To życzę, Natko, żeby ci się udała wyprawa ;) Wielu łupów! ;) Też aktualnie jestem w mieście, ale jak tylko będę na wsi, zamierzam zrobić i obfotografować nieco "dzikich" potraw ;)
U mnie też robiło się taki miód od dawna i też zostawiało się kwiatki na noc albo chociaż na parę godzin, i wszystkie robaczki miały szanse uciec ;) A przepis braliśmy bodajże z Gumowskiej, ale głowy nie dam ;) Nawet robiłam kiedyś podobny z koniczyny, ale za mało jej dałam i nie bardzo wyszedł.
Rubia, w ostateczności możesz użyć szpinaku ;) Ja czasem do różnych przepisów, jak nie mam szpinaku, to biorę pokrzywę, a jak akurat pokrzywy nie ma, to szpinak ;) Też będzie dobre, choć smak nieco inny. Możesz też gdzieś pod miasto pojechać, ale nie bierz pokrzywy rosnącej tuż przy drodze ;) No chyba, że mieszkasz w Warszawie czy innym wielkim mieście, to wtedy już by była mega wyprawa po pokrzywę ;)
Ciastka niczego sobie, wzbogaciłam je tylko rodzynkami i okazało się to strzałem w dziesiątkę! Kwaskowata żurawina i rodzynki - to jest to! :) Przepyszne!
Płatki miałam całe, górskie, więc zostawiłam masę na ciastka na chwilę, ładnie przemiękły i dopiero piekłam. Rodzynek dałam może z łyżkę na całość, to też dużo ich nie widać. A żurawiny chyba dałam więcej, niż w przepisie i nie rozdrabniałam jej.
Na Walentynki raczej ciężko dorwać świeże płatki róż :P
Pomijając fakt, że chyba nie bardzo są takie do kupienia o jakiejkolwiek porze ;) Róż hodowlanych (znaczy się pnących, herbacianych i innych parkowych) nie użyłabym, ale już płatki dzikiej, damascenki i pomarszczonej (rosa rugosa) są jadalne.
Z oliwy, octu i innych zrobiłabym najpierw dressing.
Może wypróbuję, jak zakwitną róże ;)
Nie mam pojęcia, co to ta mieszanka chińska, ale z cebulą, czosnkiem, papryką, kalafiorem i brokułem było przepyszne :) Robiłam w woku, a z ziół dałam mieszankę prowansalską, nieco papryki i sól. Pieczarek nie dałam, bo robiłam dla rodziny, a brat nie lubi, a tak bym też dała :)
Dobre i w miarę szybkie ;)
Miniszarlotka dla jednej osoby z jednego jabłuszka znikła jeszcze ciepła ;) Dodałam też nieco płatków owsianych, a proszku w ogóle, bo dla tak małej porcji to i tak by nie zrobiło różnicy ;)
Cudnie pachniało cynamonem ;)
Trzeba pytać w sklepach ze zdrową żywnością. Jak nie mają, to na pewno sprowadzą :) Tylko pewnie muszą mieć chętnych - bo to jeszcze w Polsce mało znane, więc jak ktoś nawet sprzedaje, to ludzie mało kupują, bo nie wiedzą, z czym to się je ;) A to takie dobre :)
Och, uwielbiam gotować, jeść, odkrywać nowe smaki :) Część przepisów, jakie dodałam (zwłaszcza te pierwsze) miałam od dawna, a zdjęcia robiłam, żeby wysyłać przyjaciółce ;) Aż pomyślałam, aby z szerszym gronem się podzielić moimi przepisami :)
Daję radę, czasem robię obiad dwudaniowy ;) Akurat jestem w domu rodzinnym, to jest więcej ludzi do wykarmienia, niż ja jedna ;) Ale lubię to :) W przyrządzaniu posiłków jest coś ze sztuki, a w jedzeniu coś z poezji ;)
A Luna to starsza wersja mojego imienia, źródło, że tak powiem :)
Nie, mieszkam w Polsce :) Ale jest mało polskich przepisów na topinambur, niemiecki znam, gotować uwielbiam, to sobie buszuję też po niemieckich stronach i jak coś naprawdę ciekawego znajdę, to przetłumaczę i wstawię, a co :) A w Polsce topinambur rośnie często pod lasami, chyba dla dzików :) I niektórzy mają w ogródkach (nornice wtedy jedzą go, zamiast bulwek kwiatów). A tak do jedzenia to jednak mało popularny jeszcze...
Polecam dodanie jakichś ziół, choćby prowansalskich :) Choć sam w sobie też ma ciekawy smak :) Robię też z czosnkiem, ale ja prawie do wszystkiego daję czosnek ;)
Co do połączenia ogórek + pomidor/papryka/cokolwiek z wit. C - nie stosuję, więc nie wiem, jak smakuje "prawdziwe" gazpacho. Ale to bez ogórka jest przepyszne :) Chociaż jak oliwa chroni wit. C, to może kiedyś spróbuję i z ogórkiem :)
Przemyślne :) Ot, kanapki z rzodkiewką podane nieco inaczej ;) Przypomina mi to te różne kwiatki w doniczkach wypełnionych pokruszonym ciastem kakaowym z żelkowymi (niestety, z żelatyny) robalami w kremie pod pokruszonym ciastem ;) Albo moje oszukane jajka sadzone :) I wszystkie inne ciekawe pomysły :)
Wygląda to naprawdę wspaniale ;) Ja bym tylko oberwała zewnętrzne listki rzodkiewek i zostawiła tylko te najmniejsze ze środka, bo obawiałabym się, że jednak by się poprzewracały tak posadzone ;)
Do chleba bałabym się użyć, daktyle są aż za słodkie ;) Ale do ciasta lubię dodać, zwłaszcza, gdy się nie kłóci z zamysłem (czasem chodzi o wygląd i potrzebne jest jasne ciasto) :)
I ja nie gotuję daktyli, przeważnie tylko namaczam na parę godzin, więc wychodzi raw ;) Tylko jednak ciężko się miksuje, ale to dotyczy zarówno gotowanych, jak i namaczanych, przetestowane :)
Parę nowych wniosków: z agarem też wychodzi (tyle, ile w przepisie gumy), ze świeżymi drożdżami (2 x więcej), zamiast płatków i tofu (100 g) zamiast mleka (stwierdziłam, że bardziej chodzi o soję, niż o mleko). Jest nieco bardziej smarowne i jakby kruszące się (przy wyjmowaniu z formy - pewnie gotowe tofu zamiast mleka to coś takiego, jak gotowana ciecierzyca, a której się robi falafel - lekko nietrafione; ale wychodzi). Podczas pieczenia wygląda niepozornie, po wyłączeniu piekarnika okazuje się, że wyrosło po brzegi (surowego było ok. pół formy), ale po ostygnięciu wraca do starych rozmiarów ;) Można śmiało dodać dużą szczyptę soli do masy. I bez musztardy też wychodzi (myślałam, że jak przepis znam, to już mogę z pamięci, wszystko dodałam, jak trzeba, a o musztardzie zapomniałam...). Wychodzi ok. 180 g produktu.
Z powodu dalszego braku mleka sojowego będę teraz próbowała z mlekiem orzechowym, może z migdałów ;)
Przepis ciekawy, u mnie, niestety, nawet najmniejszy palnik dopuszcza co najwyżej upieczenie samego spodu, wierzch nie daje rady, a spód jest wtedy nazbyt spieczony i twardy :(
Iwo-na - nie tylko wygląda ;) Jak tu przyszłam, to był tylko jeden przepis z nim, postanowiłam to zmienić, dodać własne, nieco wymyślić, a to akurat jest przetłumaczone - Niemcy używają go w kuchni jakoś znacznie więcej, niż my.