Zasadnicza wada - niezbyt ciekawa, zbyt delikatna i jednolita konsystencja. Nawet jak dodałam więcej fig, niewiele to pomogło. No chyba że ktoś właśnie takie rzeczy lubi :) Ja jednak nie będę tego przepisu powtarzać.
Magi, "Garnek dopełniamy wodą do 4L" ;) Dla jasności dopisałam też, że śliwki należy zalać wodą.
Martina, nie wiem dokładnie. Jak robię z samych antonówek to biorę chyba ok. 1,5 kg jabłek - tak mam zapisane.. Śliwki są chyba cięższe, więc może 1 kg śliwek i niepełny kg jabłek?
Niełuskany trudno dostać, fakt. Najłatwiej jednak kupić przez sieć. Ja ostatnio kupiłam w Evergreenie. W sklepach azjatyckich też bywa - jednak łatwiej tam dostać łuskany i czarny.
Jeszcze tak dla ścisłości - sezam może być beżowy lub czarny, a podobno może mieć też inne kolory. Kolor daje mu łuska. Po obłuszczeniu zawsze jest jednak jasno-kremowy. W sprzedaży w PL dostaniesz sezam zwykły (łuskany), a z rzadka również niełuskany (ciemniejszy beżowy, taki szarawy w odcieniu) lub czarny (de facto też niełuskany, ale to już w nazwie nie jest podkreślane, bo bardziej liczą się walory estetyczne). Mi chodziło o to, żebyś szukając niełuskanego nie rozglądała się tylko za czarnym :)
Em, tak dla ustalenia uwagi: niełuskany i czarny sezam to 2 różne rzeczy :D Niełuskany jest kremowy, tylko mniej żywy kolor ma i jest ciut ciemniejszy niż łuskany :) Nasse, przy niełuskanym nie masz problemu z gorzkim smakiem? Kiedyś spotkałam się z takim twierdzeniem, choć wydaje mi się to dziwne.. Ja dopiero niełuskany sezam kupiłam i jeszcze nie przetestowałam :)
No ciekawe czy twoja mama od razu była mistrzem we wszystkim :) Co do zmniejszenia oleju... nie sądzę. Ale w przyszłości lepiej zmniejszaj ilość wody i oleju proporcjonalnie. Woda daje spoistość i lepkość, a olej kruchość.
PS. Kup ciacho na wynos! :D
Cimeriesi, możesz być beztalenciem, ale to uleczalne ;D Skoro jesteś z Wrocka, to macie kilka miejscówek, gdzie na pewno mają wegańskie ciasta - zaproś mamę na ciacho na miasto! Kiedy już się przekona, to może wreszcie razem byście rozpracowały wegańskie domowe wypieki :) Generalnie jednak skoro zakładamy, że piekarnik i temperatura były ok, to może coś pokręciłaś z proporcjami - musiało być za dużo płynu. Robiłaś pełną porcję czy przeliczałaś np. na 1/2? Sprawdź dokładnie wszystko i upewnij się, że dobrze odmierzałaś. Jeśli to nie to, to już nie wiem co ;) Spróbowałabym jeszcze innego przepisu a później postawiła na wspólne pieczenie - co 2 pary oczu i rąk to nie jedna :)
Hauadaj, fakt, ta zupa jest nieco orientalna w smaku, ale na spokojnie i bez trudno dostępnych składników :) Jak chcesz pojechać na całego to przede wszystkim świeży imbir, trawa cytrynowa i listki kolendry! Plus ew. odważniej z chili. Cudowności, palce lizać :)
Cimeriesi, to po prostu niemożliwe, żeby twój piekarnik miał 180 st. i przez tyle czasu ciasto było niedopieczone. Po prostu fizycznie niemożliwe! Może faktycznie powinnaś zaczynać mieszać ciasto kiedy piekarnik już jest nagrzany, ale to nie może być jedyna przyczyna. Czy twoja mama też piecze w tym piekarniku ciasta? To jest piekarnik elektryczny, w którym wybierasz temperaturę, czy jakiś starszy, w którym nastawiasz temperaturę na oko? Jeszcze pro forma: z jakiej mąki robiłaś ciasto? Skoro używasz proszku bezglutenowego, to czy mąka była zwykła, pszenna, czy tez bezglutenowa? Skąd w ogóle jesteś? Może z W-wy?
A, masz rację, ale to ma zastosowanie chyba tylko do dyni Hokkaido? Tylko jej skórka mięknie podczas gotowania i jest prawie tak miękka jak miąższ. Pozostałe dynie trzeba obierać.
To prawda, dosyć niesamowite kolory :) Jak dla mnie, to ta zupa wcale nie wygląda na dyniową, tylko na marchewkową ;D Robiłam ją po prostu z bardzo pomarańczowej dyni melonowej - nawet nie dodawałam słodkiej papryki ani niczego, co wzmacniałoby kolor :)
Hm, Cimeriesi, mamy nie zawsze mają rację ;D Pierwsze (najstarsze) zdjęcie było robione przy sztucznym świetle i ma zupełnie nienaturalne kolory. Ale wystarczy dodać do ciasta szczyptę kurkumy i będzie żółciutkie, nawet bardziej niż ciasto z jajkami ;D
Co do pieczenia - dziwne to, bo to jedno z najprostszych ciast, ale ok, coś jednak musiało pójść nie tak :) Więc zacznijmy od tego, że za długo piekłaś - jeśli ciasto wstawisz do zimnego piekarnika, to godzina wystarczy. Jeśli do nagrzanego, to po 40-50 min. będzie gotowe. Piekarniki niestety się od siebie różnią, więc trzeba sprawdzać: jak ciasto się już przyrumieni, lekko zacznie odstawać od boków formy nawet, to sprawdź drewnianym patyczkiem - jak wyjdzie suchy, to gotowe; jak będzie lekko ubrudzone ciastem, to jeszcze parę minut.
Generalnie ciasto na sodzie i proszku do pieczenia bardzo szybko wyrastają. Dlatego najlepiej jest zgromadzić wszystkie potrzebne produkty, nastawić piekarnik (z 10 min. będzie się nagrzewał), wysmarować olejem formę, przygotować owoce, składniki dokładnie odmierzyć i wymieszać szybko łyżką (to nie ciasto drożdżowe, nie wymaga wyrabiania, wystarczy tylko że nie będzie już widać suchego proszku - dłuższe męczenie może tylko zaszkodzić), przelać ciasto do formy. Obłożyć owocami i do piekarnika! Bąbelki powietrza już się wytwarzają, więc chcemy, żeby ciasto dość szybko się "ścięło" i je w środku zatrzymało. Dlatego formę wstawiamy do gorącego piekarnika. Teraz zajmujemy się czymś innym - nie uchylamy piekarnika, nie chłodzimy - cierpliwości :) Mam nadzieję, że coś z tego co napisałam okaże się pomocne :) Jeśli nie to najlepiej byłoby gdybyś zrobiła ciasto z kimś, kto już robił ciasta z proszkiem, niekoniecznie wegańskie. Mniejsza o składniki - może wyłapie w tym, co robisz, coś niewłaściwego.
Wyszły pyszne! Ten cały aromat wygotowany z warzyw + aromat rozmaitych przypraw... pycha!
Wybrałam ten przepis, bo nie ma tu wstępnego gotowania warzyw i zbędnej pracy :) Następnym razem może zmniejszyłabym trochę ilość marchewki, bo trzeba sporo soli, żeby zagłuszyć jej słodycz... a może tak powinno być? Dałam chyba 4 płaskie łyżeczki soli, 1 świeżo zmielonego pieprzu czarnego, 3 pieprzu ziołowego, 1 czubatą łyżeczkę startego imbiru, 4 ziela, 2 listki, 1/2 łyżeczki gałki, 2 płaskie łyżeczki czosnku granulowanego, 2 łyżki majeranku (nie miałam więcej) i 1 łyżeczkę suszonego lubczyku. No i 2 szklanki wody. Nie zagęszczałam mąką.
No u mnie się nie da :) Nie wiem - okno zachodnie chyba... Moja już w tej chwili ma taki przyrost że szkoda gadać - zupełnie nie to co latem. Że nie wspomnę o ludziach, którzy żadnego chwasta nie utrzymają przy życiu ;) Wtedy najlepiej kupić ściętą bazylię na wagę lub doniczkę dobrze wyrośniętej i ciach.
Poza tym najlepsza bazylia, najbardziej aromatyczna jest wtedy, kiedy uprawiana jest w pełnym słońcu. Wtedy ma nawet takie malutkie pęcherzyki pełne olejków eterycznych :)
Powyższe proporcje mi nie odpowiadały - zdecydowanie za dużo pinii. Nie wiem ile to może być duży pęk, ale na 200 g bazylii (2 szklanki dosyć upchanych liści) dałam 50 g pinii (2/5 szkl.) i orzeszki całkowicie zdominowały smak. I kolor ;) Musiałam domiksować sporo więcej zielska, żeby przypominało pesto. Do tego koniecznie sól, min. 1/2 łyżeczki.
Tak czy siak bez porównania wolę pesto pietruszkowe z prażonymi pestkami: http://puszka.pl/przepis/7801-pyszne_pesto_pietruszkowe_w_ktorym_natka_pietruszki_zupelnie_zmienia_swoja_osobowosc.html - mogę jeść łyżkami :D Bazyliowe jest mocniejsze w smaku, bardziej wyraziste i lepiej pasuje np. do "kanapeczek" z ziemniaków i pomidorów, ale poza tym wygrywa pietruszkowe :)
Ku pamięci ;) 4 kg papryki w połówkach idealnie mieści się po rozłożeniu na 2 blaszkach-szufladach wsuwanych do piekarnika. Z tej ilości wychodzi ok. 6 dżemówek po 300 ml.
Tradycyjnie śliwkowe powidła są o niebo lepsze. W smaku i konsystencji. Wieloowocowe zrobiłam z dynią piżmową, bo tak jak hokkaido zawiera mało wody w porównaniu do większości odmian. Niestety ma też specyficzną konsystencję po uduszeniu - jest taka "skrobiowa", jej faktura jest wyczuwalna chociaż stanowi 1/4 wszystkich owoców. Może z inną odmianą dyni powidła byłyby lepsze, ale śliwkowe i tak wygrywają. Mimo wszystko wieloowocowe do masła orzechowego są bardzo w porządku :)
Tak, wyszła doskonała! Pyszna :) Komu przeszkadza smak czosnku, może pominąć, ale mi bardzo pasuje :) Szkoda że po paru miesiącach (3-4?) robi się nieco bardziej miękka, ale i tak super! Robiłam z octem winnym i dałam tylko 60g soli, ale 80g też byłoby pewnie ok, bo papryka nie była zbyt słona.
Nie wystawię oceny, bo żeby była uczciwa, musiałabym zrobić z octem 10%. Robiłam połowę z winnym i połowę z jabłkowym o niższej kwasowości - o dziwo smakowały właściwie jednakowo. Papryka wyszła trochę bez smaku, ale faktycznie była dość twarda, na pewno twardsza niż sklepowa. Ogólnie jednak zdecydowanie bardziej smakowała mi papryka "sanatoryjna": http://puszka.pl/przepis/7247-papryka_sanatoryjna_.html
Następnym razem pokroiłabym paprykę w paski a nie ćwiartki - będzie łatwiej układać, a później i tak ją kroję do sałatek, wiec na jedno wychodzi :)
A! I pominęłam cukier. Bengalczycy by mi chyba nie wybaczyli ;) "Inną charakterystyczną cechą kuchni bengalskiej jest upodobanie do smaku słodkiego, co w rezultacie daje wielką różnorodność wszelkiego typu deserów i słodyczy, a także skłania do dodawania cukru lub jaggery (cukier palmowy) do większości potraw, nawet tych w założeniu słonych czy pikantnych." Więc może w cukrem i podaną ilością chili smakowałoby pełniej, lepiej.
No i faktycznie, mleko kokosowe, curry i dodatkowe warzywa dla "rozwodnienia" groszku (podsmażone plasterki marchewki i kawałki papryki + reszta podgotowanej fasolki szparagowej) i była pycha! Tylko czy to ma coś wspólnego z kuchnią bengalską to nie wiem ;)
Dodałam tylko trochę chili, bo nie lubię ostrych potraw. Całość wyszła łagodna i zdecydowanie mniej aromatyczna niż się spodziewałam. Dobre, ale bez rewelacji. Przydałoby się lepiej doprawić, może wprowadzić lekko kwaskowy smak. W wersji z curry, tak jak sugeruje wcześniejszy komentarz, powinno być bardzo smaczne :) Myślę że cebula też dobrze by uzupełniała sos. Zdecydowanie zmniejszyłabym ilość groszku, co najmniej o połowę. To samo sól - 1 płaska łyżka to max. W wersji z fasolką szparagową dużym błędem będzie dodanie jej pod koniec, tak jak mówi przepis... przecież będzie twarda, nie zdąży się ugotować.
Edit, zalewam wodą w temp. pokojowej, bo z filtra (Warszawa....). Nie ma potrzeby gorącą. Warzywa, tak jak napisałam, należy "pokroić w zależności od zastosowania" :) Więc albo zostawiam w całości albo kroję na pół (jeśli potrzebuję tylko czystego bulionu) albo siekam na plasterki, jeśli mają zostać w zupie. Wrzucam do gara i przesmażam. Generalnie robię jak mi pasuje i mam ochotę :)
Co???? Montreal, ja mam właśnie blender Braun Multiquick o mocy 900W. Nim mielę i zdecydowanie da się, tylko zajmuje to odpowiednio długo, 4 razy po 5 min. :) No i dlatego masło orzechowe robię raczej rzadko ;D W Vitamixie czy innym kombajnie mocarnym to pewnie są 3 sekundy i gotowe ;D Siemię mieliłam zawsze w młynku do kawy, bo też nigdy nie potrzebowałam dużych ilości. Może w blenderze jest problem bo to małe, śliskie nasionka? Ale orzechy naprawdę daje radę zblendować :)