Ooo, robiłam kiedyś coś takiego, tylko bez migdałów i nie pamiętam, czy z jakiegoś przepisu, czy z głowy. Bardzo wdzięczna masa, nadaje się do wielu rzeczy :)
Temperatura ta sama, o użyciu mieszadeł nawet nie pomyślałam, wzięłam blendującą końcówkę.
Więc jedynie może być za szybko, bo wszystko inne mam ok... albo po prostu się nie da :( Spróbuję następnym razem na najniższych obrotach. Do trzech razy sztuka ;)
Małmazyja była biała, ale prawie wcale nie zgęstniała.
Nie wiem, co robię źle, przepis pod tym względem jest dość niejasny, ale to już moje któreś podejście i ciągle wychodzi mi półpłynna masa... nawet bardziej płynna od półpłynnej, ledwie co zgęstniała. Dawałam czosnek, musztardę do zgęstnienia i dużo nie pomagało.
Chyba w końcu pójdę na łatwiznę i zrobię z mleka sojowego, ziemniaka, tofu, ryżu albo fasoli...
Ale do sałatki warzywnej ujdzie.
Nie próbowałam robić z palonej, a z niepalonej wychodzą na 100% (przynajmniej mi).
Generalnie wszelakie falafele, dosze czy inne dania z wykorzystaniem niezbożowych mąk robi się z surowych (zbożowych właściwie też się surowych używa), a nie gotowanych czy prażonych ziaren ciecierzycy, gryki, soczewicy, ryżu i innych, więc myślę, że tu ta zasada też obowiązuje :)
Racja, "drobne" nie znaczy "błyskawiczne". Po prostu automatycznie mi się skojarzyło. Używam tylko górskich, a one wcale drobne nie są, a drobne do tej pory to przeważnie właśnie błyskawiczne na sklepowych półkach widziałam. Mea culpa.
Tak czy siak aż 20 minut na drobne płatki wydaje mi się nieco zbyt dużo ;)
Chodzi mi właśnie o to, że te całe, górskie, znane jako dość twarde - wystarczy zalać wrzątkiem i po 5-10 minutach są miękkie - nawet gotować nie trzeba. Toteż pytam, jaką konsystencję będą miały w takim razie błyskawiczne po tak długim gotowaniu... to musi być niewyobrażalnie rozgotowane :P
Ja nie gotuję owsianki, zalewam zawsze wrzątkiem :) I właśnie to polecenie długiego gotowania błyskawicznych płatków mnie zastanowiło :P
Aż 20 minut gotować - i to drobne płatki? Nie rozgotuje to-to się? Czy chodzi może właśnie o to, by powstała papka?
Ja przeważnie zalewam wrzątkiem (górskie!) i po 5-10 minutach są gotowe...
O tej porze to raczej niemożliwe ;)
Ogórecznik można samemu wysiać w ogródku, tylko trzeba pilnować, bo potem rozsiewa się jak chwast ;) I widziałam kiedyś na vegeboxie (nie tylko ogórecznik zresztą, były też nasturcje, nagietki i może coś jeszcze jadalno-kwitnącego, jakaś cukinia...), ale oczywiście w sezonie :)
A kwiatuszki ma nie tylko prześliczne, ale i całkiem smaczne :)
A ja kiedyś próbowałam z podobnego przepisu zrobić wegańskie marshmallow :P Ale nie bardzo chciało wyjść, może powinnam zamiast agaru użyć gumy guar, pektyny, nie wiem, czegokolwiek innego... bądź co bądź aby uzyskać takie pianki (jak też i jest prawdziwe ptasie mleczko) należy ścinającą się masę potraktować mikserem czy trzepaczką, po prostu napowietrzyć i dać jej zastygnąć. Takie puszyste cosik dopiero pokroić i oblać czekoladą, to dopiero coś!
...może ktoś się odważy ;) Ja na razie mam dość, cieszę się też niepuszystym ptasim mleczkiem ;) Z agarem w każdym razie nie wychodzi - albo nie umiem wyczuć momentu.
No, jak zapytałaś, czy na kaszel, to przypomniał mi się od razu cebulowy, który notabene gdzieś tu jest zapuszkowany :)
Jak widać jedni dosalają ciasta, inni dosładzają majonez ;)
Jeden mój krewny używał za to miodu zamiast masła na chleb, nawet, jak jadł ogórki kiszone :P
Patrycja, zastanawiasz się pewnie, czy ten cebulowy może być, co? ;)
Ja obstawiam coś w typie syropu z agawy ;)
Sprawdziłam, w oryginale jest klonowy lub ogólnie owocowy, lub koncentrat z oskoły :)
A ja zrobiłam z podwójnej porcji i z mleka kokosowego własnej roboty, i nic mi wodą nie podchodziło. Zastygło błyskawicznie, część masy wsadziłam do różnokształtnych foremek do lodu :D Tych z foremek już nie paprałam czekoladą.
Aaa i jak za szybko zastyga, to można nieco podgrzać, żeby nie było grudkowate, a potem znowu ładować w foremki ;)
Nie, po prostu nie zawsze lubię zabielane, rozjaśniane sosy. Znam te zabielacze (kokos, mąka, słonecznik). Sosy dla mnie bardzo fajnie wyglądają, gdy mają intensywne barwy, gdy składają się z samych warzyw i są gęste, ale nie zagęszczone ;) Jeśli rozumiesz, o co mi chodzi :)
Ok, zapuszkuję, ale uprzedzam, że nie ma tam żadnego zabielacza, ani mąki, ani śmietany, ani niczego, sos jest ogniście czerwony (w smaku też może być, jak ktoś lubi) ;) No i nie mam akurat do niego zdjęć.
Prawda, sos niezły. Choć ja robiłam z czerwonej papryki i wegański, więc może to już zupełnie inny sos ;) Lecz przyprawy dałam prawie te same (jeszcze gałkę). Cudo! Zgadzam się z przedmówcami, pasuje do innych dań ;)
Efedrina, może to kwestia ledwo zipiącej wówczas maszynki, tzn. blendera ;) Najpierw w ogóle robiłam to taką końcówką od robota, to dopiero ciężko szło! Z nowym blenderem faktycznie idzie lepiej, ale i tak nigdy ich nie gotuję, tylko namaczam :)