Co do tego mętnienia to mi kiedyś wszystkie zupki takie wychodziły, ale od czasu dobrej rady mojej babci już mam czyste klarowne wywary. Babcia w trakcie gotowania zupki raz po raz zagląda do garnka i wybiera tą szarą pianę, która się zbiera na górze, którą nazywa "syfkami" (a ona robi rosół na mięsie i kościach, więc tych syfków jest sporo). Robię tak samo przy wywarach warzywnych i działa, można nawet podgotować na większym gazie.
Komuś się udało to "lniane białko"? Bo zapaliłam się do pomysłu, gdzieś kiełkowały we mnie złe przeczucia, ale ignorowałam. I okazało się, że źle. Bo nawet jeśli nie wiem jak gęsty byłby "glutek" z siemienia, to w wysokich temperaturach (smażenie) robi się niemal płynny. Wszystko mi pospadało, a patelnię szorowałam długo, bo glutek tworzy cienką warstwę przypalenizny, trzeba skrobać (mam żeliwną patelnię).
Wykombinowałam alternatywę - mąką z wodą jako pseudo-jajko i obtoczyć w dużej ilości siemienia. w trakcie smażenia glutek się wytwarza, ale nie rozpływa się, a wszystko gruntownie zlepia, dość gruba panierka z tego wychodzi.
A z tym majonezem to zobaczę.
Jak naleśniki mają być lakto-ovo to zawsze robię na 3 -3szkl mąki (z otrębami jak ktoś chce), 2szkl mleka i 1 wody (proporcje płynne-płynów ma być 3 szkl), 3 jajka.
a do szpinaczku zawsze dodaję trochę imbiru, takie zboczenie:-)
A potrawa b. smaczna:-)
Dobre do wałówki studenckiej:-) W akademiku nie wszystko da się tak łatwo i szybko przygotować jak w domu, a i często się nie chce:-) . Poza bazylią wrzucam jeszcze co mi się pod rękę nawinie, a jako tako się konponuje.Cudowne do twarożku, dipów i masy innych rzeczy, w zupę też można trochę wpakować. Mój segment po roku "prawie" przyzwyczaił się do mojej czosnkomanii:-)))
Świetny sposób na wykorzystanie orzechów, których masa zalegała u mnie w domu. Zamiast marchewek dodałam przesmażone pieczarki - też pychotka. Po pół godziny od wyjęcia z piekarnika zniknęła już ponad połowa pasztetu:-) Nikt się nie chce przyznać do winy:-)