Nie, to nie była dynia hokkaido, choć ta jest zdecydowanie lepsza. Ta z przepisu to była taka zwykła. Oczywiście można ją udusić od razu z cebulą. Tak nie próbowałam więc jak ktoś spróbuje, to niech napisze o efekcie. Ja zwykle mam dynię zamrożoną i podgotowuję. Odcedzam, bo nie chcę zbyt wodnistego sosu, raczej preferuję gęstszą konsystencję i dynię po części rozgotowaną a po części w kawałkach (co jest chyba trudniejsze do uzyskania przy duszeniu). Co do mdłości, smaku - to zdecydowania kwestia 1. gustu 2. przyprawienia.
Bardzo smaczne, choć trochę za mało posoliłam i delikatnie zjarałam (w piekarniku, którego jeszcze nie wyczułam). Zamiast jaglanej miałam kuskus ze śniadania, dodałam też resztkę zarodków pszennych, choć te pewnie nie zmieniły ani konsystencji ani smaku. Przed przewróceniem posmarowałam po wierzchu oliwą, nie przywarły. Generalnie wyśmienite!:)
A jak zrobić, żeby otrzymać mało w takiej formie jak na zdjęciu? Bo to wygląda jak przeciśnięte przez coś? Poza tym, zrobiłam wg tego przepisu z wiórek kokosowych, trzecią dobę mleczko stoi w lodówce a na nim tylko cieńka warstwa białej "skorupki" czyli masełka. Dlaczego tak mało? Proszę o jakiś komentarz. Pozdrawiam!
Zrobiłam z mlekiem sojowym, zalałam chleb tyle, żeby całe mleko wsiąkło. Dodałam też czosnek. Wyszły całkiem ok. Może nie porywające w smaku, ale całkiem fajna odskocznia od kotletów selerowych uwielbianych w moim domu.
Ech, napaliłam się na to ciasto i już myślałam, że to będzie piękny dzień, ale wyszedł mi zakalec i nici z deseru:( mam nadzieję, że się odważe spróbować jeszcze raz za jakiś czas.