Zależy jakich kostek (lub bulionu w proszku) użyjesz. Poza tym nic nie stoi na przeszkodzie żeby użyć jarzynki (suszonych warzyw) i soli. Poza tym w tego typu produktach łatwiej uniknąć tłuszczu zwierzęcego niż inozynianu sodu (wzmacniacza smaku produkowanego z mięsa).
Zdecydowanie nie. Temp. piekarnika ewidentnie musiała być za niska. Poza tym muffinki zawsze wstawia się do już nagrzanego piekarnika. Ja piekłam je dokładnie tyle, ile przewiduje przepis, i były ładnie dopieczone (jak na zdjęciu ;) Przy czym jeszcze jedna mi przyszło na myśl... jak sprawdzałeś, że były jeszcze surowe? Drewnianym patyczkiem, przełamując je czy przekrawając nożem? Przekrawanie to zły pomysł - niektóre ciasta przekrawane zaraz po upieczeniu wyglądają w środku jak takie zbite, jak zakalec prawie. Po wystygnięciu już się tak nie robi.
Jeszcze jedna uwaga: jeśli użyjemy ciemnego octu, to sos owszem, będzie pyszny, ale będzie wyglądał jak błoto ;) Chociaż po zmieszaniu z sałatką być może nie "pobrudzi" warzyw. Ja jednak dodałam ocet ryżowy - przezroczysty, a do tego delikatniejszy od innych octów, z lekką słodką nutą.
Dość logicznie - przy 100 st.C woda paruje, z czego wynika, że para ma wyższą temperaturę niż woda - tadam! :) Z tym, że nie wszystko tak fajnie gotuje się na parze. Znaczy gotuje się fajnie, ale np. żółta fasolka szparagowa robi się dość szybko taka szarawa w odcieniu. Dla nas robię więc fasolkę na parze, a dla gości z wody :)
Rukola jest gorzka, więc czego się spodziewać :) Ale traci tę gorycz pod wpływem ciepła - proponuję więc ją krótko podsmażyć/ poddusić (zobacz inny przepis z tym patentem: http://puszka.pl/przepis/4530-makaron_z_suszonymi_pomidorami_tofu_i_rukola.html). Nie gwarantuje sukcesu, ale obstawiam, że się uda :)
Bo kiedyś była Delektynka, bez żelatyny... a teraz faktycznie tylko agar zostaje. W weekend postaram się usiąść i wszystkie galaretkowate przepisy zaopatrzyć w odpowiednie przypisy.
Pyszności! Warto, mimo że przygotowanie trochę zajmuje (no, chyba żeby zrezygnować z ziemniaków, to by było szybciej, ale pełna wersja jest moim zdaniem lepsza :) Poza sezonem szpinakowym można zastąpić go sałatą - tak samo jak strączki młodego groszku zastąpiłam groszkiem wyłuskanym (łupinki były już łykowate).
Również dodałam trochę soku, żeby całość nie była taka gęsta. Jedna uwaga: sok pomarańczowy ma dość dominujący smak, więc lepiej wybrać inny albo dolewać go dość oszczędnie. Koktajl b.dobry i tylko jedno mi się nie podoba - że jest taki ciemny ;)
Ja bym dodała płatki owsiane i odstawiła na powiedzmy 10 min., żeby zdążyły wciągnąć wodę. Może też być manna, ale ona nadaje specyficzną konsystencję, więc raczej bym ją łączyła z innymi zagęstnikami.
Baaardzo dobry i aromatyczny :) Nawet trochę zbyt aromatyczny bananami... Następnym razem dodałabym ich trochę mniej, a za to jeszcze jedną cytrynę, żeby był bardziej wyrazisty. Za to wanilia... jak zwykle super :D Póki co jednak nic nie detronizuje "babcinego": http://puszka.pl/przepis/6275-dzem_truskawkowy_babciny_bez_zageszczaczy_.html
Prostokątnych nie znajdziesz - my używamy Holenderskich nie dość że wegańskie to niskosłodzone :) Dziury trzeba uzupełnić pokrojonymi herbatnikami. Ja jeszcze na koniec pokruszyłam jeden i zasypałam prześwity - ale to chyba zbędne. Najbardziej mnie zdumiało, jak wszystko ładnie trzyma się "kupy" ;) Wcześniej myślałam, że bez prostokątnych to ani rusz.
Od razu się przyznaję - zdjęcie moje, ale ciasto mojej mamy :D Piękne jej wyszło - z truskawkami, czekoladową polewą jaśniejszą o ton od ciasta i płatkami migdałów. Ciasto wybitnie mało słodkie, więc słodycz polewy doskonale pasowała. No i kwaskowate, orzeźwiające truskawki - mniam :) A do tego autorski dodatek mojej mamy, słonecznik. Fajnie chrupał i pasował doskonale - nawet bym się nie spodziewała.
Kasia, może dodaj przepis do Puszki, w tym orientacyjnie choćby proporcje. Brzmi świetnie :) Bób i bazylia nie brzmi jak genialne zestawienie, ale po powyższym daniu wiem, że świetnie się łączą :)
Aha, długie gotowanie pogarsza właściwości żelujące pektyny, więc Dżemix/Żelfix lepiej jest dodać 2-3 min. przed końcem gotowania. Co do wywaru to ja zrozumiałam, że środek cytryny też ma się tam znaleźć. Inaczej niż proponuje X, zrobiłam go więc i ze skórki i miąższu + imbir i tymianek. Dodałam tylko 2/3 szkl. wody - wtedy otrzymujemy akurat 2 szkl. wywaru. Jak naprawdę powinno być to nie wiem ale wyszło :)
Zaskoczył mnie bardzo pozytywnie! Obawiałam się, że całość będzie kwaśna, ale wyszło ok :) Zrobiłam tylko z 8 cytryn (tyle miałam), do tego 2 płaskie łyżki utartego imbiru i tylko 300 g cukru (kto lubi słodkie, niech doda więcej). W przepisie nie jest to jasno napisane, ale dodałam też skórki otarte z cytryn - dla aromatu. Reszta bez zmian. Imbiru dałabym na przyszłość więcej, bo teraz jest w sam raz, ale z czasem w przetworach jego aromat mocno słabnie.
Wyszło 7,5 słoiczka po 200ml. No to trzymam kciuki żeby mamie smakowało ;D
A dlaczego miałyby nie wytrzymać? Nie tylko do zimy, ale co najmniej do wiosny :) Ja już się nie obawiam niepasteryzowanych dżemów z truskawek i przecieru pomidorowego - wystarczy szybko nałożyć gorącą masę do gorących słoików i zasysają się doskonale. Ale jeśli się obawiasz (też przechodziłam tą fazę ;), to pasteryzowanie jest proste: wstawiasz do garnka słoiki tej samej wysokości, zalewasz wodą aż pod zakrętki, dżemówki pasteryzujesz 10-15 min. od zagotowania wody, większe słoiki 20-30 min. Po wyjęciu stawiasz do góry dnem. Oczywiście jeśli pasteryzowałbyś dżem, który zdążył już wystygnąć, to trzeba dłużej gotować - żeby ciepło zdążyło dotrzeć do samego środka słoików. Powodzenia :)
@efedrina - sam przepis zaznacza że "ciasto przed włożeniem do formy jest rzadkie". Oczywiście nie tak rzadkie jak ciasto naleśnikowe, ale też nie takie zwarte jak tradycyjnie. I bez wątpienia z takiego ciasta chleb wychodzi super. Nie wiem co u Karoliny zawodzi, ale nie to.
PYCHA! Z truskawkowych - mój ulubiony :) Mógłby być jeszcze trochę mniej słodki (wiecie, jak się wyjada sam, to może w końcu trochę mdlić ;) ale do kanapek lub, najlepiej, naleśników - idealny!
Wiem o czym mówisz, chociaż sama już nie pamiętam jak się u nas nazywało. Roti to odrobinę coś innego - przez to, że się je "ugniata" tak żeby się całe nadęły, a później jeszcze smaruje tłuszczem, są elastyczne. No i moja babcia robiła "placki z blachy" z mąki białej - najczęściej po prostu przy okazji robienia makaronu odkrawała kawałki rozwałkowanych placków i piekła na kuchni. Niby podobne a jednak trochę inne :)