o przepraszam, wkradl sie błąd. już wszystko naprawiłam. a następnym razem prosiłabym, abys wszelkie usterki zgłaszał(a) mi mailem, a nie w komentarzach... niestety człowiek jest omylny i trzeba sie z tym liczyć; a w komentarzach lepiej dodac jakąs ocene potrawy zamiast takich uwag - bardziej sie przyda reszcie uzytkowników ;))))))
hmm, uwielbiam nalesniki z pieczarkami :)
o wiele bardziej lubie takie niz np. z dzemem ...
chociaz w polce nalesniki kojarza sie glownie z potrawa na slodko, mozna je nadziewac naprawde przeroznymi farszami i sa pyszne!
proporcje sa podane na 4 gofry.
bardzo wygodnie jest roztapiac masło w mikrofali, najlepiej odrazu w pojemniku, w którym będzie robiło sie ciasto - mniej zmywania :)
żeby jednak nie eksplodowało (może sie przegrzać i naprawde efektownie wybuchnąć) należy cos do niego włożyć. ja sypię trochę mąki - i tak jest w przepisie ;)
jeszcze raz ci powtarzam: masło może być roślinne. prosze, zrozum to wreszcie. a jesli chcesz o tym podyskutować, podaj adres lub napisz do mnie na priv.
co do żóltego sera, to nie jest on koniecznym składnikiem. możliwość jego dodania została opisana we wskazówkach, a nie składzie. jednak, żeby wszystko bylo juz ścisłe, dodałam stosowną uwagę. mam nadzieję, że to cie usatysfakcjonuje.
bardzo mi sie spodobał ten przepis, ale niezbyt mi smakowało. albo mi nie wyszlo albo po prostu przepis jest niezbyt. mimo wszystko stawiałabym raczej na to pierwsze ;-)
moje rady to:
- nie oszczędzać czosnku
- bakłażany smarzyc najpierw od zewnatrz, bo miąższ bardzo chłonie olej. przy okazji nie przesadzac z płomieniem bo się z lekka sfajczą.
- generalnie oszczednie z olejem - jak dla mnie za tłuste wyszło.
- zaglądać czasem w czasie pieczenia i w razie czego dolewac wody; inaczej może conieco sie przypalić.
hmmmmm. mogę jeszcze sprawdzić, ale wydawało mi się, że to żelfix sprawdzaliśmy na zlocie w toruniu i przeszedł. andy, ty powinienes najlepiej pamiętać, bo to dla ciebie wybieraliśmy.
sezon na pomidorki sie niestety skonczyl. teraz mozna conajwyzej kupic pomaranczowa wate :-(
ale w pascie mozna je zastapic ..... ogorkiem :-) oczywiscie smak sie zmienia, ale jest rowniez smaczna. i fajnie chrupie ;-)
wow, naprawde fantastyczne. kombinowalam jak kon pod gorke a i tak wyszlo pycha. nie mialam duzej patelni wiec wzielam jaka mialam. warzywa sie nie zmiescily, wiec je udusilam (na parze wlasciwie) zamiast usmarzyc. bylam glodna, wiec makaron nie lerzakowal dwoch godzin w lodowce ;-P a obie z mama oderwac sie nie moglysmy. zestaw warzyw bardzo dobrze sie po prostu laczy smakowo z makaronem.
niedawno jadłam kupna sałatkę, bardzo podobna do tej. była niewiarygodnie przepyszna!
miała w sobie jeszcze jabłuszko, a część cebulki była zastąpiona porem. skoro znalazlam juz ten przepis i wiem mniej więcej, jakie powinny byc proporcje, grzechem byłoby nie wypróbować... :-P
sa np. w sklepie z zarciem orientalnym na poznanskiej 1 (bliżej lwowskiej niz centrum). w razie czego: poznanska idzie równolegle do emilii plater. zreszta pewnie nie tylko w tym, ale w kazdym sklepie z zywnoscia orientalna je znajdziesz.
żartujesz?????? a czytałas kiedys sklad?
większosć to semolina i woda, nic poza tym.
i nie ma sie co obawiać, że znjdzie sie tam pomimo tego jajko, ponieważ jet to produkt drogi i producenci raczej zawyżą ich ilosć niż zatają. kiedys był taki program test-poradnik konsumenta. raz testowali tam makarony. okazało się, że często makaron ma napis, że jest 4 lub 6-jajeczny, a w rzeczywistosci zawierał jedynie barwnik.
więc spokojnie, wszystko w porządku :-)
odpowiedz umiescilam juz w komentarzach do tego przepisu:
Kolanka z karczochami [Maccheroncelli ai carciofi]
wiesz, tak w przyszłosci, jak będziesz miała jakies zastrzeżenia, to pisz bezposrednio na adres autora. tak będzie o wiele szybciej.
porażka. porażka na całym froncie. wyszła... wstyd sie przyznać :-/ wyszła... ciapa! taka nierównomierna breja.
ale to raczej wina kucharki. spieszyło mi się i nie doczytałam dokladnie przepisu, przez co nie moczyłam łyżki we wrzątku. A ciasto chyba za rzadkie w końcu zrobiłam.... klęska. ale sie nie poddam! niedługo spróbuje jeszcze raz. dzis nie, bo wojtek już zwątpił :-P
wojtek robil dzis w pracy furrore z ta pasta :-))) wniosek: jest naprawde rewelacyjna!
swoja droga reklamowal przy okazji puszkkke - taki z niego agent :-)
zapomniałam wam powiedzieć, że jesli doda sie papryke w 2 kolorach (najlepiej żółta i pomarańczową), a do tego częsc cebulki zastąpi sie szczypiorkiem, kuskus wygląda naprawde rewelacyjnie! tym bardziej, że kaszka barwi się od pomidorów na bladoróżowy kolor. i fenomenalnie nadaje sie na imprezy. sądzę, że nawet dzieci będą chętnie jadły cos tak barwnego - pod warunkiem, że zmniejszymy gruntownie dawke cebuli i czosnku oczywiscie :-)
we troje (ja z mama i wojtkiem) jednoglosnie orzeklismy, ze pasta jest pycha; nawet bez pietruszki, ktorej akurat nie mielismy. raz, ze wieczorem, kiedy napadla nas zachciewajka :-) byla nie do zdobycia. dwa, ze wojtek jej nie lubi.
wyglada tez bardzo fajnie - jak granit. przynajmniej po zmieleniu w malakserze.
skromny wojtek zazyczyl sobie jeszcze dodac, ze swietnie wykonana :-)
Własnie sie doczytałam, że z tym sosem jada się również karczochy. a dokładnie: "Najczęsciej podaje sie je całe, ugotowane, a zjada sie je, obrywając płatek po płatku i maczając w gorącym, stopionym masle, w soli, w sosie holenderskim (!) albo winegret."
Rewelacja! Na gorące dni, obok chłodnika, potrawa obowiązkowa.
I jaka przepyyyyyyyszna.
Mała uwaga: ja, jako osoba nielubiąca potraw ze zbyt dużą iloscia surowej cebuli zmniejszyłam jej dawkę o połowę.
pisząc poprzedni komentarz zmobilizowałam sie i sama postanowiłam spróbować ugotować cos takiego. tyle że nie mogłam znaleźć ładnych, surowych brokułów. kpiłam więc mróżone. i choć w trakcie gotowania wcale na to nie wyglądało, wyszło przepyszne! a wiec to wcale nie jest trudna potrawa.
a gorczyca wygląda w tym po prostu slicznie i bardzo intrygująco. sami sie zreszta przekonacie.
przepyszne! po prostu przepyszne!
najlepszym dowodem jest to, że mój wojtek-niejadek, który nie cierpi brokułów, nie omieszkał oznajmić że to dla niego niejadalne, kiedy zobaczył co ma na talerzu. a później wsunął wszystko ze smakiem pozostawiając czysty talerz i rozglądając się czy znalazło by się cos na dokładkę :-)
później mi jeszcze oznajmił, że ja też mogłabym to zacząć gotować. no i teraz juz lubi brokuły. :-)
już chyba nie muszę mówić, jak przyjemnie zrobiło się z tej okazji mojej kindze :-)
o! pycha surowka! ale poniewaz nie cierpie kminku, to go nie dodaje. a za to dodaje jeszcze jabłko i odrobine cukru. pycha zwlaszcza z ziemniaczkami i koperkiem + jakies kotleciki. niebo w gebie!
do tofu naturalnego dodalam troche ziol i szczypiorek. oprocz tego wiecej koncentratu (bo uwielbiam pomidorowe rzeczy) i trochę pieprzu bo ustalilismy, ze go brakuje.
papryka robila sie nie 20-30 min, ale godzine... chyba lepiej piec w wyzszej temperaturze.
wyszlo calkiem calkiem, choc nie skrajnie rewelacyjne. sadze ze to raczej wina kiepskiej kucharki ;-) i trzeba ja lepiej doprawić. niemniej wszyscy zjedli ze smakiem. choć co niektorzy (wojtek) ze smakiem zjedli farsz, a papryke z marudzeniem, ale tak to już jest ;-)