Nawet fajne. Smaczne. Ogromnie pasowałaby mi fasolka szparagowa jako dodatek! A do tego micha sałaty z dobrym dressingiem :) Choć konsystencja faktycznie... dosyć utrudniająca nałożenie ładnego kawałka ;) Dlatego następnym razem zrobiłabym tą zapiekankę w prostokątnej formie i być może trochę większej - byłoby dużo łatwiej. Można by też zrobić spód z kruchego ciasta. Oprócz tego:
* Soczewica z puszki jest bardzo miękka - następnym razem sama ugotuję ją dzień wcześniej.
* Z ziół wzięłam majeranek i cząber (tymianek też byłby super). Nadzienie, oprócz przypraw z przepisu, doprawiłam większa ilością koncentratu, a dodatkowo dużą ilością pieprzu ziołowego i sporą ilością sosu sojowego. Wyszło bardzo dobre. Dodałam też 3 łyżki słonecznika zmielonego w młynku do kawy + 3 łyżki mąki kukurydzianej (kasza też jest ok).
* Do górnej warstwy dodałam nieco mleka sojowego, żeby miała bardziej kremową konsystencję - dobry pomysł, ale całości bym nie wygładzała, żeby ładniej się zrumieniła.
Płatki ziemniaczane to ususzone ziemniaki... w formie płatków. Można takie kupić - raczej przez net niż w zwykłym sklepie. Przy wypieku pieczywa działają jak naturalny polepszacz - pieczywo ma lepszą konsystencję, jest bardziej wilgotne. Można zastąpić mąką ziemniaczaną - nie wiem czy w 100% efekt będzie zawsze taki sam, ale u nas zawsze działało.
Dla mnie za gęste i za słodkie. Dodałam jeszcze trochę mleka naturalnego i wyszło bardzo dobre :) Najśmieszniejsze, że nie tylko ma marchewkowy kolor, ale też lekko smakuje marchewką.... i to chyba nie jest kwestia autosugestii ;D
Ola, poczytaj komentarze. Na kaszce kukurydzianej, najlepiej drobniejszej, na pewno wychodzi, chociaż "na kaszce mannej jest delikatniejsze". Część manny można też zastąpić kuskusem. Możliwe że na kaszy jaglanej też wyjdzie, ale chyba jeszcze nikt nie próbował.
Bez sensu, bo to produkcja zbędnych śmieci! :D Wiem, że to też wygoda przy wyciąganiu, ale czy aż tak znacząca? U mnie jednak przeważa to, że nadprodukcja śmieci mnie po prostu irytuje. Poza tym folia jest zbędna... do wysypywania formy można użyć wielu rzeczy, arsenał jest spory - jak nie sezam czy bułka tarta to manna, kaszka kukurydziana, otręby lub drobne płatki zbożowe, a nawet mąka. Zawsze się coś dobierze niezależnie czy to pasztet czy ciasto czy chleb.
Oczywiście wiesz, że nie krytykuję? Tylko podsuwam pomysły i zachęcam :)
Ryfka, bez sensu folii do tego używać. Wysyp dno np. sezamem i będzie git :) Fajny pomysł z sosem - super! Pomysł Joa z dodaniem pozupnej włoszczyzny też trafiony. Nie pamiętam dokładnie, a niestety nie napisałam komentarza wrzucając zdjęcie :/ , ale włoszczyzna chyba będzie korzystna dla konsystencji pieczeni.
Najlepszy jest tradycyjny, właśnie długo gotowany (http://puszka.pl/przepis/6165-domowy_bulion_krok_po_kroku-sekret_smaku_twoich_zup.html). Można też zrobić wersje ekspresową (http://puszka.pl/przepis/6167-domowy_bulion_krok_po_kroku-wersja_ekspresowa.html) ale nadaje się tylko do niektórych zastosowań - tam, gdzie głębia smaku samego bulionu nie jest tak istotna. Wydaje mi się, że w przypadku tej zupy nie do końca się sprawdzi. Przepisu Luny jeszcze nie próbowałam, ale mam zamiar :)
Świetne połączenie składników, chociaż jeszcze bym te kotlety dopracowała. Świeżo smażone są miękkie, można je wręcz rozsmarować. Dopiero po odstaniu w lodówce robią się "solidniejsze". Dobrze by im zrobił dodatek zmielonych pestek słonecznika, a dla bardziej zwartej konsystencji mąka ziemniaczana lub kaszka kukurydziana (sucha, nie gotowana), i to sporo (no nie wiem, bardziej pół szklanki niż łyżka). Oprócz koperku powinny jak dla mnie dominować przyprawy tj. pieprz ziołowy, czosnek, imbir, pieprz, a do tego trochę gałki i wyrazistych ziół (cząber, tymianek).
O rety, jasne że chodziło o sam budyniowy proszek, bez gotowania... Przepis mówi żeby użyć "4-5 czubatych łyżeczek skrobi kukurydzianej lub ew. 3/4 torebki budyniu", a później o wrzuceniu do blendera tofu i innych takich oraz skrobi. Skrobi nie gotujesz, więc budyniu w proszku (który w większości składa się ze skrobi właśnie) również nie :) Poza tym przepis na pewno by o tym wspomniał, gdyby było trzeba najpierw cokolwiek ugotować... Ale cieszę się że mimo wszystko sernik w miarę wyszedł :) Bardzo się cieszę :)
Jo, na FB Katarzyna właśnie napisała: "Dałam 2 łyżki/ 2 łyżki mąkę ryżową i kukurydzianą, proszek bezglutenowy i tyle. Troszeczkę suche, więc pewnie można by coś mokrego jeszcze dodać (zrobiłam wersję bez jajka). No i trochę więcej niż szczyptę proszku do pieczenia wsypałam." Więc na pewno warto eksperymentować w tym kierunku :)
Pięknie wyrosło, wyszło świetnie, jak muffinek :) Bardziej takie gąbczaste niż kruszące się. Ładnie odchodzi od kubka. Pokombinowałabym, żeby było mniej oleju... trochę za bardzo go czuć, kiedy ciasto wystygnie.
Tak jak Olexy dałam dodatkową łyżkę mleka zamiast jajka, ale poprzestałam na małej szczypcie proszku do pieczenia. Soda i sok z cytryny są zbędne - przecież proszek do pieczenia to soda z kwaśnym dodatkiem niezbędnym, by soda reagowała :) Dałam płaskie łyżki mąki i cukru i tak jest ok - inaczej ciasto, zwł. po wystygnięciu, byłoby za suche. Uwaga: staramy się trochę poczekać, aż ciasto ostygnie - świeże nie jest zdrowe dla brzucha :)
Pasta przełożona jeszcze na gorąco do słoiczków pięknie się zassała i przechowała. Oczywiście nie pasteryzowałam jej dodatkowo, tylko wystudziłam i wstawiłam do lodówki. Dziś po ponad 2 tygodniach ją otworzyliśmy i jest jak świeżo zrobiona :) Gdyby zawierała strączkowce lub inne bogate źródło białka, nie byłaby raczej tak trwała...
Zgodnie z informacjami tylko skórka jest opcjonalna. Reszta nadaje odpowiedni smak masie serowej, ale jednocześnie żaden ze składników nie wybija się wyraźnie, bo wszystko jest zmielone na dość gładko. No nie wiem, ja bym zaryzykowała, bo sernik jest pycha :)
Przez kilka dni swobodnie, byle w lodówce i przykryty (żeby nie obsechł). Nadmiarowy można też zawsze zamrozić... przynajmniej te strączkowo-warzywne, bo pieczarkowego nigdy nie próbowałam.
Odmrażane są ciut mniej smaczne, ale można z nich zrobić kotlety :) Pokroić w plastry i odsmażyć. Albo przerobić na jakiś farsz :)
Uwielbiam ten dżem! Zwłaszcza do kanapek z masłem orzechowym i hummusu z chrzanem (http://puszka.pl/przepis/7188-hummus_z_chrzanem_bez_czosnku_.html). Uwielbiają go też moja mama, teściowa, ciotka... :)
Hm, np. do kotletów z boczniaka.... Boczniaki w sosie musztardowym smakują wybitnie :D
http://puszka.pl/przepis/4895-boczniaki_duszone_na_ostro_albo_i_nie_z_musztarda.html
Orzechova, sądząc po moim starym wpisie to tak, mannę też dodałam. Zamiast mąki sojowej możesz użyć kukurydzianą, ziemniaczaną, owsianą... w zasadzie dowolną, nawet pszenną :) Możesz też dać trochę bułki tartej albo zaparzonych (zalanych wrzątkiem i na chwilę odstawionych) płatków owsianych. Podejrzewam, że nawet możesz zupełnie pominąć mąkę i dać samą mannę :)
Uuuu, poczytaj etykiety - włos się jeży, zwł. w przypadku wasabi. Producenci kombinują jak mogą, bo chrzan japoński jest drogi, dlatego dorzucają go pro forma, a większość produktu stanowi nasz zwykły biały chrzan (+ ew. gorczyca) zabarwiony na zielono. Najgorsze wasabi to te w paście, chociaż raz kupiłam w desperacji takie w proszku produkcji chińskiej... Od początku byłam podejrzliwa, mimo że skład wydawał się ok, ale to ohydztwo przeszło moje wszelkie oczekiwania - było chemiczne i gorzkawe w smaku. Nigdy więcej.
Niestety nie do końca trafiło w nasze smaki - winowajcą wydaje się wino ;) Może gdyby połączyć je z wodą/bulionem, bardziej by nam odpowiadało.
Potrawka jest warzywno-kwaskowa w smaku (mimo że dałam tylko 2 łyżki soku z cytryny), i dlatego pasowała mi do ziemniaczanego puree. Z moich sugestii: natkę pietruszki lepiej dodać pod koniec, inaczej robi się ciemna. W przepisie ewidentnie brakuje też soli.