Wyłożyłam ciastem blachę, taką sporszą, i wyszedł mi po prostu półkruchy spód z kardamonem i cynamonem (dodałam też trochę ksylitolu, chyba niepotrzebnie). Bardzo cieniutkie, użyłam sody zamiast proszku. Włożyłam kremem jaglano-kokosowym i truskawkami polanymi wiśniową galaretką agarową, zapowiada się pysznie (jeszcze nie jestem pewna efektu, tylko podjadałam, blacha chłodzi się w lodówce). Ale jako takie ciasto "hurtowe" dla większej ilości osób super :D Tylko musi być trochę więcej "treści".
Mi jakoś tak nie podpadła do gustu. Dodałam jeszcze trochę chilli i czubricy, ale nadal ten słodki smak mi nie pasuje. Choć przepis fajny, bardzo prosty, ale mam widocznie inne kubki smakowe :P
Przepis bardzo fajny, ale zdecydowanie to nie było 30 minut. Nie mogłam wytrzymać i trochę zmieniłam przepis dodając mleko i "zaklepkę" do farszu. Mimo wszystko bardzo dobre.
Najbardziej problematyczne było usmażenie kapeluszy - jak Ty to zrobiłaś? Z pewnością nie były dosmażone, a wyciekająca z nich woda w połączeniu z olejem strasznie "strzelała". Na dodatek, kiedy smażyłam je od spodu, w kapeluszowej miseczce zbierała się woda, którą potem trzeba było wylewać. Coś mi nie pasuje.
To był mój pierwszy w ogóle eksperyment z mlekiem sojowym i nie mam porównania z kupnym. W każdym razie BAARDZO mi nie smakowało, jednak jeśli się je doda np. do kaszki manny albo do ciasta, jest idealnie. Nie mam żadnych syfków na dnie ani nic, 4 warstwy gazy. Teraz właśnie chcę spróbować z wymrażaniem i blanszowaniem soi przed zrobieniem mleka, może dzięki temu mleko będzie mniej "fasolowe".