Oho, próbowałam nieraz, tylko nie bardzo ostatnio miałam czas, by tu zajrzeć ;)
Faktycznie, wychodził mi w różnych stopniach słodkości... a i ten słonecznikowy całkiem dobry jest, nie warto go odradzać innym :) Nie dorównuje wprawdzie oryginałowi, ale (przynajmniej w mojej ocenie) plasuje się nie aż tak znowu daleko za nim. No i względy finansowe bywają czasem przekonywające ;)
No wypadałoby już ocenić przepis, już od paru miesięcy je jadam :) Ogóreczki pyszne, pierwszą partię zrobiłam krojoną, następne z całych - obie wersje są równie dobre. Może konserwowe określane w u mnie w domu jako "kartuskie" to to nie są, babcine też nie, co nie zmienia faktu, że są naprawdę dobre :)
Fajne, robiłam z połowy porcji i zapomniałam o leżakowaniu w lodówce. Po upieczeniu były twarde i chrupiące, teraz są miękkie i puchate. Może przez ten brak lodówki ciasto rwało mi się trochę przy wałkowaniu... ale ogólnie super :)
Zamiast miodu dałam słodu z chleba świętojańskiego, dlatego moje pierniczki są ciemniejsze, wyglądają, jakby były z dodatkiem kakao.
Banka, nie wiem, jak inni, ale ja taką "teksturę" uzyskuję przez rozgotowanie kaszy, po prostu ;) Jak gotuje się ona ze wszystkimi warzywami, a nawet przed, bo do kaszy al dente dorzucam dopiero resztę warzyw (jak mi się chce, to podduszonych osobno w małej ilości oleju - dla aromatu), to wtedy po wystygnięciu może się zrobić glutek, a na ciepło jest gęsta i nieprzezroczysta ;) A na drugi dzień to już w ogóle wody nie ma ;)
Swoją drogą nigdy ta zupa nie wyszła mi przejrzysta ;) Zastanawiam się, jak to zrobiłaś (jakbym chciała mieć klarowną, to ugotowałabym kaszę osobno na sypko i dodała pod koniec, ale chyba tak nie robiłaś), ale właściwie wolę mętną ;)
Lordzie Zawiasie, spróbuj trochę dedukcji... jeśli autor nie podał dokładnej ilości, to prawdopodobnie miał na myśli najczęściej występujące (w jego mniemaniu) opakowania.
Makaron się sprzedaje w paczkach po 400 g (a w każdym razie tak na 4 osoby należałoby wziąć, ale nie mam pojęcia, czy canelloni nie sprzedaje się np. po 200 albo 500 g w opakowaniu, to już musisz sprawdzić).
Mrożony szpinak obecnie bywa po 350-400 g na opakowanie, ale w 2008 mogło chodzić o 400 g op., a w każdym razie ja dopiero od 2 lat dostrzegam szpinak w mniejszych op. i tej samej cenie... No i równie dobrze mogło chodzić o świeży szpinak, autor nie sprecyzował. Ile waży paczka świeżego, nie wiem, ale te chyba wyglądają od lat tak samo i mają może ze 200 g.
Z mozarellą i śmietaną w ogóle nie kombinuję, dedukuj sam. Za mało się na tym znam. Strzelam jedynie, że może chodzić o op. 150 i 200 g. Serki topione też są dla mnie tajemnicą, wydaje mi się jedynie, że nie ma op. większych niż 100 g, ale podkreślam, że to tylko moje przypuszczenia.
Koncentrat chciałam podpowiedzieć ten w słoiczkach ok. 200 g, bo w takich jest tego w sklepach najwięcej, ale widzę, że autor tym razem podał, ile trzeba, choć dopiero ukryte w przepisie...
Przyprawy dajesz wedle uznania, masła zgaduję, że powinieneś dać łyżkę, a mąki tak ze dwie na każdy sos.
Z tego co wiem, natka jest dostępna przez cały rok, a w każdym razie ja nie miałam z nią nigdy problemów ;) Jak nie ma na rynku, to w zieleniaku, zawsze gdzieś widzę :) Dlatego uznałam, że to całoroczny przepis ;) Musi znaleźć się w książce :D
Haha, za każdym razem, gdy to robię, mam ochotę tu zajrzeć i ogwiazdkować, a wtedy się okazuje, że już to zrobiłam ;)
Ten przepis nadaje się do książki kucharskiej, o której widziałam info na głównej. Jest nieskomplikowany, pyszny, z łatwo dostępnych składników... po prostu genialny! :D
Si ;) Ewentualnie możesz zbliżyć skład do sklepowych, dając trochę mniej mąki ziemniaczanej i dopełniając cukrem waniliowym do czterdziestki ;) Będzie słodkie i z aromatem :) Ale wydaje mi się, że bez tego będzie też wystarczająco słodkie.
Potwierdzam, rozgotować i zmiksować :)
Rety, w życiu nie spotkałam się z tym, żeby komuś się chciało obierać daktyle :D
Przecież one mają taką cieniutką i kruchą skórkę... przynajmniej te moje ;)
Wow, Mniumniu, co za robota! Naprawdę nieźle :)
A ja uwielbiam kokosowy aromat, śmietankowego jakoś nie polubiłam, sztucznych przeważnie nie używam, więc pewnie nic z tym bym nie zrobiła, a może podkreśliłabym wanilią... mmm... pomarańcza, kokos i wanilia, pycha ;)
Każdy ma swoje smaki ;)
Malka, o tym wiem i pisałam w pierwszym komentarzu, że można budyń z mąki ziemniaczanej zrobić.
Zastanawia mnie po prostu ten wegański śmietankowy budyń z torebki i tyle. Chyba przy najbliższej okazji sobie takowy na żywo w sklepie obejrzę. Przeważnie te półki omijam z daleka, bo budynie, kiśle i galaretki jak już, to robię sama, a nie z papierka.
Ale ta opalona cebula mnie zmyliła, jak widziałam miniaturkę na głównej, myślałam, że to jakiś nowy rodzaj kokosowych kuleczek (że niby świątecznie) nietypowo polanych czekoladą :P
Zastanawiałam się, czemu tak dwustronnie, a nie w całości, zaglądam, a tu rosół ;D
Moja cebula bywa trochę mniej opalona ;)
Martina, a jest? To trochę tak, jakby maślane bułeczki miały być wegańskie...
O, to u mnie, jak u Patrycji: nawet, jeśli by był, to ze względu na zapach bym nie używała.
Śmietankowy budyń wegański? Czy doszło do takiej chemizacji, że nawet budyń śmietankowy zawiera co najwyżej sztuczny aromat?
A tak w ogóle - nie prościej dać te 40 g mąki ziemniaczanej?
Zdjęcie przepiękne, przepis kuszący... tylko ten budyń budzi wątpliwości.
Ciekawa wariacja :) ale to musi być pewnie taka maleńka, maleńka odrobinka, aby nie zdominowały jabłek, tylko podkreśliły ich aromat :) ja robię z majerankiem lub z miętą, zależy, co mam pod ręką ;)
Potwierdzam ;) właściwie nie próbowałam go z innym chlebem, jak razowym na zakwasie... na takim chlebie z pomidorem, cebulką i odrobiną pieprzu jest przepyszne! :)
Jak dotąd jednak robiłam bez bulionu i soku z cytryny, sam słonecznik, natkę, oliwę, czosnek i sól daję i jest przepyszne :)
A z większą ilością oliwy lub z dodatkiem wody świetnie się sprawdza jako sos do surówek czy inny winegret :) Zwłaszcza pomidorowych :)
Smakuje całkiem dobrze, tylko mam małą radę dla tych, którzy nie zawsze postępują zgodnie z przepisem: 10 liści bazylii wystarczy, naprawdę nie trzeba więcej ;)
Zamiast pieprzu dodałam szczyptę gałki muszkatołowej, która zdominowała (pozytywnie!) smak zupy.
A jednak nawet zwykłe są przetwarzane termicznie (byłam przekonana, że skoro są najtwardsze, to są surowe). Czyli surowe są jedynie samodzielnie wykonane w płatkownicy (bywa dodatkową funkcją w młynkach do mielenia mąki). Zwykłe są jedynie najmniej przetwarzane, górskie trochę bardziej, a błyskawiczne oczywiście najwięcej.
Myślałam, że skoro można sobie zrobić płatki owsiane/jęczmienne/ryżowe/jakiekolwiek w domu, to te sklepowe zwykłe też są surowe...
Uwaga: jeśli namaczamy orzechy, to czas przygotowania wyniesie parę godzin, jeżeli jednak nie, to spokojnie zmieścimy się w godzinie :)
Można ciasto posmarować kremem i przystroić owocami, a następnie wstawić do lodówki na 2-3 godziny, krem zgęstnieje. A tuż przed podaniem przygotować kwiatami, to nie zwiędną.
Pychota! Uwielbiam!
Zapomniałam dać mąki ziemniaczanej i nie miałam akurat curry. Wyszło mi za dużo twarożku i posmarowałam nim też wierzch. bo się za późno zorientowałam i miałam już kwiatki rozłożone.
Połączenie gałki muszkatołowej i czosnku - jak zwykle pyszne! :)