Gdzieś czytałam, że dzięki temu pozbywamy się goryczy.
Kiedyś faktycznie nie uprażyłam i nie była najlepsza, ale może to był po prostu wypadek przy pracy.
Nie jestem ekspertką ale wydaje mi się, że może się ścinać od zbyt wysokiej temperatury, bo to jeden z czynników powodujących ścinanie się białek, patrz jajecznica. Ale nie jestem pewna. W sumie w takim wypadku podczas gotowania też powinno się ścinać. Chyba że wymaga innego środowiska. Poddaje się. ;) Spróbuj kiedyś dodać mleko do chłodniejszej kawy. Nie zaraz po zalaniu. Może się uda. ;)
Nie miałam jogurtu i nie dodałam kardamonu, ale samo mango plus mleko sojowe(tylko woda i soja) jest bardzo ok. A mojego mango było zdecydowanie więcej niż 1/4 szklanki. Jak zmiksowałam w blenderze, to wyszło jakieś 200 ml chyba.
Zrobiłam połowę porcji, i trochę pomieszałam z przyprawami, bo okazało się, że nic już nie ma w szafce. I tempeh był wędzony, bo taki miałam. Do mnie nie trafiło jakoś specjalnie, może kolejnym razem. Za to moja mama była zachwycona. Powiedziała, że TO może jeść. Chyba pierwszy raz jej coś tak bardzo, bardzo smakowało. Coś mojego wyrobu. ;) Jadła zimne, było tam tylko kilka nitek makaronu i, jak twierdzi, mogłaby jeść sam sos. Słowem, jak chcecie przekonać kogoś do swoich racji, to polecam. ;)
Ja potraktowałam malakserem najpierw surowe warzywa, a potem zmieliłam razem z soczewicą, nienamoczonym słonecznikiem i resztą składników. Dodałam odrobinę siemienia mielonego z gorącą wodą. W sumie nie jestem pewna czy to on zapewnił spoistość masy, ale mój pasztet w ogóle się nie rozpada. Robiłam z podwójnej porcji, piekłam bodajże 30 min. Wymiary blaszki to mniej więcej 25x12x8. Korzeń selera, wg mnie, super się tutaj spisuje. Polecam nawet tym, którzy za nim nie przepadają. Ja zmieniłam o nim zdanie. ;D
Czekolada w proszku i kakao w granulkach dla dzieci, z tego co pamiętam, zawierają mleko w proszku albo inne tego typu upominki. Przynajmniej niektóre z nich. ;)
W książce "Zaskakujące tofu" często pojawiają się przepisy na tofu smażone w większych plastrach, wcześniej odsączone i obtoczone w mące kukurydzianej, ale bez sosu sojowego. Daje radę. ;)