Niby banał, a jednak trzeba wiedzieć, jak się robi. Ja grzanki bardzo lubię, ale sama robiłam może raz. Teraz przyszła pora na naukę ;) Świetne do pomidorówki, zup-kremów i w ogóle wszystkich gęstych zup :)
Przepis jest moją wariacją na temat brytyjskiej klasyki zwanej 'Welsh rabbit'. Z sosem i surówka grzanki mogą stanowić samodzielny obiad. Na zimno, przełożone np. ogórkiem i papryką, przełamują kanapkową nudę.
Smaczna, naprawdę syta i bardzo pożywna potrawa. Po gotowaniu sojowych został mi wywar, miała być zupa, ale nieoczekiwanie moja spiżarka poszerzyła się o kasze i strączkowe i wyszła potrawka :)
Kluczem do sukcesu jest porządne odparowanie pieczarek, najlepiej je nieco posolić, żeby puściły sok i smażyć na dość dużym ogniu często mieszając, aby się nie przypaliły. Można także dodać do masy czosnek przeciśnięty przez praskę.
Tak przyrządzony makaron jest fenomenalnie aromatyczny i wprost nie można się od niego oderwać! Pietruszka dodaje mu świeżości i pięknego, apetycznego wyglądu.
Warto przygotować sobie takie przetwory, kiedy nie mamy za bardzo czasu na gotowanie (praca, studia). Wtedy otwieramy, podgrzewamy i w środku zimy zjadamy pożywne, smaczne danie. Zawsze miło powspominać jesień.
Nie do wiary, ale tego przepisu chyba nie ma jeszcze na Puszce. A jest to rewelacja! I doskonała potrawa na świąteczny stół.
Przepis pochodzi z portalu "Wielkie Żarcie", z moimi modyfikacjami (dostosowany do wersji wegańskiej).