Pyyycha, a do tego ma świetną konsystencję - jest spójny, bardzo dobrze się rozsmarowuje, ale się nie kruszy!
Zgodnie z komentarzami dodałam mniej kiszonej kapusty (400g kupnej, więc niezbyt kwaśnej), a zamiast tego zdecydowanie więcej koncentratu - z oryginalnymi proporcjami też by chyba wyszedł pyszny, choć mniej pomarańczowy ;). Jarzyn nie gotowałam, tylko starłam i poddusiłam z przyprawami na patelni - w ten sposób jest zdecydowanie szybciej. Nie mam maszynki do mielenia, dlatego całość zmieliłam w malakserze na niezbyt wysokich obrotach. Z przypraw dałam jeszcze cząber (sprawdzi się też tymianek lub oregano).
Świetne. Myślałam, że za nic nie przebije żurawinowego (http://puszka.pl/przepis/966-chrzan_z_zurawinami.html) a jednak mu dorównuje :) Wystarczy odstawić na trochę, żeby się przegryzł - pomarańczowy aromat staje się wtedy zdecydowanie silniejszy. Nie pomijajcie też soku z cytryny - jest potrzebny, żeby jabłka nie ciemniały, ale też dla właściwego smaku. Pycha!
Przepyszny! Miałam chrzan ze słoiczka, a nie świeży, więc zmieszałam go w proporcji pół na pół. Zamiast dżemu żurawinowego użyłam dżem żurawinowo-jabłkowy (http://puszka.pl/przepis/6473-dzem_zurawinowo-jablkowy.html). Wyszło boskie! :)
To... działa! O dziwo jest nie tylko zjadliwe, ale baaaardzo dobre :) Na 1/2 kg jabłek dałam szklankę przecieru pomidorowego, 1 listek, 2 kulki ziela, po 2 spore szczypty majeranku i tymianku, 1 szczyptę chili i tylko odrobinę pieprzu. Wyszło bardzo przyjemne w smaku, polecam :)
Nie pokruszy, a jeśli nawet to minimalnie. Ja składałam po 2 tartaletki nadzieniem do siebie i wkładałam do papierowych torebek śniadaniowych - goście zabierali ze sobą takie "pakieciki" i było ok :)
U nas "schodziło" 3 dni mimo że znajomi trochę dostali - wystarczy kawałek i na długo już ci się nie chce jeść ;) Ciasto było przykryte, więc nie obeschło i było ok. Było równie dobre pierwszego i ostatniego dnia.
Wow, to działa! Miałam opory, czy smaki będą pasować, ale komentarze takie pozytywne... więc spróbowałam i wyszło super :) Słonecznik zmieliłam w młynku do kawy i wraz z dodawaniem wody faktycznie zaczął przypominać śmietanę. I nie miał proszkowej faktury, czego się obawiałam :)
O ja! to jest pomysł!!!! Bomba! :D
Inna opcja to zrobienie 1 warstwy. Najlepiej podpiec spód, wyłożyć powidła, na to daktyle + ozdobniki i dopiec całość. Taka uproszczona wersja nie może nie wyjść - tak jak wspomniane tartaletki :)
Mazurek nie wyszedł nam idealny, ale na pewno bardzo smaczny :) Aromat pomarańczy przebijający przez daktyle jest super (przy czym my dodaliśmy tylko otartą skórkę i obrane pomarańcze - ta biała część jest gorzka i bałam się, że popsuje smak). Powidła też świetnie tu pasują - ciasto dzięki nim zdecydowanie zyskuje. U nas na górze wylądowała dodatkowa warstwa daktyli i dużo płatków migdałowych (mogą być też migdały utłuczone np. w moździerzu) - mniam! Mogą być też orzechy. Jeszcze czekolada idealnie by się komponowała :)
Co do samego ciasta: możliwe że coś pomieszaliśmy z ilością mąki, ale mieliśmy problem z wałkowaniem - kruszyło się. O ile pierwszą warstwę można wylepić ręcznie, to z kolejnymi już się tak nie da. Pomogło wałkowanie między 2 kawałkami folii. Całość musiałam też sporo dłużej piec, inaczej środkowe warstwy ciasta były niedopieczone.
Oprócz mazurka zrobiliśmy też z tych samych składników tartaletki - i one były najpyszniejsze! Ciasto na spodzie było faktycznie kruche :)
Ten syrop musi stać DOBRYCH KILKA godzin - z 6 albo i więcej, najlepiej przez całą noc. Inaczej czuć go surową cebulą. Jakiś czas temu, kiedy był okres przeziębień, zrobiłam ten syrop Wojtkowi. Bardzo stanowczo odmówił picia go ;) Mi smakował - chyba głównie z sentymentu... sama się dziwię ;) Jest potwornie słodki i ma taki mdły, cebulowy smak. O gustach się nie dyskutuje! ;D
Też nie lubię brukselki i też bym te kotleciki kiedyś zaryzykowała :) Poszłabym w przyprawy stosowane w mieszankach do ziemniaków. Przede wszystkim gałka muszkatołowa - koniecznie! Do tego trochę pieprzu ziołowego i odrobinka imbiru. Albo zieleniny - natki pietruszki i koperku. Albo czosnku. Do ziemniaków genialnie też pasują nasiona kopru włoskiego (http://puszka.pl/przepis/6405-ziemniaki_smazone_pieczone_z_nasionami_kopru_wloskiego.html), ale raczej mają zbyt delikatny smak, żeby tu zaistnieć.
Niby ułatwienie, ale mnie zaskoczyło, że wyszło dobre. Raz próbowałam z samej białej mąki i wyszła niefajna konsystencja - bez zakalca czy surowizny, ale jakieś takie jakby maziste.
Triszka, a wystarczyło przeczytać komentarz :) "Myślę, że makaron trzeba wymieszać z resztą póki świeżo ugotowany. Później dość szybko obcieknie, podeschnie, i całość będzie sucha." - o! :)
Iwo-na, to daj linka do jakiegoś innego chleba, który byś polecała. Przyznam, że sama też tylko ten przepis próbowałam. Później asystowałam jeszcze przy chlebach na zakwasie, ale sama nie robiłam :)
Brawa za odwagę! Pierwszy raz faktycznie jest stresujący - sama pamiętam, jak mnie siostra musiała pacyfikować, żebym nie mieszała ryżu :) Nagroda za to jest ogromna - nigdy więcej stania, pilnowania i mieszania bez potrzeby! :D
Teraz już wiem, czemu kiedyś sałatka wyszła mi tak mocno czosnkowa. Im drobniej się go sieka, uciera, rozciera, tym intensywniejszy jego smak. A ja go wtedy przerobiłam właściwie na pastę, bo chciałam uniknąć wyczuwalnych, ostrych kawałków, haha ;) Dobrym patentem jest też starcie czosnku na tarce o drobnych oczkach.
Nie, rodzaj ryżu nie ma znaczenia, co najwyżej stopień jego oczyszczenia. Generalnie każdy rodzaj ryżu można ugotować tą metodą - kiedyś zrobiłam tak nawet trochę ryżu do sushi ;D Kluczowe jest natomiast, by ustawić mikrofalę na właściwą moc, a także by do ilości ryżu dobrać odpowiedni czas. Inaczej niż w gotowaniu tradycyjnym podwójna ilość ryżu potrzebuje podwójnego czasu. Może to dla ciebie oczywiste a może nie - w razie czego wolę o tym wspomnieć :) Jedna zasada jest taka sama co przy gotowaniu tradycyjnym -ryż nieoczyszczony powinno się gotować dłużej niż oczyszczony. Nawet 2 razy dłużej.
Och oczywiście, tylko nie wylewaj!!! Ta woda prawie nie zawiera tłuszczu, ale ma aromat :) Możesz ją dodać do zupy z soczewicy (np. http://puszka.pl/przepis/3992-zupa_curry_z_czerwonej_soczewicy_pomidorow_i_mleka_kokosowego.html), użyć gotując śniadaniowe płatki lub kaszkę albo do jakichś kokosowych wypieków zamiast wody.
Tak jak podane - "Składniki: forma ok. 30x24 cm".
PaniKasia - ja bym spróbowała. Widziałam już parę udanych eksperymentów z zamiennym stosowaniem manny, jaglanki i kaszki kukurydzianej, dlatego bym zaryzykowała. Ale sama robiłam tylko z manny.
Kluczowa okazała się rada, którą dostałam na fejsie. Żeby kwas chciał być kwaśny, faktycznie trzeba trochę więcej chleba dać niż tylko kromeczkę ("Kuchnia Polska" mówi o 150 g chleba na 1 kg buraków). Koniec końców barszcz mi ostatnio spleśniał (to wina buraków chyba), ale jak próbowałam po 3 dniach, to już zaczynał być kwaskowy :) Następnym razem musi się udać! :D
Kurka, jak ciężko jest wymyślić coś, czego jeszcze nikt inny wcześniej nie wymyślił ;) Iwo-na, może dodać przepis na ten beszamel normalnie, a nie w komentarzach? Więcej osób wtedy skorzysta :)