Wyszło pycha! Marzę o naleśnikach z takim dżemikiem. Jeden słoiczek zostawiłam i ciągle go dziś podjadam :) Wyszedł pyszny i bardzo aromatyczny.
Brakowało mi precyzji przepisu, ale jakoś poszło. Zrobiłam z 1/2 kg borówek i ponad 1/2 kg gruszek (objętościowo gruszek i tak było mniej). Dusiłam/odparowywałam całość blisko godzinę, bo borówki zawierają dużo wody. Później potraktowałam blenderem, dorzuciłam resztę gruszek i dodałam 6 łyżek cukru (moje gruszki niestety były mało słodkie :/ a borówki dość cierpkie), dusiłam jeszcze z 15 min. do uzyskania odpowiedniej gęstości. Wyszło 6 słoiczków po 200 ml. Muszę jeszcze dorobić, koniecznie :)
Pycha, pycha, pycha! Lubię natkę, choć raczej jako niewielki dodatek. Ale tutaj... im więcej natki, tym lepiej! Do bakłażana i kluch, przynajmniej w takim wydaniu, pasuje geeeeenialnie. Zajadamy się tym dość często :D
No dobra, sama też się wzięłam za ten przepis. Na 1 szkl. octu jabłkowego 5% dałam 1 szkl. wody. A na 2 kg buraków 1 płaską łyżkę soli i 2 cukru - mimo wszystko to naturalne konserwanty, a wolę doprawić teraz niż po otwarciu. Z 2 kg buraków wyszło mi 8,5 dżemówki (po 370 ml).
Zrobiłam, ale ilość cukru zmniejszyłam o ponad połowę - spróbowałam "na świeżo" i nie sądzę, żeby było potrzeba więcej. Póki co wszystko wygląda bardzo zachęcająco :)
PS: Maszynki do mielenia też nie mam, więc paprykę pokroiłam w drobną kostkę, a cebulę posiekałam cieniutko.
Irokezik91 może mieć rację. Chociaż przyznam, że z siostrą robiłyśmy je już wiele razy, i nigdy nie miałyśmy tego typu problemów. A nigdy nie zwracałyśmy uwagi na odmianę ;)
Mam jeszcze inny pomysł - zmiksowane (np. blenderem) ziemniaki robią się mega kleiste. Może część dobrze by było zmiksować?
Wielkie Testy rozpoczęte. Zrobiłam kilka partii z 2 odmian dyni, jedne wg. proporcji inne z trochę zmienionymi. Już nie mogę się doczekać efektów - zobaczymy która wersja najlepsza :D Podobno z marynatami trzeba czekać co najmniej 4 tygodnie...
Nie mam dużego doświadczenia w przetworach, ale do tej pory prawie zawsze używałam octu jabłkowego i wszystko było w porządku. Sól i cukier to też konserwanty - utrudniają, a w pewnym stężeniu nawet uniemożliwiają rozwój żywych organizmów (np. pleśni).
Szklanka mąki to 170 g (17 dag) - w temacie przeliczników polecam http://puszka.pl/txt/przelicznik.jsp Naleśniki robię z tego przepisu: http://puszka.pl/przepis/4233-nalesniki_w_10_minut.html
Ja w tym roku robiłam bez mamy i popełniłam inny błąd: miałam za mało liści wiśni, więc w części dałam liście chrzanu, ale ilości korzenia chrzanu już nie zmniejszyłam... Twarde i chrupkie są, ale chrzan też bardzo dobrze czuć ;)
PS: Cieszę się że się nie poddałaś i dało się upchnąć :)
Powiem tak: ja mam stalowy garnek z podwójnym dnem, zawsze robiłam w takim i ogromnie go sobie chwalę. Polecam, bo po prostu sprawdza się, również przy codziennym pichceniu. O wiele mniejsze jest prawdopodobieństwo przypalania/ przywierania, bo ciepło rozchodzi się bardziej równomiernie. A nie musi być to designerski garnek, gdzie płacisz za wygląd i markę.
Może dlatego że są modyfikacją tego przepisu... Np. http://puszka.pl/przepis/5337-mus_jablkowy_kokosowo-waniliowy-hit_.html - co zostało jasno zaznaczone poprzez podanie źródła :)
Ja tez używam do przeróżnych dań - do kanapek akurat jeszcze nigdy ;) Zupy krem to klasyka. Drugie najczęstsze zastosowanie to drugie dania, np. sos z bakłażana, pomidorów i ew. innych warzyw. A do puree jak genialnie pasuje! Palce lizać :)
Kaszy (ani ryżu) nie trzeba gotować ciągle mieszając - toż to masakra. Wystarczy dać jej spokój i sama się ugotuje. Polecam ten przepis: http://puszka.pl/przepis/3925-kasza_gryczana-przepis_podstawowy.html - i życie staje się prostsze :D
No prawda :) Ja zawsze jednak robię dwa grzybki w barszcz - barszcz czerwony i takie buraczki ;) W sumie to muszę częściej robić buraki i takie pieczone też. Masz rację :D
Znalazłam jeszcze info, że niełuskany sezam może być gorzki. No nie wiem. Niełuskany prażyłam tylko raz, ale zmienił się w takie leciutkie, nadmuchane ziarenka jak popcorn (ale z tego co pamiętam o normalnym smaku...), więc do prażenia używam teraz zawsze łuskanego. Może i ty spróbuj z łuskanym?
Ja jeszcze nie trafiłam. Ale myślę, że albo był przeterminowany (sprawdziłaś datę?) albo źle przechowywany. W sezamie jest tłuszcz. Zjełczał i sezam jest gorzki. Jak się za długo praży i się go sfajczy, to też może się tak zrobić, ale ty piszesz że już sam w sobie był gorzki, więc to nie to.