Pominąć sok pomidorowy i część bułki tartej (bez sensu :)), dokwasić sokiem z cytryny i jest pycha! (A, i to gotowanie nie wiem, po co - warto zostawić na kilka godzin, żeby się smaki przegryzły, jak z każdą pastą, ale to wszystko).
Taka owsiana klasyka. Brakuje czegoś do przełamania smaku - może żurawiny? Zrobiłam z aromatem waniliowym, na mące razowej orkiszowej. W sam raz do kawy.
Jeszcze jedno: ciasto w rzeczy samej w smaku wydaje się czekoladowe, co jest bardzo dziwne :) Ja robię z mąki graham, bez domieszki, z aromatem rumowym (wolę od waniliowego).
Po wyjęciu lepiej zostawić do wystygnięcia, bo może się inaczej wydawać zupełnie surowe w środku, a jak chwilę "przeschnie", to wrażenie mija.
Pyszniutkie :) Posypałam jeszcze po wierzchu płatkami migdałowymi. Nie dosładzałam, tylko rodzynkami (niezblendowanymi). Następnym razem spróbuję z daktylami.
Niedobre i bez smaku, mimo że przyprawiłam. Lepiej ze składników zrobić normalne leczo, dorzucić jakieś oliwki, kukurydzę czy ziemniaczka (co kto lubi), i podawać z ryżem).
Po pół godzinie w mocno nagrzanych piekarniku warzywa wciąż "chrupały", zostawiłam na 45 minut.
Pycha :) Zamiast pomidorów z puszki dałam świeże (6 na podwójną porcję), posiekane drobno i dorzucone do cebuli, po tym, jak się zezłociła. Jak pomidory i soczewica całkowicie zmiękły, dopiero je ze sobą wymieszałam.
Pozmieniałam też trochę przypary: curry zamiast kurkumy, mniej kminku, bo nie lubię, za to dużo więcej gorczycy i imbiru.
Proste, szybkie, sycące. Z podwójnej porcji wychodzi obiad na 4 dorosłe osoby.
Ok. Placki wyszły WSPA-NIA-ŁE. Cała rodzina (normalnie mięsożercy) pałaszowała. Co najważniejsze: odsitkowałam pół litra soku, na dwie średnioduże cukinie i kilka małych ceublek utartych.
Trochę zmieniłam przepis, bo nie miałam w domu mąki kukurydzianej ani sojowej. Dałam po łyżce: mąki pszennej, kaszy kukurydzianej, płatków jęczmiennych drobnomielonych, otrębów pszennych, mąki ryżowej. Do ciasta dodałam dwie łyżki oliwy z oliwek, a smażyłam na suchej patelni teflonowej. Przyprawiłam pieprzem, solą, cayenne, ziołami prowansalskimi, oregano dodatkowo i chyba coś jeszcze.
Placki wyszły zwarte, nie sypały się ani trochę. Pachniały jak nie wiem.
Pycha, pycha, pycha.
Po wtarciu cebuli i posoleniu, odlałam już z tej pulpy pół litra soku. Teraz zostawiłam ją, żeby jeszcze trochę popuściła.
Pierwszy raz robię, ciekawam, czy wyjdą rzeczywiście placki z tego.
Wspaniałe. Dzisiaj zrobiłam po raz pierwszy. Trochę nazmieniałam (2 łyżki oliwy, 3 łyżeczki curry, jabłka półsłodkie i więcej pomidorów), ale wyszło cudownie. Jestem początkującą weganką (po 10 latach wegetarianizmu) i takie właśnie wysokobiałkowe i treściwe potrawy (a zarazem łatwe do przyrządzenia i bez wymyślnych składników) to jest to, czego szukam.