Dobra, awaryjna pasta, choć z samym czosnkiem jest wystarczająco fajna. Miałam tylko czarne oliwki, a z zielonymi na pewno lepiej by wyglądała i smakowała :) Czarne są jednak zbyt łagodne w smaku.
Jako sos zrobiłam po prostu winegret z imbirem - nie za dużo tego imbiru, żeby dawał aromat, nie ostrość. Wyszedł fantastyczny dodatek do wiosennych surówek! Imbir dodaje świeżości, jest super :) Na pewno będę stosowała ten patent częściej.
Co do surówki, to jest całkiem całkiem, ale z dodatkową rzodkiewką i ogórkiem lepsza :) Nie bójcie się tych kiełków - pod wpływem sosu tracą całą pikantność.
Ja zrobiłam ponownie z takimi proporcjami jak podałam kiedyś (2 łyżki mąki, 4 oleju) i ładnie się kroiło. Dało się też rozsmarowywać. Choć konsystencja jest faktycznie nieco inna niż "zwykłych" pasztetów ze strączkowców, bez wątpienia. Dla mnie minusem jest jedynie kolor - szary...
Ostatnio z "Zaskakującego tofu" nauczyłam się jak skutecznie "zamarynować" tofu naturalne. Najpierw należy je czymś obciążyć (np. położyć na nim deskę i postawić paczkę mąki), a kiedy "wypoci" wodę, łatwiej naciągnie np. sosem sojowym. Oczywiście na wierzchu i tak będzie bardziej słone niż w środku, cudów nie ma ;)
Przepyszna! Klasyka :) Najlepsza jeśli doda się jeszcze ogórki kiszone, ale nawet najprostsza, podstawowa wersja jest super. Robię przeróżne wariacje - ziemniaki czasem kroję w kostkę, używam przeróżne rodzaje octu (również ryżowy oraz biały i czerwony ocet balsamiczny) lub sok z cytryny, doprawiam musztardą, dodaję różne warzywa, a czasem wprowadzam dla kontrastu coś słodkiego (np. paprykę, kukurydze, jabłko). Generalnie jednak wszystko zaczęło się od tego właśnie przepisu i z niego nauczyłam się podstaw. Ostatnio również mój Wojtek stał się nałogowcem ;)
Cynamon na pewno nie ma znaczenia. Co do proszku to nie wiem - ja zawsze dodaję, ale MEDeah napisała w komentarzach, że robi bez. Nie mam pojęcia czemu ci nie wyszła, ale w życiu nie piekłam ciasta 2 godz. W przypadku tej szarlotki 50 min. zawsze wystarczało. Naprawdę nie wiem co ci doradzić, bo ja jeśli miałam problemy, to z za mało soczystymi jabłkami i czasem na dole zostawało mi trochę suchego proszku...
Szarlotka musi wystygnąć, żeby nabrała odpowiedniej konsystencji i nie rozjeżdżała się ;) Wtedy można kroić. Co do ciasta to nie przypomina np. ciasta drożdżowego. Kaszka manna nadaje mu lekko gumiastą konsystencję, choć na pewno nie powiedziałabym że jest gumiaste. Jak zawsze proponuję więc: zrób to jeszcze raz, ale z kimś drugim - robione inną ręką może wyjdzie nieco inne, może będzie ci bardziej odpowiadać :)
Jak widzę na szczęście nie jest tak, że szewc w dziurawych butach chodzi, i w domu twój mąż też czasem gotuje :) Będę teraz wiedziała do kogo zwracać się z trudnymi pytaniami ;)
PS: Może w takim razie męża zapytaj o tą przyprawę - kto będzie wiedział jak nie on :D
Czy z tą przyprawą cajun chodzi o pieprz kajeński?
Danie wygląda naprawdę efektownie. Ryfka, czy twój mąż jest kucharzem? Musi być albo to diabelnie zdolna bestia i wrodzony talent kulinarny :)
No cóż, Derkama, biorąc pod uwagę, że nie podałam proporcji, to w sumie trudno powiedzieć na ile osób ;) To danie zawsze robię na oko - czy zostanie mi kaszy czy dyni, zawsze znajdzie się zastosowanie następnego dnia :) W sezonie dyniowym postaram się uzupełnić orientacyjne proporcje.
Mi z kolei poleciła ten makaron znajoma, tyle że w wersji bez czosnku. Jej małe córeczki się nim zajadają. Mi również posmakował - wcale nie jest suchy, jak się obawiałam. Postanowiłam więc go zapuszkować, a tu niespodzianka - już tu jest :)
Nie wiem czemu, ale na 3 słoiki w dwóch dynia zaczęła od góry ciemnieć :( Na szczęście jeden się udał i mogłam spróbować :) To nie jest dokładnie to, o czym marzyłam (wspomnienie z dzieciństwa - dynia marynowana z goździkami, sami rozumiecie :) ale i tak lepsze niż się spodziewałam robiąc. Pozytywnie zaskoczyło mnie, że nie jest ciapowata - już po kilku min. gotowania była miękka, a jeszcze 15 min. się pasteryzowała. Mimo wszystko wolałabym, żeby była jeszcze twardsza, jakby chrupiąca. Dodałabym też więcej cukru i goździków (teraz dałam 1-2 na słoik dżemówkę), żeby bardziej przypominała tą moją :)
Z naszych doświadczeń wynika, że skórkę (samą powierzchnię) należy cieniutko oskrobać/okroić - inaczej obieranie to na pewno masakra. Błony z cząstek pomarańczy za to nie są chyba "szkodliwe". Tak czy siak nie wiem jak z sukcesem pozbyć się tej goryczki. Inna sprawa, że każdy inaczej ją odczuwa - mój Wojtek nie przełknie tego, co dla mnie jest już bardzo akceptowalne, a ja tego, co dla mojej mamy ;)
O, a co konkretnie było nie tak? Mój Wojtek w tym roku wypróbował ze 2 czy 3 przepisy i też generalnie jeszcze nie znaleźliśmy tego właściwego, żeby konfitura nie wychodziła zbyt gorzka. Tu mi się wydaje, że wykorzystanie całej pomarańczy łącznie z białą częścią skórki poskutkuje niesamowicie gorzkim smakiem...
Fakt, jest pyszne :) Takie kokosowe! Bardzo mi smakuje chociaż za kuskusem nie przepadam. I jak śmiesznie się je robi :D Dałam 4 jogurty sojowe Ala (evergreen.pl) - najlepiej nadają się morelowy i brzoskwiniowy, bo są jasne, a kokos w końcu kojarzy się z bielą.
Jedna uwaga - ciasto należy wstawiać do NIEnagrzanego piekarnika. Pierwszym razem go nagrzałam i ciasto się dość konkretnie przyrumieniło, zupełnie niepotrzebnie. Chociaż innych negatywnych skutków nie było - nic się nie przypaliło ani nie wysuszyło zanadto, za to było bardzo zwarte i można go było dowolnie przekładać bez żadnego chłodzenia :)
Ryfka, jak się cieszę że sięgnęłaś po ten przepis! Kiedyś chciałam go wypróbować, ale w czasach studenckich jakoś nie za bardzo czułam się na siłach ;) Może go w tym roku wypróbuję, póki jeszcze zima ;)
Przepis Gajki, zgodnie z sugestią, dodałam jako osobny: http://puszka.pl/przepis/5544-pieczen_orzechowa_klops_z_soczewica_grzybami_i_warzywami.html
Razem z ryżem (u mnie pulao) i surówką wychodzi fajny obiad. Ogólnie jednak coś jeszcze by się przydało, bo tofu z warzywami wychodzi takie.. suche.
Tofu wystarczy najpierw obciążyć z góry (np. deską, a na niej paczką mąki) żeby "wypociło" nadmiar wody. Dzięki temu szybciej chłonie marynatę - ja zamiast 1,5 godz. marynowałam tyle, ile zabrały mi inne przygotowania do obiadu.
Nie, na podstawie fragmentu tego ciasta dopiero się robi zakwas. Można tez oczywiście robić go od podstaw, zaczynając od mąki, ale taki młody jest kiepski, wypieki mogą na nim nie wyjść. Tak czy siak brakuje informacji ile tego zakwasu powinno się dodać - ta informacja faktycznie została pominięta.
Próbuję się skontaktować z xnikax. Jeśli nie uzupełni tych informacji to będę musiała usunąć przepis, bo jest niekompletny...
Wspaniałe :) Doprawiłam tylko solą, sosem sojowym i sporą ilością soku z cytryny. Smaki słodki, słony i kwaskowy cudnie się przenikały - super!
Z bakalii dałam morele i jasne rodzynki (lekko kwaskowe i nie tak słodkie jak zwykłe). Następnym razem nie będę ich kroić aż tak cienko (bałam się, że większe kawałki będą dziwnie smakować - niepotrzebnie) i dodam je razem z kapustą lub niewiele później. Kapusta bardzo szybko się robi! Może dlatego, że cienko ją poszatkowałam, ale po 10 min. od wrzucenia była naprawdę miękka, a wg. przepisu powinna się gotować zdecydowanie dłużej.