Pasta wyszła w miarę smaczna, jednak przyda jej się jakiś pomidorek na kanapce, bo tak jakby odrobinę czegoś jej brakuje. Może to dlatego, że ja do wszystkiego staram się dodawać warzyw, bo wtedy mi lepiej smakuje. Może trzeba było dodać pomidorka lub przecieru pomidorowego do pasty?:)
Super:) Lubię selera naciowego, szczególnie nas surowo, ale mój chłopak go nie lubi, a w tej potrawie smak selera jakoś tak się rozmywa i nie ma kłopotu. Dodałam trochę słonecznika i trochę kukurydzy mrożonej pod sam koniec duszenia, żeby wyszło bardziej "treściwe" i dlatego też, że tak lubimy. Pomimo modyfikacji wyszło smaczne:).
Bardzo dobre:) Co prawda nie miałam pomidorów, więc dałam dobrej jakości przecier pomidorowy, ale i tak wyszło smaczne:). Pasował mi do tego kwaszony ogórek.
też się dziwię, dlaczego niby wegańska pizza nie może być z drożdżami. Drożdże botanicznie należą do królestwa "Grzyby". Nie należą ani do królestwa "Rośliny", ani do królestwa "Zwierzęta". Czyli to kuzyni pieczarki, która przecież jest wegańska:)
Zamiast soku z cytryny musiałam dodać octu balsamicznego z odrobiną wody, bo cytryny nie miałam, niestety. Dodałam trochę cynamonu i surówka wyszła smaczna.
Super:) quinoa gotowane z bulionem nie jest takie suche, jak zazwyczaj kiedy gotuję je na wodzie. Tempeh w tym połączeniu też smakuje mi lepiej niż w innych daniach. Szczególnie fajne są te chrupiące migdały - miałam takie ze skórką, więc zalałam je na chwilę wrzątkiem, zdjęłam skórkę, lekko obsuszyłam i od razu poszatkowałam na drobne kawałeczki (chwilę po wyjęciu z wrzątku są miękkie i łatwo się je kroi), i dopiero wtedy prażyłam je.
Nie miałam papryki wędzonej w proszku, dałam więc paprykę słodką + trochę chili do przyprawienia, a do smażonego tempeh z cebulą i czosnkiem dodałam też pokrojoną surową paprykę, po podsmażeniu jeszcze chwilę dusiłam z odrobiną wody.
Wyśmienite:) danie wywołało we mnie łakomstwo, co się (na szczęście) rzadko zdarza. Na tarce starłam tylko ogórki, bo marchewki i pieczarek mi się nie chciało - choć starkowana marchew pewnie byłaby lepsza niż pokrojona w nieduże kawałki.
Ciasto naprawdę łatwe i smakowało gościom niewegetariańskim:) dałam mąkę orkiszową z małym dodatkiem kukurydzianej, cukru 1/3 szkl., olej plus trochę wody, zamiast sody łyżkę proszku do pieczenia, dżemu 2 łyżki, ale z płatków róży, wanilię w proszku plus do tego rodzynki i migdały, reszta składników tak jak w przepisie. Wszystko to blenderem zmiksowałam i do piekarnika - co za prostota wykonania:)
Przepis brzmi kusząco, na pewno wypróbuję:)
Do Iwy Maliszewskiej - jeśli chcesz kogoś ostrzec, to lepszy byłby link do jakichś wiarygodnych badań. Póki co znalazłam taką stronę:
http://vitb17.streemo.pl/Community/Blog.aspx?BlogEntryId=30731
Co prawda jest to tylko blog, ale w miarę dobrze przedstawia sprawę - najpierw zaczyna od straszenia lnem, a kończy się na wyliczaniu ogromu korzyści dla zdrowia związanych ze spożywaniem lnu. Olej lniany jest leczniczy, o ile używa się zimnotłoczonego i świeżego, i się go nie podgrzewa, a olej do dania dodaje się tuż przed spożyciem. Oczywiście spożywa się go, jak każdy tłuszcz, w rozsądnych ilościach, łyżkę lub parę łyżek dziennie.
Len jest spożywany przez ludzi przez wieki, natomiast produkcja leków z ropy naftowej zaczęła się o ile dobrze pamiętam niespełna wiek temu i trwa do dziś... Ciężko len i naftę porównywać, ponieważ nafta nie jest żywnością.
Jarmuż zamawiam co tydzień i świetny jest do świeżo wyciskanych soków (w tej formie to lek dla oczu - luteina), ale dziś użyłam go do przyrządzenia tej potrawy i wyszło ok:). Ziemniaki pokroiłam drobno, powiedzmy w kostkę 1 cm na 1 cm, i usmażyły się ładnie.
Wyszły super - myślę, że sekret tego, żeby się nie rozpadały, to dobrze rozgrzany i w miarę głęboki olej. Mnie nie rozpadały się ani trochę. Zrobiłam je z namoczonej przez noc cieciorki, nie ugotowanej. Wszystkie składniki zmiksowałam blenderem ręcznym w misce. Dałam tylko nieco za mało przypraw, dawałam "na oko", może to dlatego. Mąkę zresztą też "na oko" sypnęłam i wyszło ok:).
Robiłam tempeh wg tego przepisu, tylko zamiast bulionu (bo bulionu nie miałam) dałam sos sojowy z wodą plus trochę cząbru. Wyszło smaczne, choć na pewno z bulionem spróbuję - prawdopodobnie wyjdzie lepsze. Tempeh lubię też taki duszony na odrobinie wody i oleju z warzywami i sosem sojowym, wychodzi z tego taka potrawka do ryżu lub kaszy:). Zreszą surowy temeh z ketchupem lub musztardą na kanapce też mi smakuje:).
Smaczna:) rzeczywiście nie ma co przesadzać ze świeżym czosnkiem, jak się ma taki dobry polski czosnek, to jeden ząbek wystarczy w zupełności. To, co najlepsze w tym przepisie, to łatwość i szybkość przyrządzania - super:)
Nie miałam cytryny, więc dodałam octu balsamicznego, ale tak malutko, i wyszło super pyszne! Marchewki też nie miałam, więc były same buraczki. Najważniejsze, że miałam słonecznik, bo bez niego by nie było takie dobre:)
Trochę mi smakowały takie buraczki, ale zdecydowanie wolę tradycyjny sposób przyrządzania. Być może jakoś źle dobrałam proporcje, szkoda, że nie ma w przepisie podanych choćby orientacyjnie proporcji składników.
Miałam akurat pasternak i dynię, więc dynię pokroiłam grubo, a pasternak cienko, i jakoś się upiekły:). Co prawda dynia to nie jest warzywo korzeniowe, ale i tak było dobre:).
Pasternak można w miarę często dostać w sklepach z żywnością ekologiczną, przynajmniej w Warszawie, bo jak jest w innych miastach, to nie wiem. Ja zamawiam warzywa przez internet prosto od rolnika, pasternak mają na stałe w ofercie.
Serwatka powstająca przy produkcji tofu podobno nie jest polecana do spożycia, ale ze względu na obecność saponin poleca się ją jako dodatek do kąpieli, powinna oczyszczać i zmiękczać skórę. ja raz już się w takiej wodzie z serwatką sojową kąpałam, szkoda mi było wylewać:). choć wolę się kąpać w rumianku:).
Pyszne i proste w przygotowaniu:). Zrobiłam je na mące orkiszowej (ok. 2/3 szklanki mąki orkiszowej razowej i 1 1/3 szklanki mąki orkiszowej białej) i pięknie wyrosły, a dodałam niepełną łyżeczkę sody. Dałam też 6 łyżeczek cukru brązowego zamiast szklanki plus trochę rodzynek i jak dla mnie wyszły wystarczająco słodkie, słodsze by mi nie smakowały. Soli dałam też mniej.
Po przygotowaniu farsz wygląda zupełnie jak na zwykłe pierogi ruskie:). Pierogi wyszły smaczne, jednak zrobiłam ciasto głównie z mąki razowej orkiszowej, mąki orkiszowej białej dodałam tylko ok 1/5 czy nawet mniej. Polecam ten przepis, jeśli ktoś lubi tradycyjne smaki:).
Bardzo smaczne danie - jadłam tylko z ketchupem ekologicznym i było pyszne. Mnie smakuje nawet sama dynia bez przypraw upieczona, ale taka naczosnkowana też jest super:)
Składniki dodałam dokładnie według przepisu. Dodałam nieco ponad litr wody i pokroiłam jabłka i suszone owoce na mniejsze kawałki niż w przepisie. Kompot wyszedł smaczny, słodki i lekko kwaskowy, taki jak lubię:).
Całkiem smaczne, choć czegoś mi w tej potrawie brakowało, może dlatego, że nie miałam oleju sezamowego? Może następnym razem dodam do duszenia jarmużu też inne warzywo lub warzywa, może też inne przyprawy, pewnie będzie mi wtedy lepiej smakowało:)
Jarmuż udało mi się bez problemu kupić w Warszawie - przez stronę internetową, gdzie zamaiwam ekologiczne warzywa od okolicznych rolników, przychodzą zawsze w czwartek te warzywa. Mrożonego jarmużu nigdy nie widziałam, prawdopodobnie nikt nie wytwarza w Polsce takiego produktu, tak myślę.