Jak się cieszę, że znalazłam prosty przepis na czerwoną kapustę, bo do tej pory nigdy nie miałam na nią pomysłu. Danie wyszło smaczne, ale nie chcę dawac oceny, bo zrobiłam je bez cytryny (nie miałam)
Pierwszego dnia, jeszcze ciepłe, nie zachwycało. Drugiego dnia wyszła na jaw jego pyszność. Nawet krewni wegefobi zajadali się i wręcz się domagali więcej.
Wskazówka natury praktycznej: można śmiało robić z gotowej masy makowej (uprzedzając krytykę: wiem, że zdrowiej mielić samemu) - wychodzi bardzo dobre.
Niebo w gębie. Bardzo sernikowe, nawet moja mama (która zarzeka się, że nie lubi wegańskich dań udających tradycyjne) chwaliła. Następnym razem dodam mniej cukru i więcej kwaśnego (może sok z cytryny), ale nawet bez tych modyfikacji daję maksymalną ocenę. Zrobiłam z mąki bezglutenowej i z domieszką karobu - jak widać, bez uszczerbku na walorach smakowych.
Niestety, lukier spływał z ciasta niczym woda i zupełnie się nie lepił. Przyklejone skórki, mak i migdały odpadają przy lada dotknięciu. Dałam jeszcze więcej cukru i nie pomogło. Być może wody powinno być 1/8 szklanki...
Rewelacja. Na bazie tego przepisu zrobiłam też wegańskie Ferrero Rocher: z masy robimy kulki z orzechem laskowym w środku (jak masa trochę stężeje, to poddaje się takiemu formowaniu) i otaczamy nie w wiórkach, a w rozdrobnionych orzechach.