Pierwszy raz w życiu robiłam pączki i nie spodziewałam się, że będą aż tak dobre. Babcia się dopytywała, jak zrobiłam takie dobre pączki bez jajek ;-) Dodawajcie tofu, bez niego też wychodzi, ale ono zmienia smak i konsystencję ciasta na lepsze (u mnie ok. 300g). Ja dodałam też szczyptę soli, skórkę pomarańczową i aromat waniliowy (polecam, pachniało pięknie w całym domu).
Zrobiłam dzisiaj w ramach poprawy paskudnego nastroju. Nastrój poprawiony :-)
Jak zwykle podjadałam jeszcze gorące i wydały mi się zbyt mokre w środku i takie... bez smaku. Dopiero po ostygnięciu stają się dobre, więc nie podjadać! ;-)
Dałam 2/3 szklanki nierafinowanego cukru i były słodkie (a miałam kwaśne jabłka), więc jak ktoś nie lubi słodkiego, to 1/2 wystarczy. Trochę czuć mąkę.
Naprawdę można dać samą wodę? Nigdy nie piekłam bez tłuszczu, więc teraz też przezornie zmieszałam wodę z olejem. Jednak jeśli się da (?) wolałabym samą wodę - zawsze to parę kalorii mniej.
Properku, nie rozumiem, po co dodawać niezliczoną ilość komentarzy o tym, jaka to zupa jest obrzydliwa. Nie zaśmiecajmy Puszki! Masz prawo do własnej opinii, ale wystarczyłoby napisać, że ci nie smakuje i podać przyczynę ;-)
Według mnie zupa jest pyszna (mówi to zaciekła przeciwniczka pomidorów w stanie ciekłym). W dodatku tania i szybka. Po kilkukrotnym przygotowaniu wprowadziłam jednak drobne zmiany (chyba każdy tak robi?): paprykę i pomidora obieram ze skórki, dodaję trochę pomidorów z puszki i czosnek granulowany zamiast świeżego, a sól równoważę niewielką ilością cukru. Aha, i paprykę wrzucam dopiero do garnka, jest wtedy twardsza i bardziej wyczuwalna.
A jeśli komuś przeszkadza rzadka konsystencja (którą ja bardzo lubię) może warto zakręcić parę razy blenderem w garnku?
Pierwsza próba i ciacho niestety nie wyszło :-( Urosło bardzo ładnie, ale w środku jest prawie surowe, choć piekłam pełną godzinę. Mimo to spróbowałam i w smaku jest świetne! Zamierzam zrobić drugie podejście - tym razem dam tylko połowę mąki razowej i zmniejszę wszystkie proporcje do 3/4, bo mam wrażenie, że było trochę za wysokie na moją foremkę. Mam nadzieję, że wyjdzie, bo smakuje naprawdę obłędnie! ;-)
To mój pierwszy wegański pasztet i (o dziwo!) wyszedł dokładnie taki jak na zdjęciu - z wierzchu ładnie się przypiekł, a w środku jest mięciutki i łatwo się rozsmarowuje. Zamiast surowych użyłam gotowanych warzyw wyłowionych z bulionu (może dlatego się nie rozlatuje) i piekłam godzinkę w przedpotopowym piekarniku ;-) Jest dobry, ale daję 4 gwiazdki - następnym razem użyję innych przypraw i zblenderuję wszystko na jednolitą masę. Jakoś drażnią mnie te grudki wewnątrz :-P
Zrobiłam bez kruszonki czy polewy, za to z dodatkiem cynamonu i rodzynek. Wyszły bardzo dobre :) Ładnie rosną, w środku są wilgotne i puszyste. Przezornie zredukowałam jednak ilość cukru do 1/2 szklanki i dla mnie są w sam raz - ale to już kwestia gustu. 3/4 szklanki dodałabym dopiero, gdyby banany były jeszcze niedojrzałe. Następnym razem rodzynki zastąpię pokruszoną wegańską czekoladę. Pycha!