no przecież wszystko jasne:)....filizanki maja po 150 ml, w pierwszej kolejnosci jest podana ilosc wg przepisu, a dalej w nawiasie zwiekszona porcja, ktora stosuje autorka....(tak przynajmniej ja to zrozumiałam)
czyli oryginal:
2 filiżanki(150 ml) mąki
2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 filiżanka cukru
1 opakowanie cukru waniliowego lub aromat
10 łyżek oleju
1 filiżanka wody (może być gazowana)
1/2 filiżanki mleka roślinnego ,
a w wersji alternatywnej:
-380 g mąki
-3 łyżeczki sody oczyszczonej
-240 g cukru
1 opakowanie cukru waniliowego lub aromat
190 ml oleju
1,5 filiżanki - 350 ml - mleka roślinnego
ja rozumiem to tak, ze smazymy i zwijamy pierwszy omlet,a potem kiedy usmazymy drugi, zawijamy go dookola tego pierwszego, apotem jeszczewszystko owijamy trzecim omletem- czyli wychodzi jedna rolada z trzech omletow:) i podejrzewam,ze wyglada to inaczej niz na zdjeciu
nie za gesta ta owsianka? ja daje 6 lyzeczek platkow na jakies 300ml wody, plus jablko i garsc rodzynek najczesciej, i cynamon, bez soli....gestnieje w kilka minut....no i juz w miseczce posypuje jeszcze slonecznikiem np
zrobiłam troche inne ciasto - zamiast bez mleka, oleju i maki kukurydzianej dalam pol kostki margaryny....moje pierwsze w zyciu paszteciki wyszly przepiekne i przesmaczne....aha robiłam tym wspomnianym sposobem- robienia nadzianego farszem "walca" i krojenie w poprzek na paszteciki - i tak, po pierwsze jak juz zwiniemy warto odczekac pare minut - ciasto wtedy lepiej sie kroi, po drugie dobrze jest farsz(kapuste) przpuscic przez maszynke, blendowac - wtedy latwiej by sie kroilo...ja tego nie zrobiłam i bylo troche trudniej
faktycznie, juz zapomnialam , ze kiedys dodawalam do ciasta mleko - nie wiem skad mi sie to wzięło...od lat wystarcza mi woda i kropla oliwy........aczkolwiek, przepis był zamieszczony w kategorii "bez ograniczeń" i nigdzie nie określałam go mianem "wegańskiego" więc niech panikasia sie sera nie czepia;)
a ja tym razem zostawilam w 50 stopniach juz w foremce i poczekalam az pieknie wyrosnie...i dopiero wtedy zwiekszylam...a jak juz z wierzchu byl lekko przypieczony zmniejszylam temp i jeszcze prawie godzine mu dalam....i wreszcie sie udalo - chlebek pyszny (no i jescze u mnie ciasto bylo gestsze i troche wiecej drozdzy - bo akurat mi zostalo i tak troche na oko) mysle, ze wlasnie trzeba dac ciastu porzadnie wyrosnac no i nie spieszyc sie z wyjmowaniem...
nie do konca rozumiem co oznacza w tym przypadku "rozgotowanie" - groszek z puszki jest juz ugotowany .....i tak jak pisalam, zalezy na jaka puszke trafimy - czasem 2 minuty po zagotowaniu wszystko sie rozpadnie, czasem trzeba pomóc - zeby zupa przeszła przyprawami wysztarczy 5 minut , a dluzsze gotowanie nie szkodzi ale troche psuje kolor
ja nazywam tą zupę "jarzynową na winie" , bo robi się ją właśnie z tego , co sie nawinie,
z fajnych dodatków dorzuciłabym jeszcze jeszcze : koperek, buraczek (jesli sa pomidory zwłaszcza - poprawiaja kolor), oliwki, por, ciecierzyce, w sumie wszystko...swietna sprawa, kiedy trzeba oproznic lodówkę
aha, i ja generalnie jak daje do zupy makaron, to juz bez ziemniaków raczej, jak ziemniaki, to bez makaronu....