Np. sojowego, ryżowego, owsianego, kokosowego... tylko na opakowaniach będzie napisane "napój/drink sojowy/ryżowy", ale to jest to. Sojowe można dostać w Biedronce. Wszystkie można też zrobić samodzielnie, przepisy są tu, na Puszce :D
Wrzuciłam na patelnię różyczki, cebulkę i czosnek, po podduszeniu doprawiłam curry, cayenne, gałką i solą, a ka koniec posypałam wszystko koperkiem :) Pychotka :D
Przecier to przecier, a koncentrat to koncentrat :D Przecier to 100% pomidory, ugotowane i przetarte przez sitko lub zmiksowane. Koncentrat to odparowany do możliwie stałej/kremowej konsystencji przecier. Po prostu skoncentrowany przecier, dlatego koncentrat :D
Całkiem fajne :) Nie chciało mi się wywalać blach z piekarnika, więc obsmażyłam cieniutkie kromeczki z jednej strony na patelni, a dalej mniej więcej wg przepisu (oliwek nie podgrzewałam, bo wolę na zimno, a na koniec na wierzchu obficie posypałam natką, bo mi b. pasuje do pieczarek). Pomidorów nie dawałam, choć na pewno byłoby jeszcze lepsze - ale nie z pomidorami sprzedawanymi o tej porze ;) Spokojnie nadaje się do tego chleb nie pierwszej świeżości. Mimo że nie przepadam za musztardą... dobre jest :) Właśnie szukałam czegoś, by się jednak do niej przekonać ;)
Ten przepis przypomniał mi o moich śródziemnomorskich racuchach, które właściwie są jego wegańską wersją. A dopiero co go tu zobaczyłam...
Dla mnie również wcale nie czasochłonne, szybko się robi i pyszne! :D Przyprawy miałam świeże (czosnek niedźwiedzi, oliwki, rozmaryn i oregano - mniam!), pomidorów nie miałam.
Do koktajli, samo do picia, do zimnych deserów i innych - jasne. Do wypieków również się nada. Do zup (soczewicowej, pomidorowej i innych z dodatkiem mleka kokosowego wg przepisu) raczej też (ale lepiej pod koniec). Mi się nie warzyło.
Jednak uważałabym przy robieniu np. kakao czy budyniu. W ogóle nie radzę domowego mleka za długo gotować.
Niesamowite, na zdjęciu jest miseczka, jaką mam i mata, jaką miałam jeszcze parę miesięcy temu! Przed paroma miesiącami mogłabym zrobić identyczne zdjęcie!
A zupa niczego sobie ;) Faktycznie 4 osoby to by się tym nie najadły... (no chyba, żeby było potem jeszcze drugie danie) ;) Moja wyszła bardziej płynna, niż na zdjęciu, dolewałam trochę wody. Użyłam zielonej soczewicy, przecier i pomidory dałam na końcu. A i jeszcze dodałam bazylię, super!
Hmm, nie wiem, czy wytwarzają się jakieś bakterie czy toksyny, ale zrobiłam sobie taką surową pastę. Przez pierwszy miesiąc była wręcz śnieżnobiała i baaardzo ostra (toteż używałam jej niewiele i powoli schodziła), ale w następnym zrobiła się leciutko kremowa i łagodniejsza, najwyraźniej trochę sfermentowała. Nadal jest dobra. Nie pasteryzowałam, zamierzałam używać jej na bieżąco (na zmianę ze świeżym w ząbkach). Właśnie powoli mi się kończy ;)
Mój wg tego przepisu nawet w temp. pokojowej zgęstniał :P Ale dobrze jest robić jednak z połowy lub ćwierci porcji, chyba że potrzeba do sałatek na imprezę ;) Bo inaczej powstaje tego ogromna ilość ;)
Hmm, tak z 6-8 godzin, ja zawsze nastawiam na noc. Gotowanie - zaleca się 1-1,5 godziny, ja gotuję do miękkości, ale wydaje mi się, że nawet krócej, niż godzinę to zajmuje...
Wiesz, dla mnie wymyślenie i wykonanie tego przepisu było jedynie potwierdzeniem mojej teorii, że masa krówkowa jest po prostu karmelem, tylko na mleku, a nie na wodzie, soku cytrynowym czy bez niczego ;) Mleko go matuje, zmętnia, więc nie jest już przejrzysty i tyle ;) Na dobrą sprawę można spróbować zrobić karmel i do niego dodać jakieś roślinne mleko w proszku, też powinno wyjść ;)
A prawda, takie niesłodzone by się przydało, jak potem ze słodzonego sojowego robić majonez ;) Nie idzie :P
Nie próbowałam mierzyć czasu gotowania, zawsze zależy to od ilości składników, trzeba umieć wyczuć ten moment, kiedy kajmak jest dobry, ja to poznaję po barwie i konsystencji :) Myślę, że inaczej się nie da ;) Przecież to zależy nie tylko od ilości składników, ale i od wielkości ognia...
A widzisz, szukałam, czy ktoś wrzucił przepis i nie znalazłam :P
Jak się daje olej (przy użyciu mleka kokosowego pewnie nie trzeba), to wychodzi takie kruche po zastygnięciu, bez tego są mordoklejki - tu już, jak kto lubi ;)
Szczerze przyznam, że bałabym się użyć mleka kokosowego domowej produkcji do tego ;) Zawsze po zagotowaniu mi się brzydko rozwarstwia :( A z puszki może by wyszło, nie wiem, nie próbowałam ;)
Ponoć kajmak czy mleko skondensowane sprzedają puszkowane, ale... za granicą :P
Sprawdza się! :D
Chyba miałam zbyt soczystą cytrynę... uważam, że ilość pierwszych dwóch składników można podwoić, a resztę zostawić, jak jest, może będzie mniej wyrazista... ;) Tylko nie wiem, jak wtedy z konsystencją, muszę sprawdzić ;)
No, no, naprawdę niczego sobie :)
Nie dałam w ogóle tartej bułki, a buraki miałam ugotowane. Zupełnie zapomniałam o soli, słonecznika sypnęło mi się ciut więcej... ale i tak pyszne! ;)