Woreczek ma 100g, a więc pół woreczka to 50g suchego - ale, niestety, objętościowo tego nie podam, bo pojęcia nie mam. Ale może to wystarczy, jeśli masz jakąś małą wagę kuchenną ;)
Ja bym kaszę gryczaną zastąpiła jaglanką :)
Nieco informacji do wyrobu tej czekolady - za niezły patent (pewnie poza mną ktoś jeszcze na to wpadł...) uważam upakowanie masy w maleńkich foremkach do lodu - zamiast robienia dużego bloku. Wychodzą apetyczne małe czekoladki, które można też podarować komuś - na pewno będą lepiej się prezentowały od kostek wycinanych z bloku ;)
Poza tym wymyśliłam całą masę kolejnych wariacji tego przepisu, czyli co dodać... bez kakao, za to z cukrem waniliowym (prawdziwym!) wychodzą śliczne i pyszne białe czekoladki. Gdy miast kakao dodamy karobu - otrzymamy takie rudobrązowe. Jasnobrązowe będą, gdy dodamy połowę zalecanej ilości kakao, a gdy dodamy podwójną ilość - wyjdą gorzkie czekoladki.
Jest też tyle innych opcji! Czemu by nie spróbować z odrobiną soków owocowych (kolor!) na białej czekoladzie, czemu by do środka takiej małej czekoladki nie włożyć niespodzianki - migdału, paru rodzynek, kawałka nerkowca, skórki pomarańczy, kawałka moreli? Tyle opcji... aż mam ochotę otworzyć małą czekoladową manufakturę, przygotowywanie tych wszystkich pyszności jest co najmniej równie przyjemne, co ich spożywanie! :) Chociaż tak normalnie nie przepadam za słodkim... ale to jest po prostu niesamowite :)
Fakt, najlepsze te majowo-czerwcowe, a później trzeba bardzo ostrożnie wybierać. Raz mi wyszły pysznie doprawione, ale twarde jak nie wiem co, starsze się przecież dłużej blanszuje...
:) Cieszę się, że się przydał, u mnie w domu zawsze robimy z konkretnego przepisu, który tu uprościłam, bo to na małe ilości ;) Uwielbiam domowy keczup :)
O tak, tak, pyszne jest :) Ja jednak mam ciut z słabą maszynę (jedna taka nie wytrzymała i gdzieś po roku padła), więc przeważnie mielę, dopóki nie zrobi się taka gęsta pasta i na wszelki wypadek stopuję. Może dopracowanie robotem ręcznym jest dobrym rozwiązaniem, muszę spróbować ;)
No i obie wersje - surowa i prażona są przepyszne :) Preferuję jednak surową :) A moja mama prażoną z dodatkiem soku z cytryny :)
Świetny jest :D
A wrzućcie samo ciasto jeszcze (z podanych proporcji) do foremek na muffinki czy w małe okrągłe pasztetówki - wychodzi deser dla czterech osób! :P
Za to z cynamonem, kakao i goździkami smakuje (i pachnie) prawie, jak piernik ;)
Chodzi o drożdże nieaktywne, czyli płatki drożdżowe. Można użyć aktywnych (świeżych), sama tak raz zrobiłam i napisałam o tym w jednym komentarzu. Po prostu wychodzi wtedy trochę taki bardziej kruchy, niż na płatkach drożdżowych.
Kminek i inne dodatki mile widziane :) To po prostu przepis bazowy. Myślę, że nie tylko z kminkiem, ale i z innymi przyprawami i ziołami wyjdzie super, np. z ostrą papryczką albo rozmarynem :)
No tak, z rozpędu głupotę napisałam. Nawet nie pamiętam już, co tam miało być, ale czytając listę składników stwierdzam, że w tej linijce miał być tylko czosnek niedźwiedzi :) Bo wszystko inne potrzebne już na liście jest :)
Mogło mi chodzić o szczypior czosnkowy też, bo zdarza mi się używać, ale to już wtedy szczypior i/lub czosnek można odłożyć ;)
Tak, warzywa surowe :)
Można zetrzeć na tarce o drobnych oczkach. W żadnym razie nie pasteryzować, ale mrozić można. Przechowuje się jednak najlepiej surowe w lodówce (jest dość dobrze nasolone, to wytrzymuje ładnie :)).
Dopiero zauważyłam Twój komentarz. Ciasto widzę, że zrobiłaś z innego przepisu, ale w końcu każdy ma swój najlepszy ;) I trochę cieniej przekładałaś ciasto (albo grubsze płaty ciasta miałaś), ale też wyszło fajnie :)
Stwierdzam, że do tego przepisu biszkopt musi być jasny, żeby nie przytłumiał kolorów dżemików ;)
Hm, młode lepsze, mniej łykowate, smaczniejsze itp. Ale jak nie ma już młodych roślinek pod ręką, to starsze też będą dobre :) Tylko mogą wymagać więcej obróbki (np. u pokrzyw nadadzą się same liście i ew. czubki, a łodygi już będą za twarde), zwłaszcza, jeśli chodzi o dania, a nie wyciskane soki :) Mam trochę przepisów na "dzikie" w profilu, jeśli był(a?)byś zainteresowany/a :)
Wiem, że są ciężko dostępne, sama ich wtedy nie miałam, więc użyłam drożdży aktywnych. Też wyszło ;) I dlatego napisałam w poprzednim komentarzu, że z aktywnymi też wychodzi (w sumie po pieczeniu w 180 st. też się robią nieaktywne) ;)
Rewelacja! Pyszne, kruche, słodkie (może troszkę nazbyt).
Jak dobrze, że od razu robiłam z podwójnej porcji! ;) Zastanawiam się nad zmniejszeniem ilości cukru o połowę i zrezygnowaniem z proszku do pieczenia. Tak czy siak - pychotka! ;)
Ja widuję przy drodze do lasu i przy rowach, przy bagienkach, generalnie on lubi wilgoć, choć też nie za dużo. Hmm, jakieś mokre łąki, zarośla czy inne podmokłe tereny też lubi. Ale na dość suchych podłożach również go widziałam. I na ciężkich, zbitych, tłustych. Jest popularny chyba w całej Polsce :) Kwitnie przeważnie na fioletowo, czasem na biało i żółto (te ostatnie widziałam chyba raz w życiu na żywo).
Przecież surowe pieczarki też są jadalne :)
Ja lubię pokroić je w plasterki, posypać solą i na trochę zostawić, a potem na chleb i grubo koperkiem :) Pyszne są :) Zwłaszcza z pomidorkiem i/lub ogórkiem kiszonym :)
Też robiłam mniej-więcej z połowy porcji, ale... na jedną osobę (100 g suchego ryżu naturalnego). Wiórki również dałam na początku (dodałam też 5 cm laski wanilii, super aromacik), sos bananowy zrobiłam z dwóch bananów, odrobiny cukru i oleju (te 4 łyżki polecane przez Patrycję wydają mi się jeszcze zbyt dużą ilością). Aż się poczułam strasznym żarłokiem, jak przeczytałam, że połowa porcji starcza na 3 osoby... chyba na deser ;) Jako samodzielne danie obiadowe - jakoś trudno mi uwierzyć ;) Ale jako deser... tylko rzeczywiście trzeba robić więcej sosu, oj, trzeba...
Ja bym z żytnią uważała w tym wypadku, max. 50/50. Z doświadczenia wiem, że żytnia jest najlepsza do chleba na zakwasie, a gdzie indziej to różnie bywa ;)
Klasyka :D Polecam oliwę utrzeć/wymieszać (tylko nie miksować!) z drobno pokrojonymi świeżymi ziołami (oregano, bazylia, czosnek i ew. rozmaryn) i solą, a do tego dodawać cebulkę i pomidory. I jeszcze duuużo koperku na koniec :) Ten smak, ach, ten smak... ;)
Całkiem, całkiem. Bardzo smakowite połączenie :)
Polecam sporą ilość ziół, wygląda fantastycznie! I kurkuma to też niezły pomysł :) Myślę, że pomidor lub kawałek czerwonej papryki też by tu pasował :)
Zapewne ilu ludzi, tyle sposobów na bruschettę ;) Toteż podczepiam się tu :) Ja nacieram chleb oliwą utartą z ziołami (czosnek, rozmaryn, oregano, bazylia) i solą, a potem daję na wierzch pomidorka i jeszcze świeżych ziół. Po zapieczeniu, oczywiście :) Uwielbiam! :)
Rewelacja! Dałam jeszcze czosnek :)
Troszkę mi się rozwalił (ach, ta niecierpliwość... ;)), ale wcale nie ujęło mu to smaku ;) No i podane proporcje zdecydowanie wystarczają na jedną tylko osobę :) Albo takie pyszne było, no nie wiem ;)
No coś mi z blogiem nie pasowało, ale stwierdziłam, że może się przejęzyczyłaś ;) I te 5 składników też mi średnio nie pasowało. Ale nie było linka do bloga... i skoro Iwo-na odpisała... ;) Ale ten polecam :P Naprawdę jest super :)