Zgadza się, zastąpienie mąki pszennej to nie lada wyzwanie. Chodzi o gluten zawarty w pszenicy - to taki ciągliwy składnik, który zapewnia odpowiednią konsystencję ciasta jak i to, że podczas pieczenia uwięzione w nim zostają pęcherzyki powietrza.
Owszem, są takie kostki, ale nie dostaniesz ich w przeciętnym sklepie. Są to kostki wyłącznie zagranicznej produkcji. Zawsze też możesz kupić bulion w proszku - jest łatwiej dostępny.
Natka, Google twoim przyjacielem! Na prawdę! :) Jak nazwa przepisu wskazuje, borówka brusznica jest czerwona. Wygląda jak czerwona jagoda leśna. A jak niedojrzała, to biało-zielona :) Ja kupuję pod Halą Mirowską (W-wa). Już zresztą są, ale większy wysyp powinien być we wrześniu, a nawet początku października. A ten przepis na pewno wypróbuję! :)
Nie wiem jak gdzie indziej, ale w W-wie na targu nigdy nie widziałam. Ja mam od lokalnego rolnika. Jeszcze zostaje po rodzinie/ znajomych pytać. Albo w skrzynce na balkonie wysiać, o ile nie mieszka się za blisko ulicy ;)
Iwo-na, a jabłka jesz? Ze skórka czy obierasz? A warzywa owoce kupujesz wyłącznie eko czy zwykłe? No i chyba masz odpowiedź :) Jasne, że najlepiej mieć niepryskane i to nie tylko owoce, ale jak się nie ma co się lubi... Poza tym nawozy mają okres karencji, po którym produkty spożywcze nadają się do spożycia (nie wnikam co dokładnie to znaczy). Tak czy siak, cokolwiek w jabłkach zostanie, to przy robieniu octu jabłkowego się nie rozmnoży ;) Więc bym nie panikowała.
Bardzo lubię ogórki konserwowe. Lubiłam nawet jako dziecko. Chociaż mama zawsze pilnowała, żebyśmy zjadły tylko trochę, bo wiadomo - ocet, a właściwie zawarty w nim kwas octowy, do zdrowych nie należy. Więc postanowiłam spróbować z octem jabłkowym - jako jedyny z octów zawiera kwas jabłkowy, a nie octowy. Niestety eksperyment nie całkiem poszedł po mojej myśli... Ogórki nie smakują prawidłowo, ich smak jest za słaby, mało kwaśny... a w dodatku ogórki z czasem zbielały ;D No nie całkiem, ale znacznie. Bardzo to wszystko dziwne ;) Może to nie wina octu jabłkowego, tylko octu tego producenta? O dziwo był kwaskowo-słodkawy.... A wy macie w tym temacie jakieś doświadczenia?
Zrobiłam z łagodną musztardą, bo taką używam, i choć w efekcie właściwie nie bardzo czuć jej smak, to ogórki wyszły znakomite :) W tym roku zrobię z ostrzejszą musztardą. Wtedy jej smak fanie przełamie lekko słodkawą zalewę.
Najlepsze z 5 ogórkowych eksperymentów, które zrobiłam w zeszłym roku. Przepyszne!! No i doskonały sposób na zagospodarowanie różnych niewymiarowych ogórków, które nie bardzo nadają się do kiszenia :) Robiłam z octem jabłkowym (kupując sprawdzajmy, żeby był bez siarki).
A mi niestety nie wyszły takie super :( Dałam płaskie łyżeczki curry i chyba było go za mało - nawet patrząc po zdjęciu u veganjihad jest go więcej. Ale główną przyczyną był pewnie ocet jabłkowy - w innych przetworach się sprawdził, a tu nie. Kompletnie nie wiem czemu. Spróbuję ponownie - tym razem z octem winnym.
Tak, młynek do kawy jest genialny do robienia mąki z ziaren zbóż, siemienia, fasolek i grochu, a nawet niektórych orzechów :) A te naleśniki tez na pewno wypróbuję :) Trochę mi przypominają nader oryginalne placki, które ostatnio robiłam pierwszy raz, również z czerwoną soczewicą: http://puszka.pl/przepis/7205-uttapam_czyli_bezglutenowe_indyjskie_omlety_ze_straczkowcow_i_ryzu.html Dzięki! :)
No świetne!! Choć w pierwszej chwili też jakoś nie bardzo zareagowałam na pomysł takiego połączenia. Wystarczy jednak do sprawy podejść inaczej: wyobraźmy sobie, że mamy sok pomidorowy i jedynie doprawiamy go sokiem z ogórków kiszonych, który jest i słony i kwaskowy i aromatyczny. Ja na szklankę soku pomidorowego dałam coś pomiędzy 1/4 i 1/2 szkl. wody z domowych ogórków. Mi smakuje znakomicie - zresztą zawsze lubiłam wielowarzywne "kiszone" soczki :) Doskonale sprawdza się przy dzisiejszych upałach.
Wika, oczywiście :) Możesz też zrobić własne, ekspresowe mleko z migdałów lub nerkowców o ile masz blender: http://puszka.pl/przepis/345-mleko_orzechowe_lub_migdalowe_z_orzechow_lub_masla_orzechowego_.html (polecam też komentarze do tego przepisu).
Iwo-na, nie, absolutnie nie muszą być kukurydziane! Po prostu pomyślałam, że w tamtych rejonach (bo jak rozumiem mieszkasz w Paragwaju) łatwiej o kukurydzę niż np. grykę ;) Więc przepis idealnie pasuje - wielkie dzięki za tłumaczenie, bo niemieckiego nigdy się nie uczyłam i zostaje mi G.Translator albo nękanie znajomych ;) Ale z twojej uprzejmej propozycji też w razie czego chętnie skorzystam - jakby co to się odezwę. Jeszcze raz dzięki :)
Wyszły świetne! W dodatku bardzo dobrze się lepiły, nie rozpadały. Genialnie pasował do nich chutney (u nas http://puszka.pl/przepis/3002-chutney_jablkowy_z_cynamonem_gozdzikami_i_cayenne.html). Jedyne ale dotyczy czasu smażenia - na dość małym gazie z jednej strony smażyłam placuszki przez 4 minuty, a i tak były mocno przysmażone. Skąd więc 12-15 minut w przepisie? Tak czy siak były świetne :) Bałam się, że będą zbyt pikantne, więc dałam mniej masali i pominęłam chili - niepotrzebnie, wyszły bardzo łagodne. Tak samo sól - lepiej, gdyby łyżeczka nie była idealnie płaska. PS. Ziemniaki zrobiłam w mikrofali, żeby było szybciej (http://puszka.pl/przepis/5166-ziemniaki_z_mikrofali-0_5_kg_w_10_minut_.html).
Pozytywne zaskoczenie! :) Zrobiłam wczoraj jako dressing i wyszło zdecydowanie bardziej gęste niż to na zdjęciu - bardziej jak pasta, choć trochę rzadsze niż prawdziwe pesto. Zdecydowanie wymaga doprawienia - na pół porcji dodałam 1/2 łyżeczki soli, chyba 7 łyżek soku z cytryny i 6 słodkiego sosu chili (przy okazji rozrzedzając całość :). Jako dressing do sałaty było świetne i wcale nie "zajeżdżało" surową natką. Można by go dodać całkiem sporo gdyby było mniej czosnku. Tak czy siak w tej postaci można "przyswoić" znacznie więcej natki niż dodając posiekaną do surówki, a kolor... niesamowity :D
To fakt - do talerza się nie klei, ale ze sobą lubi się sklejać :) Dlatego trzeba wyćwiczyć wyjmowanie w taki sposób, by jak największy fragment krawędzi podtrzymywać na końcówkach szeroko rozstawionych palców. Brzmi trudniej niż jest w rzeczywistości :) Najgorzej jest, kiedy papier jest lekko pęknięty albo ma pokruszoną krawędź... Dlatego lepiej wybierać papier w przezroczystych opakowaniach i nie kupować kota w worku ;)
Dziś podobnie jak Kates: brokuły z pary z odrobiną soli, już nie twarde, ale jeszcze jędrne i chrupiące + oliwa z czosnkiem + uprażony na suchej patelni słonecznik. Pyyycha!
LaSelva jest super - kupuje w Bomi albo w sklepach ze zdrowa żywnością. Jak znajdę inne weganskie to tez ok - nigdy się jeszcze nie nacielam na niedobre. Ale kupuje bardzo rzadko, cena odstrasza. Może czas spróbować zrobić własne :)