Migdały są pyyyszne! Masło migdałowe lub z dodatkiem migdałów (daję min.1 garść na 4) jest o niebo smaczniejsze! :D Nerkowce w zasadzie są zbędne - są neutralne w smaku. Od kiedy zabrakło mi orzechów i użyłam w zastępstwie trochę słonecznika, teraz praktycznie zawsze go dodaję (prażę oddzielnie, bo szybciej się przypala, lub daję nieprażony, żeby nie wzmacniać jego smaku). Odrobina pestek dyni tez może być, ale nie za dużo, bo są bardziej wyraziste w smaku.
Co do smaku całości to odrobina soli dobrze mu zrobi. Cukru nigdy nie dodaję. Kokosa też dotychczas nie dodawałam, ale warto spróbować.
Camomile, jak przyprawy są mniej więcej wymieszane z kawą zbożową, ja takiego problemu nie zauważyłam. Wystarczy zamieszać i już. Zazwyczaj jednak, tak jak napisałam w przepisie, najpierw zalewam do połowy, mieszam i dopiero dolewam do pełna - w ten sposób żadne paproszki nie zostają na krawędziach.
Tak sobie myślę, że z polewą czeko to musi być super! I kolorystycznie byłby pełen odjazd! Ciemna polewa tylko by podkreśliła świetny kontrast kolorów :)
Majczi, a próbowałaś tej wersji? Mówię ci, jaglanka wcale nie musi być z mlekiem :) Poza tym w tej wersji kasza wcale nie jest rozgotowana... Jest proporcjonalnie dużo wody, ale wciągają ją mocno również bakalie, a całość nie jest bardzo gęsta ale gęsto-lejąca. Stąd te różnice w ilości płynu.
Jak dla mnie KONIECZNIE musi być cynamon! Bez niego nie smakuje jak należy :)
Testowałam na znajomych ;) Super łatwy i szybki przepis :) Tylko jedna wskazówka - nie przesadzajcie z potrząsaniem. Pianka powinna być gęsta, ale nie sztywna. Ja ubijałam chyba z minutę i trochę przesadziłam - myślałam, że pianka trochę się później upłynni, ale nic z tego. Można ją było jeść łyżeczką ;)
Marta, akurat wczoraj robiliśmy dżem bardzo podobnie co twoja babcia. Niestety nie za bardzo nam zgęstniał. Można by bardziej odparowywać, tylko że wtedy zostałyby prawie same pestki ;D Stąd moje pytanie: po co miksujesz dżem? Czy to jakoś wpływa na jego gęstość?
Zaś co do twoich zarzutów to nie przesadzajmy. Po pierwsze Nurkan jasno napisała, że idealność tego dżemu polega dla niej właśnie na braku pestek, których ona nie znosi. Więc po co się czepiać? Po 2gie zamiast żelfixu można użyć cukru i pektyny. Po 3cie idę o zakład że w moim i twoim życiu są o wiele bardziej szkodliwe substancje i inne czynniki, którymi należałoby się martwić i wyeliminować w pierwszej kolejności, niż pewną ilością benzoesanu sodu w Żelfixie. Po 4te wreszcie jesz benzoesan sodu i nawet o tym nie wiesz ;) "Kwas benzoesowy, benzoesany i estry kwasy benzoesowego występują powszechnie w większości owoców, szczególnie w jagodach. Żurawina jest bardzo bogatym źródłem kwasu benzoesowego. Oprócz owoców, występuje w grzybach, cynamonie, goździkach i niektórych produktach mlecznych (jako efekt fermentacji bakteryjnej)." - za http://www.food-info.net/pl/e/e211.htm . Po 5te - a nadmiar cukru cię przypadkiem nie martwi? Nie jestem dietetykiem, ale coś mi się wydaje, że jest to o wiele poważniejszy problem...
Tym przydługim wywodem chciałam powiedzieć jedno: nie przesadzajmy :)
Na powidła najlepsze węgierki. Węgierki właśnie zaczęły się pojawiać, ale najlepsze są na koniec sezonu, kiedy są bardzo dojrzałe i nałapały się słońca. Wręcz żeby miały pomarszczoną końcówkę przy ogonku - to znak, że są idealne i słodziutkie :) Czyli 2ga połowa września na pewno, a czasem (zależy od roku) również na początku października.
Co do jabłek to ewidentnie jesień - tutaj ceny, z tego co się orientuję, nie będą się dramatycznie zmieniać. Raczej dostępne odmiany. Teraz jest sezon na antonówki. Nie trwa on zbyt długo, więc jeśli chcemy je zachować na później to polecam http://puszka.pl/przepis/5918-antonowki_w_sloikach_na_szarlotke_i_nie_tylko.html
Mus jabłkowy robiłam z różnych odmian, najczęściej "dostanych", które nawet nie wiem jak się nazywają ;) Niestety nie potrafię powiedzieć, które się nadają, a które nie - sprawdziłam, że kosztele są przepyszne do jedzenia, ale po przerobieniu na mus robią się papierowe w smaku ;) Dodam jeszcze, że z czerwonych jabłek wychodzi mniej ładny (co nie znaczy że mniej smaczny!) mus. Ciemniejszy, lekko brązowy. A to moje ulubione przepisy:
* http://puszka.pl/przepis/2501-mus_jablkowy_bez_cukru_.html
* http://puszka.pl/przepis/5337-mus_jablkowy_kokosowo-waniliowy-do_kanapek_nalesnikow_hit_.html - absolutnie uwielbiam! Uwielbiam!!! :D
No dobra, daję ocenę bdb. z zastrzeżeniem, że to właśnie mleko m.in. do robienia ciast czy... owsianki ;D W koktajlach też ma szansę się sprawdzić. Samo do picia nie przypadło mi zbytnio do gustu, mimo że generalnie jest smaczne... chyba jest trochę za gęste... Poza tym jednak same zalety! :) Jest bardzo łatwe, tanie, błyskawiczne w wykonaniu. Ma dobry, neutralny, wcale nie wodnisty smak. Nie ma też żadnego specyficznego posmaku, który wybijałby się później w przygotowywanym daniu - ekstra! Pozostawione do kolejnego dnia w lodówce lekko się rozwarstwia - na górze oddziela się trochę wody. Wystarczy wstrząsnąć słoikiem i znów robi się jednolite.
Jeszcze co do konsystencji: jest gęstawa, lekko jakby kleista - przypomina w tym owsiankę z płatków górskich. Żeby zmniejszyć ten efekt następnym razem planuję użyć zwykłych płatków, zalać wrzątkiem tylko tyle, żeby były przykryte, i zostawić je na mniej niż pół minuty - tylko żeby zmiękły, a żeby się nie zdążyły "rozkleić". Zobaczymy czy się uda :)
Marta, teoretycznie da się. Trzeba by go najpierw rozmrozić, w miarę możliwości usunąć wilgoć z powierzchni liści (np. wymiętosić w kuchennej ścierce a później wstawić do lodówki na godzinkę czy dwie - w lodówce jest suche powietrze) i... upiec :) Nie widzę powodu dla którego miałyby nie wyjść.
A jaki jest twój ulubiony przepis na chipsy? Ja mam opory przed zrobieniem samemu, bo te co próbowałam były w większości za słone, częściowo przesuszone, niektóre za mocno spieczone... jakoś nie zapałałam zachwytem ;D Choć jest zapuszkowany ciekawie zapowiadający się przepis, który mnie nęci: http://puszka.pl/przepis/7914-pieczone_chipsy_z_jarmuzu.html (uwielbiam płatki drożdżowe). Tylko przekonania brak :)
Hm, teoretycznie zrobiłaś dobrze, ale coś nie do końca wyszło dobrze. Ciasto powinno być zwarte na tyle, żeby dało się je skleić (niekoniecznie w jedną wielką kulę), rozwałkować, a także wylepić nim formę po prostu ugniatając je dłońmi/pięściami. Jest nieco lepkie - na tyle, że trzeba je podsypywać mąką i natrzeć nią wałek, żeby się dało rozwałkować. Generalnie kruche ciasto powinno się szybko wymieszać i nie wyrabiać - wyrabia się ciasto drożdżowe, bo tam chcemy, żeby związał się gluten. Przy długim wyrabianiu ciasto robi się właśnie bardziej lepkie i ciągnące.
Cimeriesi, 80 g to 80 ml tylko i wyłącznie w przypadku wody :) Olej jest trochę lżejszy, choć przy tak małych ilościach różnica jest zaniedbywalna. Możesz jednak skorzystać z przelicznika, który jest we wskazówkach do przepisu: "80g oleju - 9 łyżek lub 80-90 ml"
Luna7, świetnie! Tez byłam przekonana że trzeba po przymrozkach i tak właśnie z roku na rok obserwuję, że bez przecież dojrzewa znacznie wcześniej... ;)
Marta, w przepisie nie ma nic o pakowaniu jarmużu do słoików, więc nie, nie jest to przepis na zimę. Po prostu Nanak, tak jak napisała pod zdjęciem, miała go dużo, więc większość zapasteryzowała. Możesz jeść samo, jako jarzynka do obiadu, wymieszać z makaronem albo nawet położyć na kanapkę.
Wyglądają ciemno, ale i żółto, bo były robione wieczorem i fotografowałam przy sztucznym świetle :) Do słoików wkładamy oczywiście wiśnie surowe, tyle że wypestkowane.
Co do dżemów to ja od lat robię niskosłodzone - albo w ogóle bez cukru (mus jabłkowy, powidła) albo max. 100 g cukru na 1 kg owoców. Przechowują się świetnie, nawet 3 lata (dłużej nie próbowałam), tylko po otwarciu nie można ich trzymać miesiącami, zwł. musu jabłkowego. Spróbuj, warto! :)
Emmmm, nie wiem. Nigdy nie miałam takiego problemu, ale nie mam często do czynienia z papierem ryżowym :) Długo go namaczałaś? Ja tylko chwilę - byle był cały giętki.
Orzechowa, kiedyś miałam podobne przejścia. Nie wiem czy to zależy od odmiany czy stopnia świeżości, ale moje też nie chciały zatonąć... Pierwsza próba skończyła się pleśnią, ale za 2gim razem pracowicie codziennie zdejmowałam wierzchnie skórki i ogryzki i mieszałam całość. Codziennie. Aż w końcu po dość długim czasie zostały już tylko te, co utrzymywały się pod powierzchnią wody :)
Co do kożucha, to mi też się zrobił po jakimś czasie. Myślę, że to kwestia parowania płynu. Nie wiem, w każdym bądź razie ocet był ok w smaku i zapachu. Tyle że mniej kwaśny niż kupny - myślę, że dla otrzymania mocniejszego octu konieczny jest dodatek cukru.
Wyszedł bardzo fajny sos pomidorowy, bardziej kwaskowy niż się spodziewałam. Jednak do bosssskości prawdziwego sosu do gołąbków nawet się nie zbliża... sorry, ale tu jestem zatwardziałą tradycjonalistką ;D Co nie zmienia faktu, że do innych zastosowań lub w przypadku gołąbków pieczonych świetnie się sprawdza.
Testowałam też opcję ze śmietaną ze słonecznika (w zasadzie rozmiksowanym na gładko słonecznikiem z wrzątkiem). Fajnie całość zabieliła i złagodziła smak, ale konsystencja jednak była słaba... Chciałam mieć gęsty sos, a taki niestety dość szybko tak jakby "pękał" i nie wyglądał ciekawie... Muszę jeszcze nad tym popracować, bo pomysł mimo wszystko obiecujący :)
Oliwka-oliwka, sorry, źle zrozumiałam przecinek, stąd ta zmiana na "+". Dla mnie przecinek oznacza wymienianie kolejnych składników i obawiam się że przy twoim zapisie również sporo osób źle by to odczytało, więc koniec końców na dobre wyszło, bo teraz przynajmniej przepis jest jednoznaczny :)
Jedna nieścisłość: 3 łyżki oleju występują w składnikach ciasta, a używane są przy nadzieniu zamiast łyżki margaryny. Więc jak to właściwie powinno być, żeby składniki i przepis się zgadzały? :)