Tak mnie kusił ten przepis, że musiałam wypróbować go natychmiast:) Zrobiłam wersję wegańską - zamiast jajek zrobiłam 'jajecznicę' z tofu. Pycha:) Co do przypraw - zamiast eksperymentów z bazyliami itd. polecam mieszankę (coś ala 5 smaków): koper włoski, kmin rzymski, sól, pieprz, goździki i cynamon. Genialne połączenie i tu sprawdza się w 100%. Krótko mówiąc - wyszło pyszne:)
Zrobiłam i mam odczucia podobne jak Daiana, tzn. zupa wyszła taka... mało "wyrazista". Użyłam mniejszej ilości wody niż w przepisie, dodałam dużo przypraw. Dodałam też imbir:) W sumie nie jest zła, ale chyba spodziewałam się czegoś podobnego do zupy pho. Następnym razem spróbuję zmiksować blenderem warzywa przed dodaniem kapusty pekińskiej - wizualnie pewnie całkiem popsuje to efekt, ale może wzbogaci smak:)
Przepis dość podobny do tego Reny, tylko mniej cukru, a więcej mleka:
1 kostka masła
1/2 szklanki cukru
1 i 1/2 szklanki mleka w proszku (najlepiej tego 'niebieskiego')
1/2 szklanki wody
Dodatki: albo wiórki kokosowe - ok. 1/2 szklanki (sypię 'na oko') albo orzechy laskowe lub migdały - podobna ilość - drobno posiekane (z dużymi kawałkami wafle kiepsko się sklejają) i uprażone na patelni.
Masło trzeba stopić, dodać cukier i wodę, dokładnie wymieszać. Po przestudzeniu dodać mleko i wiórki/orzechy i również wymieszać. Jeżeli masa będzie za rzadka - dodajemy więcej mleka w proszku; za gęsta - dolewamy wody.
Przełożone wafle zawijamy w folię aluminiową i przygniatamy czymś ciężkim (typu 12-tomowa encyklopedia:) Najlepsze są jeżeli w spokoju przestoją całą noc, ale trudno tyle wytrzymać:)
Sądząc po czasie przygotowania to raczej gotowane, a przynajmniej lekko podgotowane. Surowe będą się piekły ponad 45 minut (wersja dla cierpliwych i nie bardzo głodnych:D).