Pyszne i proste. Osobom, które lubią mocno kakaowe budynie, radzę od razu wsypać 4 łyżeczki kakaa zamiast 2 (ja dałam 4 łyżeczki, a następnym razem wypróbuję jeszcze więcej).
Na pewno to danie ma potencjał. Niestety, nie trafiłam z przyprawami: po pierwszych próbach było mdłe, potem ostre, ale nadal bez smaku. Szkoda, że autor nie zasugerował przypraw, które jego zdaniem warto dodać.
Przepyszne. Nie spodziewałam się, że połączenie kalafiora z soczewicą da tak wspaniały efekt. Będę robić często.
Nie daję oceny, bo nie miałam spiruliny - ze spiruliną zapewne byłoby jeszcze lepsze.
Słodkawy kalafior świetnie się komponuje z wytrawnym winegretem. Żałuję, że nie dałam czerwonej cebuli. Zwykła cebula niestety jest tu trochę za ostra.
Zdjęcie, które zostało wklejone do tego przepisu, pochodzi z dodatku kulinarnego do niemieckiej gazety z lat 90-tych. Najwyraźniej autorzy "moich wypieków" korzystają z tej samej bazy zdjęć.
Zdumiewająca potrawa. Smak, zapach i wygląd - w porządku, natomiast sama koncepcja - genialna. Nie udało mi się znaleźć tofu fety (przypuszczam, że przestali je produkować, bo szukałam daremnie przez cały rok), więc zrobiłam z tofu sałatkowego Orico. Na podaną proporcję białka idealnie wystarcza 1 opakowanie 125 g.
Wyborne! Można pomylić z prawdziwą jajecznicą.
Zamiast zwykłej soli użyłam czarnej (akurat miałam pod ręką - dodała jajecznego zapachu) i dorzuciłam szczypiorek (bo u mnie w domu to danie podawano ze szczypiorkiem właśnie).
"Następnie dodać paprykę i pietruszkę". Skąd tu się wzięła pietruszka? Na liście składników o pietruszce nie ma mowy. Może autorka przepisu mogłaby uściślić tę kwestię, bo irytujące jest dowiadywanie się podczas gotowania, że właściwie teraz należałoby zdjąć garnki z ognia, zapowiedzieć rodzinie lub gościom, że obiad będzie godzinę później i udać się w świat na poszukiwania otwartego spożywczaka (jest niedziela, mili państwo), z nadzieją, że będą mieli owąż pietruszkę.
Galaretka wyszła taka sobie. Zapewne gdyby autorka zadbała o podanie proporcji, efekt byłby inny. Łyżeczka agaru na litr wody okazała się dalece niewystarczająca. Może chodziło o czubatą? W każdym razie moja galaretka jest raczej mdłą zupą. Co za rozczarowanie.
To mój kandydat do kulinarnego Nobla. Smakuje jak najlepszy bigos z mięsożernych czasów! Zrobiłam wersję bez marchewki, a za to ze śliwką, parówkami sojowymi i tylko z kilkoma łyżkami koncentratu.
Wyszło całkiem dobre. Nie oceniam w gwiazdkach, bo zrobiłam z modyfikacjami (nie wszystkie składniki miałam w domu).
Aneta, żeby naleśniki odchodziły od patelni, wystarczy przed pierwszym naleśnikiem wlać na patelnię trochę oleju. Potem rzeczywiście można więcej nie dolewać.
Wspaniałe ciasto. Zrobiłam je dziś trzeci raz i za każdym razem wychodzi pyszne. Na wegańskie petitki się nie natknęłam, więc użyłam Holenderskich San.