często robię mleko kokosowe, ale zawsze tyle ile potrzebuję, nie na zapas. wiórki najpierw zalewam wrzątkiem i odstawiam na 15 minut, potem miksuję z wodą i przecedzam. do ciasta, kaszki, koktajlu, zupy czy sosu idealne, ale w kawie ZAWSZE mi się waży, nawet jak dodaję samą śmietankę.
wow, nie przypuszczałabym,że kapusta pekińska na ciepło jest taka dobra :) błyskawicznie się robi, smażyłam ją ok. 8 minut a i tak wyszła za miękka. tylko coś z tą cebulą nie bardzo, bo po tak krótkim smażeniu była dalej surowa, następnym razem albo pokroję ją cienko, albo najpierw usmażę samą. ps. porównania do młodej kapusty jak najbardziej trafne!
jak wrzucisz do rozgrzanego piekarnika to niedługo - ok. 10 minut. ale wszystko zależy do piekarnika, więc po prostu obserwuj, kiedy ser się przypiecze.
PYSZNE!!!!! bardzo lubię budyń jaglany, ale ten to w ogóle przeszedł sam siebie :D. nawet nie wiem co tu dużo pisać, myślę, że każdy powinien spróbować :). z moich modyfikacji:
-dodałam namoczone wiórki kokosowe przy miksowaniu, nie czuć ich, a całość robi się bardziej "mleczna"
-rodzynki tylko sparzyłam i dodałam do zmiksowanego kremu, żeby było je czuć, a sam krem posłodziłam cukrem
-w miseczkach wmieszałam delikatnie miód gryczany i ten dodatek zdecydowanie polecam,ew. jakiś konkretny w smaku słód/sos klonowy też myślę, że dadzą radę
-miksowałam budyń długo - ok. 6 minut na wysokich obrotach, w termomiksie. piszę to po to, bo sama gdy robiłam pierwszy raz budyń jaglany trochę się zraziłam, bo nie mogłam uzyskać gładkiej struktury, a sekret tkwi właśnie w cierpliwym miksowaniu :). aha, dodałam też trochę wody, bo inaczej mikser w ogóle by nie ruszył. nie wpłynęło to na konsystencję, bo budyń jak napisała Ola i tak gęstnieje.
mam mieszane uczucia - deser jest tak sycący, że zjadłam tylko dwie łyżeczki i więcej nie byłam w stanie, więc to jest zasadnicza kwestia, która odróżnia go od jogurtu ;). ale w smaku dobre - faktycznie smakuje jak masa makowa, resztę chyba zjem z ryżem albo z makaronem,, bo tak łyżeczką to nie ma szans! myślę, że z owsianką by się fajnie komponowało.
miałam ugotowaną większą ilość pęczaku z brązową soczewicą, a że już nie chciałam ich jeść z pomidorami trzeci dzień z rzędu, to wypróbowałam ten przepis :). no i wyszło bardzo dobre, zamiast dymki usmażyłam normalną cebulę, z przypraw dodałam jeszcze garam masala i pieprz ziołowy, chilli pominęłam. sos sojowy bardzo dopełnia smak, więc polecam skropić nim kaszę po nałożeniu. myślę, że pasowałby tu olej sezamowy, no ale niestety go nie miałam.
przepyszne, nic dodać, nic ująć :). ostatnio bardzo często robię na kolację, można dodać łyżkę śmietany/jogurtu, ale bez też jest świetne.
ps. ja wolę taki klejący ryż, dlatego gotuję najtańszy długoziarnisty. także nie musi być paraboiled :).
Dana, ale mam nadzieję, że odlewasz tę szarą wodę? ;) bo to są przecież wszystkie zanieczyszczenia z kaszy, dlatego powinno się ją płukać przed gotowaniem.
bardzo dobre! na maśle roślinnym przesmażyłam najpierw 4 cebule pokrojone w piórka i do nich wrzuciłam kapustę. oprócz tego dodałam słoiczek koncentratu pomidorowego, kostkę warzywną i trochę sproszkowanej papryki. wymieszałam z makaronem pełnoziarnistym. obiad na trzy dni, lubię to :).
pyszne! co prawda zmodyfikowałam przepis, dodając jeszcze ugotowaną soczewicę brązową, prażony słonecznik i pestki dyni, a pomidory (krojone z puszki) wrzuciłam na chwilę do podduszonej cebulki. użyłam sera camembert (bez podpuszczki zwierzęcej!, bo zaraz się posypią komentarze znawców od wszystkiego), wydaje mi się że lazur mógłby być za mocny do tego dania. przyprawiłam to wszystko tymiankiem i mielonym pieprzem. jeśli chodzi o proporcje to na 1 osobę: 1/3-1/2 szklanki kaszy nieugotowanej, 2 pomidory, 1/2 camemberta.
mama zrobiła ostatnio, nie wiem czy wszystko identycznie jak w przepisie, ale składniki na pewno takie same - użyła grzybów leśnych (suszonych) i dodała trochę suszonych śliwek. przepyszny jest :)
mmm pyszne :) dodałam tylko nieco sosu sojowego i zmniejszyłam ilość masła, reszta przepisu bez zmian. gotową kapustę wymieszałam z pełnoziarnistym makaronem i tym sposobem mam łazanki, mniam.
zmodyfikowałam przepis tj. użyłam mąki owsianej i razowej, trochę mniej cukru, mniej oleju i bez czekolady i generalnie są wilgotne i bardzo smaczne, ale kawy w ogóle nie czuć oO. nic a nic, a napar był mocny (dwie czubate łyżeczki na 1/2 szklanki wody, kawa mielona).
hmm mam trochę mieszane uczucia co do tego mleka. generalnie wychodzi całkiem dobre - lepsze niż ze standardowego przepisu na sojowe, ale gorsze niż sklepowe. przede wszystkim nie nadaje się do kawy, mimo że było gorące i przefiltrowane dwa razy przez gazę, to i tak się zważyło. do kaszki, owsianki czy placków pewnie będzie dobre, ale chyba za bardzo lubię kawę z mlekiem, żeby porywać się ponownie na produkcję :). aha, koszt 1,5 litra to 2,50 zł (przy 10 zł za 1 kg soi).
niedobre... ten napój smakuje jak woda po gotowaniu ryżu, a w dodatku ma konsystencję kleiku!! nie pomogło dosładzanie, przelewanie przez gazę, nic - wszystko do wylania. szkoda, bo szukam ciągle tańszej alternatywy mleka sojowego, może i to mleko nią jest, ale do spożycia się na pewno nie nadaje.
wow,dziwne że dopiero teraz natknęłam się na ten przepis. muszę koniecznie zrobić te płatki, bo sklepowe są dość drogie, a ja używam ich w sumie codziennie. szkoda, że będą już praktycznie bezwartościowe, chociaż zastanawia mnie co z wit. b12 - skoro płatki są jej popularnym źródłem, to nie wierzę żeby były nią sztucznie wzbogacane - to byłoby bez sensu,prawda? więc liczę na to, że chociaż ona zostanie w tych płatkach :)
o mamo,jakie to pyszne :) głównie dla tego dania gotuję ciecierzycę. dzisiaj z makaronem pełnoziarnistym i dodatkiem podprażonych pestek dyni i slonecznika. sezam natomiast utarłam w moździerzu z płatkami drożdżowymi, dzięki którym już nie dodawałam przypraw, jedynie zmielony pieprz. i bez cebulki, nic tu nie smażyłam :)
muszę dodać, że jako sos do makaronu naprawdę świetnie się ta pasta spisała! podgrzałam, zmiksowałam na gładko, zagęściłam odrobiną mąki owsianej (rozmieszanej w wodzie z ogórków - dla smaku) i przyprawiłam pieprzem i papryką ostrą, dorzuciłam też garść nerkowców, które za sprawą twarożku świetnie mi z ogórkami współgrają :D. naprawdę polecam, bo otrzymujemy fajny sos ogórkowy, soczewicy w zasadzie nie czuć-jest tylko bazą.
ojej,nie pomyślałabym, że to takie pyszne. zrobiłam z jednego banana i zasłodziłam się okropnie :) myślę, że fajną opcją będzie wrzucenie takiego kremu na wierzch owsianki/kaszki na śniadanie :)
zrobiłam, ale że pasty to za nic nie chciało przypominać (za rzadkie), to zmiksowałam z grubsza i zjadłam łyżką jak zupę :D w smaku naprawdę dobre, zostało mi jeszcze trochę tej pasto-zupy, więc pewnie jutro zrobię z tego jakiś sos.