No więc nie do 3 tylko do 5 razy sztuka ;) Podziwiam wytrwałość :) Co tym razem zrobiłaś inaczej? Twoje doświadczenia na pewno przydadzą się kolejnym domowym piekarzom :)
Nie. Po prostu nie przejmować się, jak przy przekładaniu "zniszczy się" trochę bąbelków i trochę powietrza z ciasta ucieknie. Niektórzy też przekładają ciasto do form przed wyrastaniem.
Przemawia do mnie twoje wytłumaczenie :) Zakładając oczywiście że smażony tempeh był faktycznie smażony... a nie odpowiednio aromatyzowany. Po wyglądzie obstawiam, że smażony nie był, ale może jakiejś obróbce cieplnej był poddany - kto wie. Teraz zamierzam kupić Tempeh Starter, czyli proszek, który dodaje się do soi, żeby zrobić własny tempeh. Myślę, że to będzie idealne rozwiązanie do przygotowywania niedużych ilości jogurtu :)
Pomyłka w ilości składników (w szczególności za dużo płynu), wstawione do piekarnika niewyrośnięte ciasto, niewystarczająco nagrzany piekarnik... przyczyn może być sporo, wszystkich możliwych na pewno nie znam :) Jeśli wszystko z powyższych zrobiłaś ok, to najlepiej poczytaj starsze komentarze - już nie raz były omawiane podobne kwestie, więc może coś cie natchnie. Najlepiej poproś też kogoś, żeby zrobił z tobą ten chleb - nawet nie doświadczony może zwróci uwagę na jakieś detale, które mają znaczenie. Powodzenia :)
Ja zaufałam temu przepisowi i trzymałam słoiki 5 minut od zagotowania wody. Ogórki prawie natychmiast po zalaniu zakręciłam, wstawiłam słoiki do wrzątku i tylko uzupełniłam kranówką, żeby woda sięgała pod zakrętki. Całość była więc gorąca i woda szybko się zagotowała. Dam znać jak wyszły :)
Ok, czyli jednak skrobia z tapioki. Z tego co znalazłam, to skrobia ziemniaczana może być użyta w tej samej ilości. Ale mąka ziemniaczana już nie, bo to nie to samo co skrobia ziemniaczana - choć potocznie niektórzy tak mówią. Zob. też np. http://2wiki.answers.com/Q/Can_you_substitute_tapioca_flour_for_potato_flour_same_measurement# . Jeśli ktoś ma skorzystać z tego przepisu i być zadowolony, to lepiej żeby był on precyzyjny... Ostatecznie potwierdź więc, co powinno zostać użyte - tylko na pewno, a nie chyba ;)
Papilotek się niczym nie traktuje :) Generalnie ciasto powinno być wystarczająco tłuste, żeby się odklejało. Może inne rzeczy też na to wpływają, ale aż takiej wiedzy nie posiadam :) Sposobem, który ktoś mi polecił w innym przepisie, jest włożenie muffinek do puszki - następnego dnia papierek odchodzi bez problemu :)
Nigdy nie próbowałam bobu mrożonego - ten krok jeszcze przede mną. Tak czy siak sałatka z oliwkami i papryką w bardzo fajny sposób łączy różne smaki i faktury - tak jak lubię :)
I na "twardość" wychodzi podobny do makaronów włoskich? Nie wiem, raczej w to wątpię. Myślę, że rozbieżność naszych opinii bierze się z różnych gustów - ja lubię makarony zwarte, al dente. A makaron ze zwykłej mąki, bez jajka, przypomina mi bardziej ciasto na pierogi :) Nota bene pierogi robi się bez jajka właśnie dlatego, żeby ciasto było delikatne.
Płatki owsiane na pewno nie potrzebują pół godz. gotowania, więc w przepisie chodzi o owies - tym bardziej, że we wskazówkach autorka mówi o ziarnie. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby tak samo przygotować płatki owsiane :)
Ja od razu się wtrącę: makaron ze zwykłej mąki pszennej dostępnej w Polsce nie uda się bez jajka. Znaczy wyjdzie po prostu za miękki. Jajko utwardza ciasto - to jest jego rola w przepisach na makaron. Wegańska wersja udaje się za to jeśli zmieszamy zwykłą mąkę pszenną z semoliną (mąka z pszenicy durum). My robiliśmy dopiero raz - kiedyś wrzucę przepis.
"Strzępki pleśni wytwarzają mykotoksyny, będące substancjami rakotwórczymi i mutagennymi. Nie wolno więc zjadać produktów, na których samoistnie pojawiła się pleśń". Rakotwórcze czy nie - kto by chciał jeść spleśniałą żywność? A po 2-3 dniach raczej sporo by spleśniało jeśli nie wszystkie.
Ja bym zrobiła jak z dżemem truskawkowym (http://puszka.pl/przepis/6275-dzem_truskawkowy_babciny_bez_zageszczaczy_.html) - wymieszała z częścią cukru, odstawiła na jakiś czas, a później do lodówki na te 2-3 dni.
Jusia, traktuj amarantus jak zwykłą kaszę :) Soli się na początku. Jeśli woda nie odparowała w wystarczającym stopniu, to albo zmniejsz jej ilość albo pod koniec bardziej uchyl przykrywkę. Lub całkiem ją zdejmij :) Na koniec zawsze można wstawić kaszę na duży gaz i ciągle mieszając odparować resztki wody. Przechowywać w lodówce - jak każdą kaszę - można nawet dłużej niż 2 dni, najlepiej pod przykryciem żeby nie obeschła.
Wygląda super - musi być pycha :) Dwie uwagi. Z olejem sezamowym lepiej uważać i dodawać stopniowo - ma bardzo silny aromat, zwł. nierafinowany (wtedy wystarczy kilka kropel). Nadzienia, tak jak na zdjęciu, nie można dodawać za dużo, bo kluchy to nie ryż i lepkie nie są - maki muszą być więc wyższe niż szersze bo inaczej się rozsypią ;) Ja bym jeszcze poeksperymentowała i dodała czasem trochę soku ze świeżego imbiru lub oleju imbirowego.
Przepisy przewidują w większości 2-2,5 razy tyle mąki co wody. Nam wyszło dobrze z powyższych proporcji, więc może znaczenie ma też rodzaj użytej mąki/ grubość jej mielenia? Na pewno ważniejsza jest odpowiednia twardość ciasta niż trzymanie się dokładnie przepisu. Mam nadzieję, że roti wyszły dobre? Udało się zrobić tak, żeby się nadmuchały? To najlepsza część przedstawienia ;)
Płukać nie trzeba. Ja wrzucałam na wrzątek, tak jak przywykłam z innymi kaszami - bo ja gotuję metodą bez mieszania (czyli wrzątek + kasza, zamieszać raz i zostawić póki woda się nie wchłonie).
Z owocami nie próbowałam, ale amarantus, podobnie jak quinoa, mają neutralny smak, więc nie widzę przeciwwskazań :)