średnie. to były po prostu kluski pływające w mleku, mleko w ogóle się od nich nie zagęściło, a na to liczyłam, myślałam że uzyskam gęstą mleczną zupę, jak z ciasta lanego, no ale niestety. w dodatku same kluski są bardzo hmm "cierpkie" w smaku, myślę że to przez mąkę razową (a dodałam orkiszową, która jest jeszcze delikatniejsza). no niestety, w takiej formie tego nie powtórzę, może ugotowane w wodzie i polane jakimś sosem/jogurtem byłyby dobre, bo na mleku to dość kiepska opcja jak dla mnie.
Mike, autor przepisu z bloga, odpisał w komentarzu komuś, że z pieczonej. puree jest zawsze z gotowanej lub pieczonej dynii, z surowej nie da rady :). fajny przepis, chyba wypróbuję, szczególnie że kończą mi się pomysły na dynię, a to dopiero początek sezonu!
hej Marta! musi być jakaś mąka, która to wszystko sklei i uelastyczni, niewielki jej dodatek, tj. ok. 1 część na 3-4 części mąki zwykłej, pszennej. może to być mąka kukurydziana, owsiana, sojowa lub mąka z ciecierzycy (tych dwóch ostatnich wystarczy mniej, 1 łyżka takiej mąki=jajko). natomiast dodatek nawet łyżeczki mąki ziemniaczanej sprawi, że naleśniki nie będą się rwały. powodzenia :)!!
zrobiłam :) dość czasochłonne zajęcie,więc najlepiej wygospodarować jakiś wolny dzień na produkcję tego masła, żeby odbyła się ona bezstresowo i bezspinowo :P. w każdym razie - jest pyszne! najlepsze!!! zrobiłam z moich ulubionych orzechów, czyli z nerkowców, wcześniej uprażonych i gwarantuję, że nie jest wcale mdłe, wręcz przeciwnie, nawet bardziej mi smakuje niż tradycyjne z ziemnych. współlokatorom też zresztą ;). chciałam masło crunchy, więc dodałam potem tylko garść posiekanych, też uprażonych orzechów, do tego spora szczypta soli. jest klejące, aromatyczne i ciągnące, a położone na gorącą owsiankę rozpływa się :). na pewno będę częściej robić, na drugi ogień pójdą same migdały, nie mogę się doczekać :D
polecam dodać jeszcze łyżeczkę gorzkiego kakao, z mlekiem waniliowym (ale też zwykłym sojowym) smakuje cudownie i nie trzeba już niczym słodzić dodatkowo :).
zrobiłam je, z drobnymi modyfikacjami: mąkę dałam pełnoziarnistą i owsianą, pół na pół. zamiast cukru - słodzik do pieczenia (bez aspartamu), łyżka, a i tak wyszły słodkie, no i wrzuciłam jajko, bo spożywam. przepyszne,uwielbiam marchewkowe muffiny!! :) następnym razem dodam jeszcze orzechy i rodzynki.
mam pytanie odnośnie tej gumy - czy ona powoduje tylko piankę, czy jeżeli dodam ją normalnie przy produkcji mleka (bez ubijania) to ono potem też nie będzie się warzyć w kawie? próbowałaś tak, Martina? ehh marzy mi się w ogóle taki zagęszczacz, konserwant, cokolwiek, który spowoduje nierozwarstwianie się mleka, ale to chyba niemożliwe :(.
mniam,pierwszy raz jadłam kukurydzianą kaszę i z tego przepisu wyszła wyśmienita. ugotowałam na wodzie (wrzątku) i potem tylko dolałam mleka sojowego. zamiast rodzynek - żurawina, do tego brzoskwinie z cynamonem. i gotowałam krócej,bo była dobra już po ok. 15 minutach :) pyszna i bardzo rozgrzewająca
zacytuję z wegedzieciaka informację, która odmieniła moje życie ;). sposób podany przez Rosę: "kasza na sypko, nauczyłam się od k.leee: szklankę jaglatora zalewam 1,5 szkl. wrzątku. gotuję pod przykryciem 3min. wyłączam gaz i kasza sama dochodzi." ("dochodzi" z 10-15 minut) od tej pory tylko tak robię jaglankę i jak dla mnie jest to JEDYNY przepis na naprawdę sypką kaszę. tylko nie ściągamy pokrywki, ani nie kombinujemy z czasem gotowania (raz stwierdziłam,że dla pewności pogotuję ją dłużej i sypka już nie była). polecam ;).
pyszna zupka, nie przepadam za taką typową pomidorową z makaronem czy ryżem, ale ta zupa na szczęście w niczym jej nie przypomina :D. dałam tylko dwa ząbki czosnku i to było zdecydowanie za mało, następnym razem dam nawet 6. przyprawy, jakich użyłam to: garam masala, curry, lubczyk, czerwona papryka słodka, pieprz i odrobina cukru. aha i jeszcze 1/2 kostki bulionowej. super,będę robić częściej! ps.i chwała za proporcje na jedną osobę,wreszcie nie zalega mi gar zupy w lodówce :D
bardzo dobra,tylko następnym razem nie dodam liścia laurowego. nie wiem po co go dodałam,trochę mi zepsuł smak potrawy i zalatywało zupą, no ale tak poza tym to świetny przepis, robiłam na pomidorach z puszki.
są po prostu przepyszne! zdecydowanie mogę stwierdzić, że to najlepsze wegańskie kotlety jakie jadłam. z moich modyfikacji: zrobiłam z 1 szklanki płatków (miałam zmieszane owsiane, orkiszowe i jęczmienne, ale to raczej nie wpływało na smak, myślę) i z dwóch cebuli, do tego jeszcze słodka i ostra papryka. nie rozwalają się, skórkę mają chrupiącą, a w środku są miękkie, ale zwarte, spokojnie można je zabrać do szkoły czy pracy. piekłam w 200 stopniach (z termoobiegiem) przez 30 minut, przewracając je raz w trakcie pieczenia. z 1 szklanki płatków wyszło mi 10 niedużych kotletów, są baaardzo sycące, więc obiad na dwa dni :).
no to dla tych, którym wychodzi za tłuste: polecam upiec w piekarniku (lub najlepiej na grillu, jak ktoś ma). w misce mieszamy plastry cukinii z odrobiną oliwy/oleju i solą (ew.przyprawami) i wrzucamy na blachę, 200 stopni (najlepiej termoobieg), 15-20 minut, jak dla mnie wychodzi lepsza niż z patelni :).
hmm jak jaglana na śniadanie to tylko z mlekiem. i ja jej nie rozgotowuję, gotuję normalnie w proporcjach 1:2, pod koniec gotowania (po 5-7 minutach) dolewam trochę mleka i gotuję jeszcze parę minut. w sumie podobnie jak z płatkami owsianymi. na samej wodzie takie rzeczy mnie nie przekonują, no chyba że na słono, ale wtedy to już rzadko na śniadanie :).
zrobiłam - wszystko super, bakłażany pyszne i sos bardzo dobry, ale razem jakoś mi nie smakowało, trochę się zawiodłam na tym połączeniu. na pewno jeszcze kiedyś zrobię i bakłażany (farsz pyszny, miałam więcej kaszy, więc wyszło tego sporo, mam gotowy obiad na jutro :)) i sos, chociaż dodatek octu oraz czosnku były wg. mnie zbędne, po ich dodaniu sos trochę stracił - następnym razem dodam trochę wina czerwonego. będę kombinować,dzięki za inspirację :)
no niestety, dla mnie ten bulion to porażka, nie umywa się nawet do normalnego bulionu! po prostu woda z porem i cebulą. robiłam 2 razy i niestety zawsze musiałam ratować zupę kostką warzywną :(.
najlepszy, gotuję zawsze ponad dwie godziny (w zasadzie to sam się gotuje ;)), nie pomijam żadnego składnika, a cebulę porządnie opalam. zawsze wychodzi. używam czy to jako baza do zup, kremów, czy nawet sam z marchewką i ryżem/kaszką jaglaną. aha i dodatek lubczyku naprawdę świetnie temu bulionowi robi, najpierw gotowałam bez, bo nie miałam, aż w końcu kupiłam suszony otarty lubczyk i byłam w szoku :D.
wielkie dzięki za odpowiedź! właśnie chodziło mi o te dwa musy, które podałaś ;). okej, czyli czekam do wczesnej jesieni i jadę z koksem, nie mogę się doczekać :D. może teraz pokombinuję coś z brzoskwiniami :).
hej Patrycja, mam pytanie - kiedy (miesiąc) najlepiej jest kupić śliwki aby były mocno dojrzałe i żeby robienie tych powideł wyszło najbardziej ekonomicznie? w sumie nigdy nie robiłam przetworów, śliwki w ogóle rzadko jem, więc nie wiem, widziałam że już niby są jakieś na targu, ale czy to już jest sezon?
to samo tyczy się jabłek (tu raczej o cenę chodzi, nie o dojrzałość ;)), bo chciałabym też zrobić mus bez cukru. pozdr.
ja też nie dodałam czosnku, a zamiast śmietany kremówki wystarczyło 18% (z odrobiną cukru-pudru, żeby nie była kwaśna), parmezan pominęłam. śmietanę zagotowałam na patelni już razem z kurkami i cebulą, co by nie brudzić niepotrzebnie garnków. szczerze polecam też użyć spaghetti razowego, bo bardzo ono pasuje do sosów na bazie śmietany :) (a np. do pomidorowych czy do pesto już nie bardzo wg. mnie). aha i jak dla mnie obowiązkową (i jedyną) przyprawą w tym daniu jest zmielony pieprz czarny.
PS. to spaghetti wychodzi też w wersji vegan, robiłam kiedyś na domowej śmietanie słonecznikowej i efekt był świetny.
hej kz. ja makarony z pomidorowym sosem przyprawiam zazwyczaj czerwoną papryką słodką (sproszkowaną of course) oraz oregano, względnie bazylią lub ziołami prowansalskimi. dla zaostrzenia smaku warto też dodać szczyptę pieprzu cayenne. odrobina pieprzu ziołowego też fajnie podkręci smak. nie warto dawać zbyt dużo przypraw, bo zdominują one smak potrawy. aha, i żeby pozbyć się kwaskowatego posmaku koncentratu/przecieru polecam dorzucić ok. 1/2 łyżeczki cukru.
uhhh,zrobiłam je ;). razem ze studzeniem skladników zajęło mi to ze dwie godziny, bo nic nie miałam z poprzedniego obiadu, także musiałam gotować ryż, ziemniaki i granulat. kaszy nie dodałam ze względów ekonomicznych (zostałoby mi 0,5 woreczka). burgery są dobre, nie rozwalają się. tylko że tej masy wyszło mi taaak dużo, a ja sama jedna niemięsna, zatem mam pytanie, czy takie kotlety można mrozić? przed smażeniem czy po? ma ktoś z tym jakieś doświadczenia? nie zjem tego na pewno w przeciągu paru następnych dni :(.