Wyszło dobre nawet bez papryki. Można robić!
Jaka jestem zadowolona, że udało mi się zutylizować całe pół białego chleba (paskudztwo na spulchniaczach, goście kupili i zostawili w lodówce: zjeść nie sposób, a wyrzucić było mi szkoda).
A teraz aktualizacja z następnego dnia: wrzuciłam do kremu czekoladę, roztopiłam i wrzuciłam pokrojone banany. !!! Niebo w gębie!!! I jedna gwiazdka więcej dla kremu.
Wspaniały przepis na coś słodkiego z niczego. Nie miałam bananów ani migdałów, ale na szczęście znalazłam wiórki i figi i teraz się zajadam figami pływającymi w kremie kokosowym.
Kapitalny przepis. Jest sposób na zbyt zimną margarynę - dorzucam ją na patelnię do dopiero co uprażonych ziaren słonecznika i ona się tam prawie zupełnie roztapia.
Ale jak już zrobicie z butelki i wyjdzie Wam niedobre, to nie wyrzucajcie! Oto sposób na uratowanie dania (zaimprowizowany przed chwilą):
1. podsmażyłam cebulę i wiórki
2. wiórki doszły szybciej niż cebula, więc całość dodusiłam
3. sypnęłam kurkumy i curry
4. zmieszałam z podsmażonym ryżem (brązowym, bo akurat traki miałam pod ręką).
Wyszło całkiem całkiem.
Zaprawdę, nie dodawajcie soku z butelki! Cebula nie puściła soku, całość była sucha i ostra (potem kwaśna, jak próbowałam ratować sytuację dodatkowym sokiem), nie dało się zjeść.
Wyszło zjadliwe, ale mdłe i nijakie. Mam nauczkę na przyszłość, żeby nie korzystać z przepisów, gdzie nie ma podanych proporcji ani sposobu przygotowania.
O tak - trudno sobie wyobrazić danie prostsze do przyrządzenia. Skorzystałam ze wskazówki Malade i dodałam koncentratu pomidorowego. I to był bardzo dobry krok.