześniej, ale w sumie można też później.
Bardzo przyzwoity przepis, wbrew pozorom. Z mrożonym groszkiem, tymiankiem i nieco większą ilością czosnku smakowało naprawdę dobrze. No i wyglądało bardzo atrakcyjnie :)
Ja też raz zrobiłam z samą wodą, ale takim z mlekiem do pięt nie sięgały. I w smaku i w wyglądzie - takie blade strasznie wyszły. Może samoróbne mleko migdałowe by się dobrze sprawdziło - jest błyskawiczne do przygotowania i bardzo smaczne: http://puszka.pl/przepis/2180-mleczko_mleko_migdalowe.html
Wspaniałe :) Chociaż drożdże lepiej dodać do podgrzanego mleka, bo najlepiej rosną w temp. ok. 40-50 stopni (a w 55-60 st. giną, więc nie wolno przesadzić). Dziś robiłam dokładnie wg. przepisu, wszystko było w temp. pokojowej, i ciasto nie za bardzo rosło dopóki nie wstawiłam go do lekko nagrzanego piekarnika...
Co do pieczenia, to w 200'C (dokładnie do takiej temp. nagrzałam zanim wstawiłam bułki) wystarczy nawet 12 min. Po 15 min. były już trochę zbyt rumiane, wyglądały z wierzchu na suche, a parę minut wcześniej były jak na zdjęciu Fafika :) Tak czy siak pycha! Zwłaszcza z mlekiem sojowym :)
Możesz je po prostu pominąć - na konsystencję ciasta nie mają przecież żadnego wpływu, więc nic się nie popsuje. Albo zastąpić pestkami (dynia, słonecznik), o ile na nie nie masz uczulenia. Bo migdały pewnie odpadają?
Pączki wychodzą naprawdę świetne! Właściwy smak, konsystencja, zapach... super :) Skórka początkowo jest zbyt twarda, ale jak trochę poleżą, robi się jak należy. Ja co prawda pomagałam tylko lepić ;) ale jest to chyba najtrudniejsza część. Niełatwo zlepić pączka tak, żeby dobrze się trzymał i żeby dżem nie wypływał w trakcie smażenia. A trzeba się postarać, bo to nie tylko kwestia estetyczna - wypływający dżem powoduje, że olej pryska i można się nieźle poparzyć.
W przepisie jest alkohol lub ocet. My dodaliśmy 25ml octu jabłkowego. Niezbyt ładnie pachniało podczas wyrabiania ciasta, ale poza tym było ok. Pączki nadziewaliśmy dżemem malinowym - idealnie pasuje :) Aha, zrobiliśmy tylko z połowy składników, a i tak wyszło ich dużo - 13 dużych i gdzieś drugie tyle malutkich. Niedługo Tłusty Czwartek więc polecam :D
Może dopisze jeszcze proporcje, wg. których robiłam: paczka mrożonego szpinaku w liściach (450g), puszka pomidorów krojonych, bez skórki (400g), spora garść pinii (30g - spokojnie może być mniej), 1 cebula, trochę mniej niż 1 starta gałka. No i sporo soli. Do tego ok. pół opakowania świderków (czyli ok. 250g).
Makaron ze szpinakiem, a do tego świeże pomidory - uwielbiam. Za to zawsze wydawało mi się, że duszenie szpinaku z pomidorami to bardzo dziwny pomysł. Ostatnio zdecydowałam się jednak spróbować i smakuje świetnie! Nawet doprawione nie za mocno, głównie solą, ma świetny, pełny smak. To orzeszki pinii jakoś mnie zawiodły - są zbyt miękkie, nie pasują mi tu jakoś. Znaczy nie to że niedobre, ale kompletnie nie warto ich tu "marnować" biorąc pod uwagę ich cenę.
PS: Smakuje świetnie, ale wygląda średnio reprezentacyjnie... nawet zdjęcia nie próbowałam robić ;)
Właśnie znowu robię ten chutney i coś ważnego mi się przypomniało: planując jego gotowanie koniecznie weźcie pod uwagę, że na początku przeraźliwie mocno czuć ocet (żeby nie powiedzieć że przeraźliwie śmierdzi ;). Sam w sobie ma średnio przyjemny zapach, a podgrzewany... ugh! Później jest już lepiej, a w końcowej potrawie w ogóle go nie czuć, ale początki bywają trudne ;)
To ja dodam, coby było bardziej na temat, że ten przepis w wersji ze szpinakiem jest super! Z jarmużem też na pewno zrobimy, ale najpierw przetestowaliśmy przepis na szpinaku, bo jarmuż zbyt drogocenny ;)
I potwierdzam: ZIEMNIAKI POWINNY BYĆ SUROWE. Naprawdę wychodzi :) Chodzi o to, żeby kostka była dość drobna, w sensie żeby kawałki nie były za grube.
Na 5-6 ziemniaków daliśmy niecałą paczkę mrożonego szpinaku nierozdrobnionego (ok. 300g?) i sporo przypraw, solidną łyżkę gdzieś. Przeważało curry i jakaś mieszanka indyjska, dość łagodna, a do tego garam masala dla zaostrzenia, imbir mielony i gorczyca w ziarenkach. Z ryżem - genialne. Gdyby były jeszcze świeże pomidory.. :)
Bartolome, jasne ze podaj w którym hipermarkecie można go dostać :) A ze zbyt dużą ilością jarmużu można sobie poradzić banalnie - wystarczy go zblanszować, ostudzić i zamrozić! :) Podobno taki mrożony jest nawet lepszy, chociaż ja nie widzę absolutnie żadnej różnicy.
I jeśli można wiedzieć to skąd jesteś? W W-wie nie udało mi się jeszcze znaleźć jarmużu na żadnym "targowisku"...
Bez kaparów, których nie jestem w stanie przełknąć, całkiem całkiem :) Pomidory suszone bardzo mi pasują do połączenia makaron + czosnek marynowany. Cebula bardzo dobrze uzupełnia całość, choć na początku zastanawiałam się, czy na pewno tu pasuje.