jajko wysiaduje właśnie szczęśliwa kura gdzieś bardzo daleko od wszystkich ludzi którzy chcieliby je jej ukraść;)
placki ziemniaczano - cukiniowe są rewelacyjne, z patisonem nie próbowałam, trza pokombinować. tyle że lipiec to nie jest najlepszy czas, bo do placków o wiele lepsze są starsze ziemniaki, te młode są jeszcze zbyt wodniste - pewnie dlatego był kłopot z tymi poprzednimi.
ale mam refleks ^^
komentarz niżej bardzo trafny. jak dla mnie, kanapki bez świeżego/ew. marynowanego warzywa w ogóle się 'nie liczą';), więc wychodzę z założenia że sama pasta do nich nie musi być 'kompletna' w smaku.
dlatego dodam to co powinnam była napisać od razu, że najlepiej komponuje się z kiszonym ogórkiem;)
przyciśnięta przez okoliczności, popełniłam ten pasztet z soczewicy zielonej (nawet jej nie blendowałam, rozgniotłam tylko takim do ziemniaków) - eksperyment bardzo udany:)
po przejrzeniu komentarzy postanowiłam zaparzyć płatki owsiane wrzątkiem przed dodaniem do reszty masy; myślę że między innymi dzięki temu konsystencja wyszła idealna.
a nie robicie tych cudów z soleniem i odstawianiem bakłażana? ja gdzieś wyczytałam że trzeba koniecznie i zawsze tak robię, ale w sumie chętnie odjęłabym sobie roboty;p tylko się boję że jednak będzie gorzki i zepsuje całość...
ja na kotlety (wszelakie) mam taki patent, że dodaję więcej płatków (owsianych albo jęczmiennych, raczej te drobniejsze) zaparzonych wrzątkiem. formuję i obtaczam w bułce póki masa jest ciepła, a ze smażeniem czekam aż dobrze ostygną. dzięki temu tężeją i nic się nie rozpada, i obchodzi się bez jajka:)
przepis rewelacja. piekę ten pasztet regularnie od jakichś trzech lat i zawsze wychodzi przepyszny. rzadko kiedy tak dokładnie trzymam się przepisu ^^ (no, zamieniam tylko zwykle marchewki na kawałek cukinii, nie znoszę tej pierwszej;p). to trochę takie moje popisowe danie na spotkania z nie-wege - jeszcze się nie zdarzyło żeby komuś nie smakowało.
może to nie jest najlepsze miejsce na takie tematy, ale... jeżeli coś nazywa się jak zwierzę albo jakaś jego część, to zdecydowanie nie chcę mieć tego na talerzu. ale już nazwy potraw, jak 'kotlet' albo nawet ten 'smalec', to myślę że dobrze jest 'odczarować' pokazując że wcale nie muszą oznaczać czegoś mięsnego.
a pasta fajna, robię dość często podobną, ale zawsze dodawałam do niej czegoś pomidorowego - chyba nawet nie przyszło mi do głowy żeby spróbować bez;p trzeba to nadrobić.
bardzo fajny przepis. ugotowałam większą ilość, dość beztrosko traktując proporcje i dodając nieco czerwonej papryki, bo zielonej miałam mało. mi jednak bardziej smakowała zupa w wersji na ciepło, bez maślanki za to z pieprzem i koperkiem, ale mężczyzna stwierdził że oryginał to naprawdę porządny chłodnik, więc z czystym sercem polecam.
świetny pomysł (na przemycenie kaszy ^^), nie wpadłabym na to:) tylko teraz, czy to wyjdzie bez jajka? wydaje mi się że przy tej ilości mąki ziemniaczanej nie powinno być problemu, ale w sumie nie robiłam nigdy klusek śląskich, więc trochę się boję eksperymentować...
dziwne trochę że w przepisie nie ma soli;p ja jednak dodałam.
nie udało mi się wyłapać momentu kiedy ziemniaki są gotowe, sprawdziłam - były dość twarde, a za chwilę już się zaczęły rozpadać;/ ale w smaku pycha, zrobiłam w wersji z czerwoną papryką i chilli. na pewno wrócę do tego przepisu:)
obłędnie pyszne. trochę się obawiałam podejścia do tego warzywa, bo w mojej rodzinie jadało się tylko pestki... ale już wiem, że u mnie będzie częstym gościem.
wielkie dzięki za przepis.
dobrym pomysłem jest nadzianie farszem takiego długiego prostokąta przez całą szerokość stolnicy, potem wystarczy tylko pokroić na odpowiednie kawałki - dużo szybciej niż zawijanie każdego z osobna.
poza tym to jest dokładnie to czego szukałam, przepis na wegańskie ciasto do 'pasztecików' - dzięki, na pewno wypróbuję:)