puszka.pl - pysznie!

Przecier pomidorowy Gandalfa

Gandalf odszedł od nas nagle zostawiając wielką dziurę w sercach, ale przepis i cała jego mądrość pozostanie. Te pomidory będą miały dla mnie wyjątkowy smak...


Rodzaj diety: wegańska

Składniki:

10-15 kg pomidorów
0,5 łyżeczki soli na każdy litr przecieru

ew. dodatki smakowe:
- z czosnkiem: 1-2 ząbki czosnku na mikser (około 0,5 litra przecieru).
- z ziołami (suszona/zielona bazylia, majeranek, tymianek, cząber, pieprz): tu ilość trudno powiedzieć, bo dodaję "na oko", do smaku.
- z zielonym (naciowym) selerem: miksuję z pomidorami liście (z łodygami) selera. Ilość oczywiście "na oko". Smak specyficzny, ja lubię, mama nie.
- z korzeniem selera: miksuję z pokrojonymi kawałkami korzenia. Jak zwykle "na oko". Mama nie ma zastrzeżeń :-)

Przygotowanie:

Zaczynasz od najmniej przyjemnej czynności, czyli od umycia słoików twist i zakrętek. Słoiki oczywiście niewyszczerbione, a zakrętki niezardzewiałe. Przeważnie przerabiam za jednym zamachem 10-15 kg pomidorów, bo taki mam gar i jest to porcja do zrobienia w pół dnia bez padnięcia na nos. Słoiki litrowe i po 0,3 l.

Pomidory myjemy, kroimy na ćwiartki i miksujemy _łącznie_ z dodatkami smakowymi w mikserze. Pomidory bez obierania ze skórki.

Każdą zmiksowaną porcję wlewam do gara i dla oszczędności czasu zaczynam podgrzewanie już od pierwszej porcji. Czyli mama myje i kroi pomidory, ja je miksuję i dolewam do stojącego na ogniu gara. Aha, pół łyżeczki soli na każdy litr przecieru.

Przecier w garze musi się "wyszumieć", tzn. jest gotowany i mieszany do chwili, aż przestaje się pienić - jest to usunięcie rozpuszczonego w nim powietrza.

Gorący chochlą nalewam do słoików (WAŻNE - nie można ubrudzić brzegów słoika - jeśli się ubrudzi, trzeba przetrzeć czystą wilgotną szmatką), zakręcam (zakręca się pewnie, ale nie za mocno) i wstawiam do drugiego gara z zimną wodą, ale już stojącego na ogniu. Wody w garze powinno być tyle, żeby po wstawieniu ostatniego słoika było parę centymetrów wody ponad nimi.

No i teraz normalna pasteryzacja, czyli musi się to gotować jakieś 30 minut od zagotowania. Później powoli to wychładzam zimną wodą. Tzn. wlewam szklankę - dwie zimnej i za chwilę wylewam, aż woda wokół słoików będzie zima. Nie wlewać zimnej wody bezpośrednio na słoiki, tylko ostrożnie w jakąś szczelinę między nimi, bo popękają. Zostawiam to jeszcze na jakiś czas, żeby przecier wewnątrz słoików się wychłodził i następna porcja.

Jak zwykle są jakieś straty, tzn. do niektórych słoików dostaje się woda, inne się nie zamykają, więc trzeba następnego dnia albo po dwu dniach przejrzeć. Te niezamknięte albo na pomidorówkę albo do następnego przerobu. Gotowe słoiki w chłodne i ciemne miejsce (światło niszczy witaminki).

Wskazówki i uwagi:

> Nie przeszkadza sól kamienna?

Nie. Dla bakterii i grzybów (żeby nie rosły) to to samo.

> Bardzo ci potem się psują? (5% strat?) czy pogoda w trakcie kupna
> pomidorów ma znaczenie (chyba zbierane w deszczowe dni mają
> tendencję do psucia, prawda?)

Pogoda - nie zwracałem uwagi, patrzę raczej na gatunek.

Ja przeważnie kupuję takie trochę twardsze - gatunek "przemysłowy", właśnie do przetwórstwa. A jak zwykłe, to lekko niedojrzałe. Straty mam praktycznie tylko przy robieniu - te niezamknięte słoiki. Różnie, czasem wszystkie są OK, czasem 2-3 złe.

Później przy przechowywaniu baardzo rzadko któryś słoik spleśnieje.
Nadesłał(a) wojmat, dnia: Aug 14, 2001
Źródło/autor przepisu: Andrzej

Twoje zapiski: