350g tofu ;) Tyle dodaję, tyle wychodzi z mojego przepisu na tofu domowe, link jest podany w składnikach :D trzeba zajrzeć. Jeśli można to prosiłabym admina o dopisanie wagi przy tofu, bo widzę nie każdy klika w linka do przepisu źródłowego, może dlatego że jest napisane "np." co sugeruje, że to może być "dowolne" tofu :D
Czy te pierniczki są/mogą być puchate? Jak prawdziwe pierniczki? Zdjęcia są piękne, ale ciasteczka wyglądają bardziej na kruche niż o strukturze pierniczka. Mam nadzieję, że domyślacie się, o co mi chodzi :D Da się w ogóle zrobić wegańskie "prawdziwe pierniki"?
Tofujadek ja też teraz kupuję w kilogramowych paczkach :D, lepiej się opłaca ( o wiele, wiele taniej wychodzi, zdaje się, że podnieśli cenę tych małych paczuszek w aptece).
Hehe, niezła historia z tą lewą soją :D Istnieją też "tofu" (tak taką mają nazwę) z ziarna innego niż sojowe, z grochu/ciecierzycy. Nazywa się to burmese/shan tofu. Nie przypadło mi jakoś do gustu, raz próbowałam, ale odkryłam, że wychodzi z tego niezły sos (grochowy) :D
Rozszerzyłam przepis o nowe informacje, stare jeszcze uszczegółowiłam, no i przepis jest dłuższy. Obiecuję że po nowych roku go zaktualizuję.
Gdzie kupujecie ciecierzycę w puszcze? Mnie się nie udało jeszcze spotkać w markecie /kaufland,carrefour.../.
Zwykła paczkowana owszem, choć nie zawsze :D
czy aż 1/2 szklanki sosu sojowego to nie za dużo? W końcu sos jest mocny i słony. Jeszcze nigdy w życiu nie wlałam tyle na raz do potrawy :D z reguły mierzyłam ilość łyżkami, nie szklankami :D
Hm, pamiętam, że moja mama robiła kiedyś czerwoną kapustę z rodzynkami, ale zdecydowanie nie funkcjonowało to jako "bigos" :D Dla mnie to bardziej sałatka. Dawno tego nie jadłam, czas sobie przypomnieć. Zobaczymy, czy nasza wersja będzie podobna.
Hehe, miałam na myśli tylko te drobinki, które pływają na wierzchu ;P A przecedzić to chciałabym na sam koniec. Następnym razem wrzucę tylko te skórki, które udało się obrać "na raz", te dłuugie i ogryzki (powinny być cięższe) :D Bo te wypływające cholerniki już mi na nerwy działają :D Mimo przebojów, zapach jest chyba odpowiedni. Zajeżdza drożdżami :D Dziś 3 dzień, jeszcze 57, oby coś z tego wyszło.
Ok. Jeszcze tylko jedno mnie frapuje. Mam troszkę paproszków w płynie. Są to malutkie części jabłka, trudno je wybrać łyżką, bo zwyczajnie "uciekają" i nie chcą się nabrać na łyżkę ;( (niestety mój słoik jest kwadratowy, otwór okrągły, więc się ciut zwęża). Mogę te "babole" zostawić, chyba nie dam rady ich wybrać.
Udało mi się upchnąć moje skórki, kilka opornych wyłowiłam. Już żadna nie pływa na wierzchu. Teraz najchętniej już bym nie mieszała, żeby nie wprawiać ich w niepotrzebny ruch i znowu się bawić z nimi. Tylko pilnowałabym poziomu wody, dolewając odrobinę co jakiś czas. MOŻNA TAK?
Ok, będę mieszać, teraz wszystko jeszcze "świeże", więc może systematycznie mieszając, nie będę musiała wywalać tych z wierzchu (w końcu nie jest tego dużo). Zobaczymy, co przyniosą kolejne dni :D
W ogóle to kolor mojej wody jest czerwonawy, taki różyk :D
Zalałam dziś skórki jabłek (dość grubo obranych) w słoiku po kawie. Gaza mi się skończyła, zakryłam więc słoik filtrem do kawy i nałożyłam gumkę. Myślicie, że będzie OK? Czy lepsza byłaby ściereczka bawełniana? Filtr też powinien "oddychać". Ale bardziej mnie martwi to, że te skórki nie do końca zatonęły (są lekkie). Jak uratować sytuację, żeby jednak wyszedł z tego ocet?